Tam mieszkam: Boliwia (odc. 1)

redaktor naczelna portalu Bankier.pl

Unikać złotej biżuterii, nie ufać policjantom, bo mundur może kupić tu sobie każdy, podróżować raczej w grupach - rekomenduje się zmierzającym w tę stronę turystom. W to samo miejsce jednak chętnie ściągają na emeryturę amerykańscy rentierzy. Podczas gdy turyści z całego świata ściągają na piłkarskie mistrzostwa do Brazylii, tuż za jej granicą toczy się pełne sprzeczności życie w przepięknym, ale wciąż słabo poznanym boliwijskim kraju.

O codzienności w Ameryce Południowej w rozmowie z cyklu #TamMieszkam opowiada mieszkająca w Boliwii Polka Danuta Stawarz, autorka bloga  boliviainmyeyes.wordpress.com.

życie w Boliwii Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: To będzie opowieść o życiu w jednym z najtańszych krajów świata. Podobno za backpakerski, a więc niespecjalnie wymagający, ale przyzwoity nocleg płaci się tu ledwie kilkanaście złotych, czyli około 30 boliviano?

Danuta Stawarz: 30 BOB płaciłam za łóżko w 4-osobowym pokoju w hostelu w Uyuni, gdzie nie było ani ogrzewania, ani ciepłej wody. Myślę więc, że te lepsze noclegi zaczynają się od 40 BOB, czyli około 16 PLN. W Potosí można w tej cenie dostać jeszcze całkiem smaczne śniadanie. Natomiast za hotele pięciogwiazdkowe, czyli na nasze standardy czterogwiazdkowe, płaci się więcej niż w Europie.

Pozwolę sobie już na początku postawić tezę, że Boliwia to dla turysty kraj absolutnie wyjątkowy. Niedoceniany, mało znany. Paradoksalnie jako jedno z tylko dwóch państw w Ameryce Płd. bez dostępu do morza, za to obdarzone prawdziwymi cudami natury.

Boliwijskie krajobrazy zachwycają! Największa pustynia solna świata Solar de Uyuni to tylko jeden z cudów natury warty zobaczenia. Należy się wybrać na co najmniej 3-dniową wycieczkę po bezdrożach Potosí, podczas której zobaczymy kolorowe laguny pełne różowych flamingów, wulkany, pustynie i skały o fantazyjnych kształtach czy gejzery. Z kolei tropiki, które stanowią ponad 50% terytorium Boliwii, kuszą przebogatą florą i fauną, będąc rajem zarówno dla zoologów, jak i wielbicieli roślin.

Czy Boliwia to najpiękniejsze miejsce na Ziemi – nie mnie to oceniać, zbyt wiele mam jeszcze do zobaczenia. Ale Boliwia to nie tylko piękne krajobrazy, ale również bogata i różnorodna kultura, którą Boliwijczycy żyją niemal na co dzień. Taneczne parady pełne kolorowych tradycyjnych strojów z różnych stron Boliwii organizowane są z okazji świąt narodowych, religijnych czy karnawału. Nie trzeba więc być wielkim szczęściarzem, żeby się na jakąś załapać. A warto!

Mam wrażenie, że na turystyce nie zarabia się tu jednak tyle, ile można by.

Boliwia nie jest mekką turystów – większość z nich odwiedza La Paz i wspomnianą pustynię solną, po drodze z Machu Picchu do Chile czy Argentyny. Dosyć duże skupisko turystów znajduje się także w konstytucyjnej stolicy państwa – Sucre, które do dziś zachowało swój kolonialny urok, będąc niewątpliwie najpiękniejszym i najbardziej przyjaznym miastem Boliwii. Reszta kraju jest natomiast stosunkowo nieodkryta – jak starożytna góra Inków El Fuerte w Samaipacie, różowe delfiny rzeczne w tropikalnym Beni czy Chapare, jezuickie kościoły w Chiquitanii wpisane na Listę Unesco, niedostępny Park Narodowy Noel Kempf Mercado czy chociażby winne rejony Tarija. Turystów do Boliwii przybywa coraz więcej, ale zwykle wpadają tu oni na chwilę.

Dlaczego?

Niestety wciąż jest stosunkowo trudno podróżować po Boliwii ze względu na zawiły system komunikacji czy choćby częste strajki i blokady dróg, które i mnie już dwukrotnie popsuły plany. Stan większości dróg pozostawia wiele do życzenia, często są one kompletnie nieoznakowane. Wciąż jest dużo wypadków autobusowych, a kierowanie pojazdem jest dosyć ryzykowne, co nie zachęca na przykład do tzw. turystyki rodzinnej. Boliwia ma niezmiernie wielki potencjał turystyczny, ale brakuje pieniędzy i pomysłu, by go rozwinąć.                                              

Braku kreatywności na pewno nie można im zarzucić - postawili sobie przecież nawet hotele z tutejszej soli.

Za pomysłowość można Boliwijczyków podziwiać, szczególnie jeżeli chodzi o wymyślanie co rusz to nowych przepisów interpretowanych później na wiele sposobów, co okazuje się skuteczne, szczególnie w egzekwowaniu różnych kar pieniężnych. Ja zetknęłam się z boliwijską biurokracją podczas długiej walki o wizę, ale miałam również bolesne przeprawy z prywatną służbą zdrowia. Jedno muszę przyznać – Boliwijczycy wszystkiemu, co z pozoru wydaje się nielogiczne, potrafią nadać sens.

Nie obyło się więc bez początkowego szoku kulturowego?

Początkowy szok w zetknięciu z tutejszą rzeczywistością już minął, ale cały czas trudno mi jest przyzwyczaić się do wielu rzeczy. Do bałaganu w urzędach i śmieci na ulicy. Do braku higieny, nie tylko na bazarach, ale i w supermarketach i restauracjach. Do przepaści pomiędzy publicznym i prywatnym szkolnictwem oraz publiczną i prywatną opieką zdrowotną. Pomiędzy jakością i stylem życia biednych i bogatych.

 

Ostatnio usłyszałam, że w Boliwii zakazane jest chorować, bo jeżeli ktoś nie ma pieniędzy, to umiera. Coś w tym jest, bo nie tak dawno pisano w lokalnej gazecie, że w jednym z publicznych szpitali pacjenci leżą na podłodze, a kroplówkę podaje się im z butelki po Coca-Coli. Podczas gdy doba w prywatnym szpitalu kosztuje tyle, co noc w 5-gwiazdkowym hotelu, a za lekarstwa i zabiegi płaci się dodatkowo.

Doświadczenia innych skłoniły mnie więc do wykupienia prywatnego ubezpieczenia, z którego korzystam sporadycznie i nie bez problemów. Z jednym zabiegiem chirurgicznym czekałam do przyjazdu do Polski, bo okazało się, że u nas jest o wiele taniej (a i pewnie bezpieczniej).

Żeby nie wydawać majątku na zagraniczne produkty z importu trzeba było zmienić zakupowe przyzwyczajenia?

Z całą pewnością jem więcej owoców, których w Boliwii jest pod dostatkiem, szczególnie tych tropikalnych, jak papaja, ananas, mango czy tutejszy przysmak achachairu oraz piję dużo soków, przecierów i… wody. Czasami jednak z tęsknotą patrzę na wiśnie czy maliny, które pochodzą z importu i są tu bardzo drogie.

Lokalne jedzenie – jak przystało na jeden z najtańszych krajów świata – tanie?

Nie zawsze tanie! Ceny warzyw są zbliżone do polskich.

Nominalnie czy realnie?

Nominalnie. Tańsze jest chyba jedynie mięso z kurczaka, które można tu kupić na każdym kroku i w każdej postaci. Mięso wieprzowe nie jest popularne, natomiast wołowe jest strasznie twarde – jemy je sporadycznie. Mamy taką rutynę: w każdą sobotę wybieramy się najpierw na bazar, gdzie kupujemy mnóstwo świeżych warzyw i owoców, za które zwykle płacimy około 50 BOB (20 PLN), a później jedziemy do supermarketu po inne produkty – mięso, mleko, ser, środki czystości, na które wydajemy średnio 400 BOB (160 PLN)! Jest to zawrotna suma dla zwykłego Boliwijczyka, który zarabia nieco ponad 1.000 BOB miesięcznie (prezydent w kwietniu podwyższył najniższą pensję o 20% i wynosi ona obecnie 1.488 BOB).

życie w Boliwii 

Dla nas również jest to duży wydatek, porównywalny z tym, co wydawaliśmy, mieszkając w Irlandii. Postanowiliśmy jednak, że na jedzeniu nie będziemy oszczędzać, szczególnie gdy alternatywą są zakupy na bazarze, gdzie produkty przechowywane są w bardzo niehigienicznych warunkach. Zresztą, nawet w kupionym w supermarkecie makaronie czy ryżu trafiają się robaki.

Wspomniała Pani o Irlandii, więc chyba czas najwyższy powiedzieć, co w Boliwii robi dziewczyna z Polski.

Jak większość ekspatów, których poznałam w Boliwii, znalazłam się tu przez, a raczej dzięki miłości. W pewnym momencie postanowiliśmy razem z moim partnerem – w połowie Inka, w połowie Irlandczykiem – odwiedzić jego ojcowiznę i zobaczyć, jak się tu żyje. Od niemal dwóch lat zdobywa on doświadczenie, pracując w dużej międzynarodowej firmie, ja natomiast zajmuję się tym, czym większość gringos – nauczam języka angielskiego oraz sporadycznie wykonuję zlecenia fotograficzne. Przy okazji zwiedzam okolicę, ostatnio Santa Cruz de la Sierra, gdzie mieszkamy oraz staram się wciąż szlifować mój wciąż daleki od perfekcji hiszpański. W międzyczasie zaś opisuję swoje doświadczenia, bolączki i zachwyty nad życiem w Boliwii na moim blogu.

Przejrzałam go dokładnie. Przestrzega tam Pani wrażliwych turystów przed na przykład konsekwencjami paradowania ze złotą biżuterią.

Nie należy tu nosić nie tylko złotej, ale nawet pozłacanej czy metalowej biżuterii, szczególnie kolczyków. Sama byłam świadkiem zdarzenia, gdy złodzieje ograbili kobietę, zrywając jej kolczyki z uszu… Przestępcy raczej nie zastanawiają się, czy coś jest prawdziwe, czy zupełnie niewartościowe, więc lepiej dmuchać na zimne i nie obwieszać się świecidełkami.

Poza tym Boliwia to jedno z bezpieczniejszych państw regionu. Jak wszędzie – wypadki chodzą po ludziach, ale większości niemiłych incydentów można zapobiec.

Ale dalej czytam, żeby nie ufać ludziom w policyjnych mundurach, bo taki może tutaj kupić sobie każdy.

Jeżeli chodzi o boliwijską policję, to jest ona mocna skorumpowana. Zwykle nie ma problemu, kiedy podróżuje się w większej grupie, ale samotnemu podróżnikowi trudniej jest się obronić. Często zdarzają się tu wymuszania na punktach kontrolnych, gdzie turysta jest proszony o przejście do budki pod pozorem sprawdzenia dokumentów. Tam zaś daje się mu do zrozumienia, że nigdzie nie pojedzie, bo to czy tamto w paszporcie nie pasuje, bo pił piwo w taksówce, bo samochód, którym jedzie ma za ciemne szyby itp. Nieoficjalnie zaleca się nie dyskutować z władzą, tylko dać łapówkę czy – jak się tu mówi – „dać na sodę”. Czasami wystarczy nawet 5 BOB (2 PLN).

A jeżeli chodzi o fałszywych policjantów, to tacy też się zdarzają, ale dosyć trudno odróżnić ich od prawdziwych, z wiadomych powodów. Oczywiście nie należy obawiać się każdego funkcjonariusza – wierzę, że większość mundurowych to jednak uczciwi ludzie.

Nie należy także obawiać się pytać o drogę, jeśli się zgubimy. Boliwijczycy są z natury bardzo pomocni i przyjacielscy. Warto jednak zapytać się co najmniej dwa razy, żeby potwierdzić, czy otrzymane informacje są poprawne.

Biorąc pod uwagę, że tylko 12 proc. mieszkańców kraju to biali, bywa nieprzyjemnie?

Ja osobiście spotkałam się otwartą wrogością tubylców tylko raz. Podczas zwiedzania małego miasteczka Tarata koło Cochabamby podeszłam do staruszki siedzącej na progu uroczo wyglądającego domu, aby zapytać, czy mogę jej zrobić zdjęcie. Wcześniej zresztą miałam sesyjkę z innym mieszkańcem tej miejscowości. Niespodziewanie staruszka odpowiedziała mi krzykami w języku keczua, zamachując się w moją stronę kamieniem. To zdarzenie było dla mnie o tyle szokujące, że przypomniało mi historię pary turystów zaatakowanych w jednej z małych wiosek właśnie za robienie zdjęć (podobno niektórzy Indianie są przekonani, że zrobienie zdjęcia zabiera im duszę). Niestety w wyniku tamtego zdarzenia mężczyzna zginął na miejscu, a kobieta uszła z życiem tylko dzięki pomocy miejscowego lekarza. Ja na szczęście byłam w towarzystwie mojego partnera i znajomej Boliwijki, którzy załagodzili tę potencjalnie groźną sytuację.

No, to Pani zachęciła. (śmiech)

Na turystycznym szlaku raczej nie będzie takich problemów. Jego mieszkańcy wiedzą bowiem, że gringo to pieniądz i należy go chronić. Poza tym, jak już wspomniałam, Boliwijczycy są z natury przyjaźni i chętnie zawierają znajomości, ciesząc się, że ktoś docenił ich piękny kraj. Są również bardzo tolerancyjni wobec innych tradycji, zwyczajów czy przekonań religijnych.

Poza tym białe twarze nie są już w Boliwii tak niespotykane, jak kiedyś. Mieszka tu coraz więcej obcokrajowców, działa dużo organizacji pozarządowych i firm międzynarodowych. Wielu Boliwijczyków wraca z emigracji zarobkowej w USA czy Europie, wraz z nowymi rodzinami, pomysłami, innym stylem życia.

Koniec części 1. Polecamy również drugą część rozmowy.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
2 2 ~Dorota

leży być obiektywnym i pozbyć się buty i polskiej zadziory.
pozdrawiam z Berlina Dorota

! Odpowiedz
1 2 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
3 6 ~paweł

Zastanawiam się dlaczego w Polsce urzędnicy zarabiają tak dużo, np. zwykły samorządowiec ma ok. 4- 5 tys.zł./m-c, a np. burmistrz ponad 10 tys. zł. na m-c., prezydent, premier też ok. 15 tys./m-c. W stosunku nawet do tzw. przeciętnego wynagrodzenia to jest baaardzo dużo!!!To jest 300, 400, 500% wiecej!!! W Boliwii wg. info zawartej w tym artykule przeciętna płaca to 1000 bob, a prezydent Boliwii ma ok. 1500 bob., czyli ok. 50% więcej. Dlaczego w Polsce taka jest niesprawiedliwość?? Ci urzędnicy mogliby pracować za mniejsze pieniądze - wtedy lepiej rozu,mieliby problemy społeczeństwa!!!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~iga

no ok, ale jak z drugiej strony jak nazwać miłośników zwierząt krótko? nazwa dokładnie oddaje sens zawarty w tekście, w tym samym stopniu, w jakim gey jej nie oddaje :)

! Odpowiedz
0 1 ~endi

OMG !!!! " raj dla ZOOFILÓW " brrrrrrrrr

! Odpowiedz
0 2 ~Danuta

Chcialabym przeprosic czytelnikow za te niefortunna pomylke w tekscie i zaznaczyc, ze jest ona zwyklym przeoczeniem. Bron Boze nie zapraszam 'zoofilow' do Boliwii, ale zoologow i wielbicieli dzikich zwierzat jak najbardziej:) Wszystkim komentatorom gratuluje zas spostrzegawczosci i refleksu, ktorych zabraklo zarowno autorce, jak i edytorowi:)Pozdrawiam serdecznie!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 1 boliviainmyeyes

Chcialabym przeprosic czytelnikow za te niefortunna pomylke w tekscie i zaznaczyc, ze jest ona zwyklym przeoczeniem. Bron Boze nie zapraszam 'zoofilow' do Boliwii, ale zoologow i wielbicieli dzikich zwierzat jak najbardziej:) Wszystkim komentatorom gratuluje spostrzegawczosci i refleksu, ktorych zabraklo zarowno autorce, jak i edytorowi:)Pozdrawiam serdecznie!

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 3 ~darecki

No no interesujące, taki fragmencik artykułu powyzej: "...kuszą przebogatą florą i fauną, będąc rajem zarówno dla zoofilów, jak i...". A taką definicję zoofilii podaje na Wikipedia: "Zoofilia – rodzaj parafilii seksualnej: stan, w którym jedynym lub preferowanym sposobem osiągania satysfakcji seksualnej jest wykonywanie czynności seksualnych przy udziale zwierząt.".No i wszystko jasne, zoofili zpraszamy do Boliwii:)Ciekaw jestem upodobań pani Danuty Stawarz.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 1 ~poeta

Pani Danuta uwodzi mamuta:)

! Odpowiedz
1 1 ~Cochis

" będąc rajem zarówno dla zoofilów" ?! to określenie miłośników zwierzątek jest dość ryzykowne.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne