Władze starają się dociec, kto dopomógł Madoffowi w realizacji tego gigantycznego przedsięwzięcia, które funkcjonowało bez przeszkód przez przynajmniej 30 lat i spowodowało minimum 50 mld dol. strat. Trwa dochodzenie w spółce, która od dziesięcioleci przeprowadzała audyty w firmie Madoffa, oraz sprawdzanie, jaką rolę odgrywał w tym wszystkim Frank Dipascali, który odpowiadał za rachunki klientów i był zatrudniony u Madoffa przez ponad 30 lat – mówi osoba dobrze zorientowana w sprawie. – Jeśli chciałeś cokolwiek załatwić – otworzyć rachunek, wpłacić lub wypłacić pieniądze, dzwoniłeś po prostu do Franka – twierdzi jeden z inwestorów współpracujących z Madoffem. – Jeśli chodzi o sprawy operacyjne, to nic w tym biznesie nie mogło dziać się bez niego – dodaje.
Po aresztowaniu 10 grudnia Madoffa prowadzący dochodzenie przedstawiciele Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) pojawili się w centrali jego firmy i przesłuchiwali Dipascalego. Zeznał on, iż nie wie, kto był odpowiedzialny za prowadzenie i rozliczanie transakcji w pionie doradztwa inwestycyjnego firmy – wynika ze sporządzonej przez SEC notatki. Frankowi Dipascalemu nie postawiono jednak do tej pory żadnych zarzutów. Prowadzący śledztwo wręczyli natomiast wezwanie do sądu Davidowi Friehlingowi, nowojorskiemu księgowemu, który badał sprawozdania finansowe firmy Madoffa oraz dokumentację dotyczącą tej firmy od początku 2000 r.
Prowadzący dochodzenie zapoznają się właśnie z mechanizmem rzekomego oszustwa Madoffa. Osoba dobrze zorientowana w śledztwie twierdzi, że uważają oni, iż początkowa strategia handlowa Madoffa nie powiodła się oraz że w ciągu tych lat dokonał on na rzecz swoich klientów bardzo niewielu, jeśli w ogóle jakichś, transakcji zakupu akcji lub opcji. Zamiast tego przyjmował on pieniądze od nowych klientów i wypłacał je tym, którzy już wcześniej powierzyli mu swoje środki – mówią osoby znające szczegóły sprawy.
W ciągu ostatniego roku, kiedy to inwestorzy instytucjonalni i inni zamożni klienci zaczęli dotkliwie odczuwać skutki osłabiania się koniunktury na giełdach, liczba tych, którzy zgłaszali się do Madoffa po swoje pieniądze, zapewne rosła na tyle szybko, że nie dało się już dłużej utrzymać piramidy finansowej. Synowie Madoffa powiedzieli FBI, że ich ojciec uważa, że straty poniesione w wyniku tych operacji przez jego klientów mogą wynieść „minimum około 50 mld dol.”. Suma ta zawiera również rzekome zyski, o których przez dziesięciolecia firma Madoffa informowała swoich klientów. Nie jest jasne, ilu dokładnie inwestorów powierzyło Madoffowi swoje pieniądze.
Śledczy badają także, jaką rolę mogli w tym dobrze zorganizowanym familijnym biznesie odgrywać inni członkowie rodziny Madoffa. W firmie Bernarda Madoffa, chociaż niebezpośrednio w dziale związanym z zarządzaniem inwestycjami, w którym popełniono rzekome oszustwa, pracowali również dwaj jego synowie, brat oraz bratanica.
– Mark i Andrew Madoff są ekonomicznie zrujnowani i emocjonalnie wyniszczeni przez to, co ich ojciec uczynił. Zniszczył on między innymi wartościowy, dobrze prosperujący na rynku i będący ich własnością interes, którego budowa zajęła im 20 lat życia – twierdzi w specjalnym oświadczeniu ich prawnik Martin Flumenbaum. Inni członkowie rodziny, którzy pracowali w firmie, to Peter Madoff, brat Bernarda, który pełnił tam funkcję głównego inspektora nadzoru, i Shana Madoff, córka Petera, która również była inspektorem nadzoru.
Rodzina podkreśla, że podstawowa działalność firmy polegająca na obracaniu akcjami dla klientów – ulokowana na 19. piętrze – była odseparowana od operacji zarządzania inwestycjami, którą prowadził sam Bernard Madoff na 17. kondygnacji. Tam też znajdowało się biuro Franka Dipascalego.
Jednak w niektórych aspektach te dwie dziedziny zachodziły na siebie. Jeszcze parę lat temu kilka metrów od stanowiska, przy którym dokonywano transakcji i pracowali Mark i Andrew, siedzieli również pracownicy Cohmad Securities, spółki, która jak przypuszczają śledczy, zaangażowana była w pozyskiwanie inwestorów chcących ulokować środki w funduszu Madoffa. Rzecznik Marka i Andrew twierdzi, że spółkę Cohmad znają oni tylko z tego, iż od czasu do czasu przeprowadzali za jej pośrednictwem operacje maklerskie dla klientów indywidualnych na nowojorskiej giełdzie, ponieważ ich spółka nie jest tam notowana. Mark i Andrew wiedzieli co prawda, że Cohmad była jednym z przedsięwzięć ich ojca, „jednak jeśli spółka ta odgrywała jakąkolwiek rolę w zarządzaniu aktywami, to oni nic o tym nie wiedzieli” – dodał rzecznik.
© 2008 Dow Jones & Company, Inc.
AMIR EFRATI
AARON LUCCHETTI
TOM LAURICELLA
The Wall Street Journal
Więcej na ten temat


























































