Siła przyzwyczajenia
Marta Łazarowicz
Euro poszło ostatnio w górę. Wiele wskazuje jednak na to, że preferencje inwestorów pozostaną przy dolarze.
Nawet Saddam Husain miał podobno swój udział we wzmacnianiu kursu europejskiej waluty, każąc płacić sobie za iracką ropę w euro, zamiast w dolarach. Co istotniejsze, wczeniej w obronie euro zaczął interweniować Europejski Bank Centralny, a w jednej z tych interwencji wspierał go amerykański Fed. Analitycy z uporem powtarzali, że europejska waluta jest potężnie niedowartociowana, że wszystkiemu winny jest nadmiernie drogi dolar oraz niezmordowany wzrost gospodarczy USA i że tylko patrzeć, jak gospodarka amerykańska zwolni, a euro poszybuje w górę. Przez długi czas nic jednak nie pomagało. Dzi instytucje, które przed rokiem raczej zgodnie przepowiadały wzrost kursu euro, są znacznie ostrożniejsze, a ich prognozy znacznie różnią się między sobą. Według Salomon Smith Barney, za rok euro kosztować będzie 0,85 USD. Zdaniem Goldman Sachs 1,22 USD. Taka różnica prognoz walutowych nie zdarza się często.
Euro ruszyło w górę pod koniec roku, gdy okazało się, że roczny wzrost amerykańskiego PKB wyniósł w trzecim kwartale 2,4 proc., a więc mniej niż przewidywano i mniej niż w Unii Europejskiej (2,8 proc.). Jak oczekuje Goldman Sachs, w 2001 r gospodarka amerykańska wzronie zaledwie o 2,5 proc., za europejska o 2,9 proc. Byłby to pierwszy od 1991 rok przewagi Europy nad USA. Czy to jednak wystarczy, by skutecznie wzmocnić euro?
Wielki exodus
Bezporednią przyczyną jego nadspodziewanego osłabienia był bezprecedensowy przepływ kapitału z Europy do Ameryki. W 1999 r. z Europy do Stanów wypłynął (netto) kapitał o wartoci 6 proc. europejskiego PKB. Jak oblicza Deutsche Bank, w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2000 r. do Ameryki trafiło netto 167 mld USD, głównie z Europy. Łącznie Europejczycy wydali za granicą 271 mld USD.
Trudno się dziwić, biorąc pod uwagę różnice w stopach procentowych. Jednak europejskie inwestycje w USA nie mają na ogół charakteru spekulacyjnego, a długoterminowy. W pierwszej połowie 2000 r. inwestycje bezporednie pochłonęły aż 168 mld USD, czyli ok. 5 proc. europejskiego PKB. Transakcje odwrotne szacuje się na zaledwie 3 mld USD. Już sam ten fakt jest smutnym rozczarowaniem dla entuzjastów euro, którzy zapowiadali, że
wspólna europejska waluta, podobnie jak utworzony w 1992 r. wspólny rynek, przyciągnie do Europy rzesze inwestorów. O ile na przełomie lat 80. i 90. udział UE w bezporednich inwestycjach na wiecie wzrósł do rekordowych 50 proc., o tyle po utworzeniu unii monetarnej, udział ten pozostał na poziomie 36 proc. za udział strefy EMU w ogólnym napływie tych inwestycji do Unii Europejskiej wręcz zmalał w 1998 r. w porównaniu z 1996 r. Wbrew ponurym przepowiedniom, Brytyjczycy nie tylko nie odczuli więc spadku zainteresowania zagranicznych inwestorów, ale wysunęli się na prowadzenie w Europie.
Wbrew faktom
Zdaniem analityków The Economist, nic, nawet spowolnienie wzrostu gospodarczego w USA, nie wróży odwrócenia tego trendu. Inwestorów przyciąga bowiem do Ameryki nie tylko wzrost, ale sprzyjające biznesowi regulacje prawne i podatkowe, a także niższe koszty pracy i swobodny rynek pracy. Tu z kolei pojawia się argument, że włanie w upływającym roku Europa zrobiła bardzo dużo dla ułatwienia życia firmom. Niemcy zdecydowały się na obniżenie od stycznia 2001 r. podatku korporacyjnego od zysku z 40 do 25 proc. W rezultacie obciążenie podatkowe niemieckich firm będzie o dwa punkty procentowe niższe niż rednio w USA. W najbliższych latach zmniejszony ma również zostać w Niemczech podatek od osób fizycznych. We Francji podatek korporacyjny obniżony jest od stycznia 2001 r. o 3 punkty, do 33,3 proc. Będzie wiec jeszcze niższy niż w Niemczech. Na realne skutki tych zmian trzeba będzie oczywicie poczekać, choć już w 2000 r. ceny akcji europejskich firm kształtowały się korzystniej niż amerykańskich. W warunkach własnej waluty przyniosły inwestorom większy zysk niż amerykańskie. Tyle, że ci, którzy zdecydowali się na zakup amerykańskich walorów i tak zyskali na różnicach kursowych.
Z entuzjazmem wobec europejskich reform nie należy oczywicie przesadzać. wiadczenia socjalne są wciąż olbrzymim obciążeniem dla firm - ich udział w kosztach pracy oscyluje w większoci europejskich krajów wokół 25 proc., podczas gdy w USA sięga jedynie 7 proc. Jeli dodać do tego trzykrotnie wyższy niż w Europie wzrost wydajnoci pracy, okazuje się, że wciąż bardziej opłaca się robić interesy w USA. Z pewnocią jest jednak z regulacjami lepiej niż kilka lat temu, gdy europejskie waluty radziły sobie zupełnie niele.
Tradycyjne portfele
Nawet jeli zła opinia Europy jest coraz mniej zasłużona, niełatwo jest odwrócić obiegowe opinie i przyzwyczajenia inwestorów. Wystarczy przypomnieć sobie, jak długo rynki musiały przyzwyczajać się np. do faktu, że inflacja może trwale ustabilizować się na niskim poziomie.
Prof. Rudi Dornbush z Massachusetts Institute of Technology przekonuje, że olbrzymi nawet napływ inwestycji bezporednich z Europy do USA i tak ma ograniczony wpływ na wahania kursowe, ponieważ zapłata następuje bardzo często w akcjach, a nie w gotówce. Pojawiają się też argumenty, że europejskie firmy dokonujące ekspansji w USA i tak mają na ogół depozyty dolarowe i nie muszą sprzedawać euro, by mieć czym płacić w Ameryce. Przyczyna słaboci euro leżałaby więc raczej w inwestycjach portfelowych. Te powinny być w zasadzie bardziej wrażliwe na zmiany tempa wzrostu gospodarczego, ale i tu można być sceptykiem. Jeszcze 20-30 lat po tym, jak gospodarka brytyjska została przegoniona przez gospodarkę amerykańską, funt szterling był wyżej ceniony niż dolar przypomina Paweł Kowalewski z IBnGR. Dzi Inwestorzy, zarówno ci drobni, jak i potężni, lubią dolary.
Kurs to nie wszystko
To, że kurs spada nie znaczy jeszcze, że waluta traci zastosowanie
wyjania Paweł Kowalewski. W pierwszej połowie lat 80. spadał np. kurs jena i marki, a ich znaczenie wzrastało.
O zastosowaniu euro trudno na razie wyrokować. Jest na pewno walutą interwencyjną, bo obie jesienne interwencje w jego obronie zostały przeprowadzone w walucie europejskiej. Czy jest walutą rezerwową na razie nie wiadomo. Trudno również ocenić, czy jest walutą fakturową. Faktem jest, że nawet kraje tak ciążące ku Unii Europejskiej i EMU, jak Polska, podają w swych założeniach budżetowych notowania złotego wobec dolara, a nie wobec euro.- Nie sądzę, by pozycja dolara była do podważenia stwierdza Paweł Kowalewski.
Opinie te potwierdzają badania instytutu badawczego McKinsey Podczas, gdy banki centralne majstrują przy systemach walutowych, firmy i inwestorzy po cichu decyduje się na jedną walutę: dolara amerykańskiego czytamy w McKinsey Quartely. Choć gospodarka amerykańska stanowi jedynie 30 proc. wiatowego PKB, prawie połowa papierów wartociowych emitowana jest w dolarach. Choć amerykańskie banki mają jedynie 10 proc. udział w kredytach zagranicznych, aż 45 proc. tych kredytów denominowanych jest w USD. W krajach rozwijających się udział ten jest za jeszcze większy. Dolar wykorzystywany jest w 9 na 10 dokonywanych na wiecie transakcji wymiany walutowej. To w dolarach kwotowane są ceny większoci surowców i to dolarami płaci się za prawie połowę obrotów handlu międzynarodowego, choć same USA mają w nich 29 proc. udział. Coraz więcej firm, zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej decyduje się na prowadzenie swoich operacji w dolarach. Króluje on również w depozytach ludnoci na dolara przypada prawie 80 proc. depozytów w walutach obcych, a w krajach takich jak Argentyna, Kambodża, Peru czy Turcja aż jedna trzecia wszystkich depozytów. Nie mówiąc już o tym, że w wielu krajach rozwijających się, nie tylko Ameryki Południowej, dolar pełni rolę powszechnie używanej waluty. Według oceny Federal Reserve, aż 60 proc. wszystkich dolarów w obiegu znajduje się poza granicami USA.
Czy z pozycją tą może rywalizować euro, tak jak zapowiadali to twórcy wspólnej waluty? Na razie prof. Dornbush porównuje start euro do nieudanej oferty publicznej. Nie ulega wątpliwoci, że wiarygodnoci obu walut nie da się porównać. Wprawdzie dwa lata istnienia waluty to nic w porównaniu z blisko 50 letnią dominacją dolara, ale nie wszyscy liczą na to, że czas działać będzie na korzyć euro. Te same względy, które pchnęły kraje europejskie do zastąpienia swoich walut jedną wspólną, czynią z dolara walutę globalną przekonują eksperci McKinsey.
|
UDZIAŁ GŁÓWNYCH WALUT W OBROTACH HANDLU MIĘDZYNARODOWEGO W 1998 r. (w proc.)
| |
Dolar amerykański
| 48
|
Marka niemiecka
| 16
|
Jen
| 5
|
Inne
| 31
|
|
ródło: McKinsey Quarterly nr 4/2000
| |
|
UDZIAŁ DOLARA W TRANSAKCJACH WALUTOWYCH (przeciętne obroty dzienne w mld USD w 1998 r.)
| ||
| Transakcje dolarowe
| Łączne transakcje
|
Marka niemiecka
| 291
| 430
|
Jen
| 267
| 300
|
Funt szterling
| 118
| 158
|
Frank szwajcarski
| 79
| 101
|
Frank francuski
| 58
| 73
|
Dolar australijski
| 42
| 44
|
Dolar singapurski
| 15
| 17
|
|
ródło: McKinsey Quarterly nr 4/2000
|
| |




























































