Szczególnie rozczarowujący był odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan. Ten wskaźnik, mówiący o stanie zaufania konsumentów do przyszłej sytuacji gospodarczej, zanotował w listopadzie spadek z poziomu 70,6 punktów do 66 punktów. Rzeczywistość całkowicie rozminęła się z prognozami analityków, które mówiły o wzroście indeksu do 71 punktów.
Ponadto we wrześniu powiększył się deficyt Stanów Zjednoczonych w handlu zagranicznym. Wzrost skali importu przewyższył zwyżkę w eksporcie, wskutek czego deficyt zanotował wzrost z 30,85 miliardów USD do 36,47 miliardów USD wobec oczekiwanych 31,6 miliardów USD. Wbrew przypuszczeniom oba odczyty nie stanowiły głównego czynnika kształtującego dzisiejsze decyzje inwestorów.
„Rynek może osiągnąć nowe maksima. Jeśli spojrzymy w przyszłość aż do Świąt Bożego Narodzenia, a nawet dalej, w krótkim terminie nie dostrzeżemy fundamentalnej poprawy warunków gospodarczych, co może być przyczyną podwyższonej zmienności w 2010 roku”, uważa Richard Jeffrey z Cazenove Capital Management. Analityk po części nawiązuje do tzw. rajdu świętego Mikołaja, czyli działań zarządzających funduszami inwestycyjnymi, mających na celu poprawę wyników finansowych.
Największy na świecie przedstawiciele branży mediów, Walt Disney, znany głównie ze znakomitych bajek dla dzieci, ogłosił, że w trakcie ostatniego kwartału jego zyski wzrosły o 18%. Około godziny siedemnastej akcje firmy zwyżkowały o 4,6%, dodając zarazem rozpędu całemu rynkowi. Zysk netto Disneya osiągnął poziom 895 milionów dolarów w porównaniu z 760 milionami jeszcze rok temu.
Wśród najważniejszych indeksów giełdowych w Stanach Zjednoczonych mimo wielu niesprzyjających okoliczności byki radziły sobie całkiem dobrze. Nasdaq Composite zwyżkował o 0,6% do 2162,3 punktów, Standard & Poor’s 500 w tym samym stopniu do 1093,6 punktów, a Dow Jones Industrial Average o 0,8% do 10277,7 punktów.
TW



























































