Rynek pracy się przegrzewa. Wiele firm nie może realizować napływających zleceń, zwłaszcza na industrialnym południowym zachodzie Polski. Panuje tam niedobór pracowników. Firmy myślą więc o ściąganiu pracowników z innych regionów.
Nie jest to łatwe. Ściąganie pracowników "ma sens do 90 km, bo wówczas nie burzy życia rodzinnego. Jeśli odległość jest większa, ludzie łatwo się nie decydują na przeprowadzkę. Jeśli się wyjeżdża, to za granicę" powiedziała "Gazecie Wyborczej" Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych w agencji Randstad.
Firmy stają więc przed koniecznością podwyżek pensji. "W 2016 r. w porównaniu z rokiem 2015 pensje wzrosną realnie o co najmniej 5 proc." pisze dziennik, wskazując, że dotyczy to wąskich, technicznych specjalizacji.
Remedium na przegrzanie rynku pracy wydają się być Ukraińcy. Dziś, według ankiety Randstad, zatrudnia ich co siódma firma. Zamierza zatrudnić 40 proc. pozostałych.
Przeczytaj także
Wbrew pozorom chęć zatrudnienia naszych wschodnich sąsiadów nie wynika najczęściej ze względów finansowych. Niższe wymagania płacowe Ukraińców jako powód wskazało zaledwie 6% ankietowanych. 38% badanych stwierdziło z kolei, że chodzi przede wszystkim o zaspokojenie potrzeb kadrowych - mówi serwisowi infoWire.pl Agnieszka Bulik, dyrektor ds. prawnych i public affairs z agencji pracy tymczasowej i doradztwa personalnego Randstad Polska.
Plany polskich pracodawców dotyczące Ukraińców mogą jednak pozostać niezrealizowane. Szykowane są bowiem zmiany prawne, które zmodyfikują zasady zatrudniania pracowników między innymi z Ukrainy. Dotychczasowa procedura uproszczona zostanie zastąpiona nową, bardziej skomplikowaną. Dla wielu przedsiębiorców może okazać się to dużym problemem.
Banki lawinowo tną zatrudnienie

Po kilkaset osób zwolniły w ciągu ostatniego roku największe banki w Polsce – wynika z raportu PRNews.pl o zatrudnieniu w bankowości. Najwięcej osób pożegnało się z pracą w bankach BGŻ BNP Paribas, Pekao, BZ WBK i Millennium.
(PAP)mars/




























































