Oskarżenia pod adresem giełdy kryptowalut Zondacrypto padły z najwyższych szczebli władzy, w tym z ust premiera Donalda Tuska. Mówiono o praniu brudnych pieniędzy, powiązaniach z Rosją, największej aferze po 1989 roku i politycznym lobbingu na prawicy. Prezes spółki, Przemysław Kral, postanowił publicznie odeprzeć te zarzuty podczas sesji Q&A, nazywając je zorganizowaną nagonką.


Wybuch politycznej burzy wokół Zondacrypto zbiegł się w czasie z wetem prezydenta, który odmówił podpisania ustawy o rynku kryptoaktywów. W przestrzeni publicznej politycy koalicji rządzącej zaczęli łączyć decyzję Karola Nawrockiego z giełdą, której prezesem jest Przemysław Kral. Pojawiła się narracja mówiąca o powiązań Zondycrypto z rosyjskim kapitałem i prawicowymi mediami. Wspominano o niejasnej przeszłości giełdy i sprawie zaginięcia Sylwestra Suszka. Przedstawicielom spółki zarzucano lobbing u prezydenta, by ten zawetował ustawę, która rzekomo miała uderzyć w jej interesy. Donald Tusk mówił nawet o największej aferze po 1989 roku, a X.com zaczął obiegać hasztag "kryptoaferaPiS".
Przemysław Kral podczas transmitowanej w czwartek 11 grudnia rozmowy nie gryzł się w język, nazywając zarzuty "kłamstwami, manipulacjami i bełkotem". Zapowiedział również, że giełda będzie walczyła prawnie o swoje dobre imię.
Zondacrypto odpowiada na zarzuty powiązań z Rosją i prania pieniędzy
Jeden z najcięższych zarzutów formułowanych przez przedstawicieli obozu rządzącego pod adresem Zondacrypto dotyczył rzekomych wpływów rosyjskich służb i przestępców na działanie giełdy. Informacje według których pieniądze na rozruch dawnego BitBay'a mogły pochodzić od vatowskich mafii, znalazły się kilka lat temu w materiałach Superwizjera TVN. Teraz do tamtych zarzutów dołączyła teza, że platforma może służyć do omijania sankcji. Podczas czwartkowej sesji Q&A Kral odpierał te zarzuty twierdząc, że Zondacrypto była pionierem w kwestii wdrażania ograniczeń wobec klientów z Rosji.
"Byliśmy pierwszą giełdą w Europie, która wyłączyła całkowicie możliwość onboardingu, czyli pozyskiwania klientów z paszportem rosyjskim. (...) Tę decyzję podjęliśmy 1 marca 2022 roku, czyli dużo wcześniej niż regulator estoński to nakazał” - podkreślał prezes.
CEO Zondacrypto wskazał również na absurdalność zarzutów o rosyjskie wpływy w kontekście bieżącej współpracy z polskim rządem. Zaledwie pod koniec listopada przedstawiciele giełdy występowali na panelu dyskusyjnym wspólnie z wiceministrem finansów, Jurandem Dropem - podkreślał przytaczając artykuł Bankier.pl.
"Skoro my jesteśmy wpływami rosyjskimi (...) to jak to się stało, że pan Jurand Drop występował z naszymi przedstawicielami ramię w ramię?” – pytał Kral, dodając, że giełda posiada licencję w USA na Florydzie. Według prezesa byłoby to niemożliwe do osiągnięcia przy powiązaniach z Rosją.
"Kto to jest bitcoin?" Tak politycy kompromitują się niewiedzą
Awantura wokół prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptoaktywów sprawiła, że kryptowaluty stały się w Polsce kolejnym tematem, w którym fakty przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Opinie rozeszły się po linii partyjnego podziału i każdy w tym sporze uważa się za eksperta, chociaż mało kto rozumie, o co chodzi. Najlepiej udowodnili to posłowie zabierający głos podczas piątkowej dyskusji w Sejmie.
Polityczny lobbing i blokowanie ustawy
Narracja prezentowana przez część polityków sugerowała, że Zondacrypto lobbowała u prezydenta za zawetowaniem ustawy regulującej rynek kryptowalut, ponieważ nowe przepisy miałyby zaszkodzić jej interesom. W mediach pojawiały się sugestie o nieformalnych spotkaniach z ludźmi prezydenta. Prezes giełdy bronił się przed zarzutami, stawiając tezę, że zawetowana ustawa była dla niej korzystna.
"Powinienem był przekonywać pana prezydenta do podpisania tej ustawy, gdybym działał w interesie tylko biznesowym, ponieważ przyjęcie tej ustawy wycięłoby całkowicie naszą konkurencję” - komentował Kral, zapewniając, że nigdy nie spotkał się osobiście z Karolem Nawrockim ani żadnym z ministrów z jego kancelarii.
Prezes Zondacrypto odniósł się również do krążącego w mediach społecznościowych zdjęcia faktury, mającej dowodzić jego spotkania z Tomaszem Sakiewiczem (szefem TV Republika) w Monako, co miało potwierdzać finansowanie i związki giełdy z polską prawicą. W sejmie prezentował ją również Roman Giertych.
"Ktoś, kto fałszował tę fakturę był na tyle niedouczonym i głupi, że zawiera stare stawki VAT, ponieważ we Francji VAT się zmienił" - mówił Przemysław Kral, jednocześnie potwierdzając, że spotkał się z Sakiewiczem. Rozmowy z prezesem TV Republika sprowadził jednak do czysto biznesowych relacji dotyczących reklam, zaznaczając, że spotykał się również z przedstawicielami Polsatu czy TVN (Discovery).
"Na reklamy w telewizji Republika widzieliśmy dokładnie tyle samo co na reklamy w grupie Discovery” – zaznaczył Kral. Podczas rozmowy na kanale Zondacrypto poruszył również temat wycofania się Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) ze współpracy z jego giełdą, nazywając to skutkiem "obrzydliwej nagonki” w mediach.
Wśród pytań znalazł się też wątek sponsorowania przez Zondacrypto konserwatywnej konferencji CPAC. Przemysław Kral odrzucił oskarżenia o polityczne motywacje, tłumacząc decyzję o jej finansowaniu pragmatyzmem biznesowym. Jak wyjaśnił, było to w tamtym czasie jedyne wydarzenie w Polsce umożliwiające zorganizowanie merytorycznego panelu o kryptowalutach na międzynarodowym szczeblu z udziałem Guido Buehlera z zarządu giełdy.
Licencja w Estonii
Odnosząc się jeszcze do zarzutów lobbingu, Przemysław Kral poinformował, że proces licencyjny Zondacrypto w Estonii jest na finiszu, a opóźnienie może wynikać jedynie ze zbliżającej się przerwy świątecznej. Prezes giełdy użył argumentu estońskiego nadzoru finansowego jako tarczy przeciwko zarzutom formułowanym w Polsce. Ten miał bowiem dokładnie prześwietlić spółkę.
"Od jednego z regulatorów mamy potwierdzenie, że nasza aplikacja jest kompletna i że przeszliśmy wszystkie możliwe sprawdzenia, łącznie z tym, czy jesteśmy rosyjskimi agentami. Nie jesteśmy” – skwitował Kral, sugerując, że zagraniczne organy zweryfikowały to, czym w Polsce straszą politycy.
Na pytanie, czy Zondacrypto wystąpi o licencję w Polsce, gdy pojawi się taka możliwość, prezes giełdy odrzucił taką możliwość. "Widzę, że Polska, a przede wszystkim polska polityka i politycy nie są absolutnie przygotowani na nasz powrót i nie zamierzam na razie do Polski wracać” - zadeklarował.
Przemysław Kral wyjaśnił, że strategia giełdy zakłada tzw. paszportowanie licencji. Oznacza to, że po uzyskaniu zgody w Estonii, Zondacrypto będzie mogła legalnie oferować usługi polskim klientom w reżimie MiCA (i w innych krajach UE, np. w Niemczech), podlegając głównemu nadzorowi w Tallinnie, a nie pod jurysdykcją warszawskiego KNF, choć z tym ostatnim giełda deklaruje chęć współpracy w zakresie raportowania.
Co jeśli spółka nie uzyska zapowiadanej licencji w Estonii? Kral odpowiedział na to pytanie, zapewniając, że giełda ma plan awaryjny i ubiega się o licencje w dwóch jurysdykcjach naraz. "Być może w tej drugiej uda nam się to nawet szybciej" - powiedział, nie precyzując o jakim kraju mowa.
Ucieczka z Polski i ukrywanie się w Monako prezesa Krala
Media podnosiły kwestię rezydencji podatkowej Krala w Monako oraz faktu, że nie pojawia się on w Polsce, sugerując ucieczkę przed wymiarem sprawiedliwości (m.in. w kontekście niewyjaśnionej sprawy zaginięcia Sylwestra Suszka). Prezes Zondacrypto twierdzi, że jest rezydentem Monako od 6 lat i prowadzi globalną firmę, więc nie ma obowiązku mieszkania w Polsce. Jednocześnie powiedział, że jego nieobecność w kraju wynika obecnie z obaw o bezpieczeństwo swoje i rodziny.
"Ja dostaję pogróżki pozbawienia życia (...) czuję się bardzo poważnie zagrożony. Zatem nie mam obowiązku w Polsce się pojawiać, aczkolwiek nikt mnie w tej Polsce nie szuka” – wyjaśnił, podkreślając, że nie otrzymał żadnych wezwań od polskiej prokuratury ani nie wystawiono za nim listów gończych, nazywając to plotkami.
Przemysław Kral powiedział, że pomimo "zmasowanego ataku medialnego i politycznego", giełda paradoksalnie notuje wzrost aktywności. Jak informował liczba rejestracji na jego platformie "wzrosła w ostatnich dnia o 250%", twierdząc, że zarzuty wobec spółki zadziałały jak darmowa reklama.
Sytuacja odbiła się na cenie natywnego tokena giełdy (ZND), który zaliczył spadki. W skali miesiąca jego notowania spadły o 62%. Kral zapowiedział, że giełda rozważa "różnego rodzaju rozwiązania, które mają zapobiec spadkowi, czy też mają nakłonić klientów do trzymania tokenów".
Podczas sesji pytań i odpowiedzi prezes Zondacrypto zapowiedział też podjęcie kroków prawnych przeciwko osobom i mediom naruszającym dobra osobiste giełdy, a także kontynuację ekspansji zagranicznej - w tym start operacyjny na Florydzie w I kwartale 2026 roku.
Oprac. Michał Misiura



























































