W tym tygodniu kurs EUR/USD podskoczył z 1,26$ do blisko 1,30$. Euro umocniło się więc o 2,8%. W tym samym czasie cena ropy pozostała bez zmian. Jednakże od środowego szczytu kurs czarnego surowca spadł o 2,4%, podczas gdy eurodolar zyskał 2,1%.
Tą ujemną korelację tłumaczyć mogą chyba tylko słabsze dane makroekonomiczne. W czwartek dowiedzieliśmy się, że chińska gospodarka zwalnia tempo wzrostu. Tymczasem Chiny w tym roku odpowiadają za 38% globalnego wzrostu zapotrzebowania na paliwa.
Nieciekawie prezentują się też raporty ze Stanów Zjednoczonych, które pomimo ostatniej recesji pozostają największym konsumentem ropy i wciąż zużywają jej przeszło dwa razy więcej niż Chiny. Ale Amerykanie znów zaczęli ograniczać konsumpcję, czego przejawem jest spadająca sprzedaż detaliczna. Zadyszkę złapał też sektor wytwórczy, w którym w czerwcu odnotowano pierwszy od 13 miesięcy spadek produkcji.
W efekcie w piątek o godzinie 14:20 cena baryłki ropy Brent znalazła się na poziomie 75,66$ i była o 0,7% niższa niż wczoraj. Amerykańskim surowcem gatunku Light Crude handlowano po kursie 76,58$, czyli o 0,8% niższym niż w czwartek.
K.K.

























































