Zestawienie z Polską na pierwszy rzut oka wypada na korzyść Węgier, gdyż polski deficyt przekroczył 5 proc. PKB, a węgierski jedynie 3 proc. Natomiast stanowisko KE wobec Budapesztu jest jednak zdecydowanie bardziej surowe, niż wobec Polski i nawet Grecji, która także manipulowała statystykami zadłużenia.
Największym zarzutem wobec węgierskich władz jest próba upolitycznienia banku centralnego. Taka sytuacja rodzi zagrożenie wykorzystaniem możliwości banku centralnego do finansowania deficytu oraz innych nieodpowiedzialnych działań, które mogą prowadzić do inflacji.
Sytuacja finansowa rządu jest równie niepokojąca, a rentowności obligacji, jeżeli nie przestaną rosnąć, skutecznie uniemożliwią finansowanie rządu na rynku. Bez zagranicznej pomocy Budapeszt nie będzie w stanie finansować, co może oznaczać zagrożenie niewypłacalnością. Mimo twardego stanowiska premiera Orbana przyszłość Węgier i tak zależy od rezultatów negocjacji z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i KE.
Tekst jest komentarzem do artykułu Węgry nie ograniczają deficytu. Stracą wsparcie UE?





























































