Nasz artykuł, opisujący drastyczne zwyczaje, wprowadzone w koreańskiej firmie, odbił się szerokim echem wśród mieszkańców województwa. W samym Bełchatowie też zawrzało. Przed fabryką pojawiły się dziennikarze z mikrofonami i kamerami. Ich obecność ośmieliła do wypowiedzi kolejne osoby. Wczoraj skontaktowała się z nami matka jednego z pracowników sąsiadującego z Humaksem Tosenu - firmy, w której produkuje się telewizory plazmowe i monitory. Tosen, który także należy do Koreańczyków, ma status zakładu pracy chronionej. Zatrudnia ponad 200 osób, które na produkcji zarabiają niespełna 700 zł netto. Pracownicy są zastraszeni. Sami boją się mówić o swojej sytuacji.
- Syn jest chory na serce. Od początku listopada tyra przez siedem dni w tygodniu - denerwuje się bełchatowianka (nazwisko do wiadomości redakcji). - Wychodzi do pracy około godziny 7, wraca często dopiero przed samą północą. Pracownicy nie mogą odejść od taśmy, firma zmusiła ich do podpisania deklaracji, że wyrażają zgodę na pracę w godzinach dodatkowych. Stało się tak pod groźbą zwolnienia z pracy - powiedziała nam matka pracownika.
Sprawą oburzona jest Lidia Fido, dyrektor Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Łodzi. - Niepełnosprawni nie mogą pracować dłużej niż 7 godzin - przypomina dyrektorka. Dodaje, że sprawą natychmiast powinna zająć się Państwowa Inspekcja Pracy.
To nie koniec kłopotów pracowników Tosena.
- Syn mówi, że on i koledzy mają nawet po 40 dni zaległego urlopu. Normalnym widokiem są pracownice, siedzące przy taśmie w poplamionej krwią odzieży roboczej, gdyż nie mogą sobie pozwolić na odejście od taśmy i zmianę podpasek - mówiła poruszona bełchatowianka, matka pracownika Tosena. Zgłosiła się do łódzkiego oddziału Krajowego Stowarzyszenia Antymobbingowego. Nie wierzy już w pomoc miejscowego oddziału Państwowej Inspekcji Pracy, który był już wcześniej powiadamiany o nieprawidłowościach w Tosenie. Kobieta twierdzi, że inspektorzy uprzedzili zakład o planowanej kontroli. Oczywiście, niczego nie znaleziono.
Janina Golińska, zastępca okręgowego inspektora pracy w Łodzi, nie zgadza się z tymi zarzutami. - Nic na ten temat nie wiem. Reagujemy na wszelkie sygnały o nieprawidłowościach - ucięła nasze pytania inspektor Golińska.
Doktor Witold Matuszyński, przewodniczący łódzkiego oddziału Stowarzyszenia Antymobbingowego, zapewnia, że czeka na sygnał od pracowników fabryk Humax i Tosen.
- Współpracujemy z siecią kancelarii prawnych, które natychmiast mogą się zająć obroną poszkodowanych - mówi dr Matuszyński.
Witold Błaszczyk, rzecznik piotrkowskiej prokuratury, już zapowiada wszczęcie postępowania w sprawie Tosenu. Nasze sygnały poważnie potraktują też inspektorzy pracy.
A co odpowiada na zarzuty matki pracownika Wojciech Michalski, dyrektor do spraw technicznych w firmie Tosen? - To jest śmieszna sprawa - kwituje.
POLSKA Dziennik Łódzki
Alicja Zboińska



























































