Polka w Kurdystanie: Petrodolary przyzwyczaiły ludzi do dobrego życia [Tam mieszkam]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Biorąc pod uwagę niepokoje w tej części świata, każe spodziewać się po sobie najgorszego, tymczasem dzięki petrodolarom stał się gwarantującą swobodne życie oazą na niespokojnej mapie Bliskiego Wschodu. Kurdystan - państwo, którego nie ma.

„Rajska dolina w cieniu wojny”, „Ostoja normalności na Bliskim Wschodzie” - pisują media o Kurdystanie, autonomicznej jednostce na północy Iraku. Zamieszkują go Kurdowie – część kilkudziesięciomilionowego (25-35 mln, BBC 2016 r.) ludu rozrzuconego pomiędzy Turcję, Irak, Iran i Syrię. Ludu, który dotąd nie doczekał się swojego państwa.

Sąsiedztwo Syrii czy Iranu każe się spodziewać po Regionie Kurdystanu wysokiego poziomu zagrożeń z terroryzmem, niepokojami albo i stanem wojny włącznie. Tymczasem Kurdowie urządzili sobie na tym terenie, powierzchnią zbliżonym do Szwajcarii, całkiem spokojne miejsce do życia, z dobrymi samochodami na ulicach i nowym, drogim budownictwem. Wierzą też, że przyciągną do siebie turystów. Nie są jednak wolni od problemów. Borykają się m.in. z wymagającą przemian gospodarką opartą na ropie i setkami tysięcy oczekujących pomocy uchodźców, którzy przybywają tu, uciekając przed tzw. Państwem Islamskim.

O codzienności w Kurdystanie na łamach Bankier.pl opowiada znana już czytelnikom z projektu „Tam mieszkam” Polka Agnieszka Samolej, która niedawno wyjechała tam do pracy. Spędzi w Kurdystanie kilka lat.

Agnieszka Samolej mieszka w Kurdystanie
Agnieszka Samolej mieszka w Kurdystanie

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Zasadniczo jesteś w Iraku.

Agnieszka Samolej: Jadąc stąd do „właściwego” Iraku trzeba mieć wizę (na którą zresztą czeka się kilka miesięcy).

…ale gdyby los rzucił cię na południe kraju, ta rozmowa miałaby zupełnie inny przebieg.

Tak, tam jest zupełnie inaczej. Można zapomnieć o wolności i poczuciu bezpieczeństwa, które tu mamy – o samodzielnym prowadzeniu samochodu, spędzaniu weekendów poza miastem, wychodzeniu do restauracji wieczorami itd. W Bagdadzie żyje się w zamkniętym obozie, w kontenerze, mając świadomość, że w każdej chwili może mieć miejsce atak bombowy.

Życie w Kurdystanie

Za granicą masz Syrię, Iran, ta część świata wydaje się jedną z najniebezpieczniejszych na świecie. Ale już o samym Kurdystanie mówi się, że umożliwia całkiem normalne życie.

Kurdystan stanowi autonomiczną część Iraku i również pod względem bezpieczeństwa zdecydowanie się od niego różni. Jest tu bezpiecznie, szczególnie w Dohuk, gdzie każdy każdego zna i w jakiś sposób jest ze sobą spokrewniony (tak naprawdę mieszkańców Dohuk stanowi sześć rodzin!). Życie toczy się tu normalnie, ludzie chodzą do pracy, weekendy spędzają na piknikach, w górach, w większości przypadków jeżdżą super samochodami, mieszkają w willach lub mieszkaniach, które uważa się za małe, jeśli mają 100 mkw. i cztery pokoje.

Bo iracki Kurdystan to złoża ropy naftowej, a więc pieniądze.

To powoduje, że na ulicach standardem jest Toyota RAV4 czy Hyundai Tucson, nie wspominając o często spotykanych SUV-ach innych firm, Porsche, Volvo lub innych luksusowych autach, którymi w Europie jeżdżą tylko wybrańcy. W miastach jest wiele nowych budynków, które powstały po 2003 roku, ale również wiele budynków, które nie zostały dokończone ze względu na działalność tzw. Państwa Islamskiego i kryzys ekonomiczny. Ceny nieruchomości są bardzo wysokie, choć w ostatnich czasach lekko się obniżyły ze względu na sytuację ekonomiczną. Kurdowie przyzwyczajeni są do tego, że wiele rzeczy, np. wodę czy elektryczność, dostają za przysłowiową złotówkę, ze względu na napływ petrodolarów i brak potrzeby płacenia za te podstawowe usługi w przeszłości – państwo było po prostu stać na to, by oferować je za darmo, choć to również zaczyna się w ostatnich czasach zmieniać.

W ogóle trzeba przyznać, że sytuacja przeciętnego mieszkańca pogorszyła się ze względu na kryzys ekonomiczny, który dotknął Kurdystan oraz na konieczność udzielania schronienia i pomocy setkom tysięcy uchodźców, którzy tu przybyli, uciekając przed tzw. Państwem Islamskim.

Kurdystan, panorama miasta Dohuk - widok z góry Zawa, fot. Agnieszka Samolej
Kurdystan, panorama miasta Dohuk - widok z góry Zawa, fot. Agnieszka Samolej

Pomimo obecności tysięcy uchodźców, którzy uciekają tu przed wojną, władze Kurdystanu przekonują, że to dobre miejsce dla turystów.

Dohuk, czyli miasto, w którym żyję, jest pięknie położone – nad rzeką, pomiędzy górami, więc zupełnie nie dziwi fakt, że nawet Irakijczycy z południa przyjeżdżają tu na wakacje. Ponadto jest tu chłodniej niż na południu Iraku. Są tu trzy wesołe miasteczka, aquapark, dobra baza hotelowa obejmująca na przykład 5-gwiazdkowy Hotel Rixos na wzór hoteli w Dubaju (przed rokiem 2014 zostały tu poczynione wielkie inwestycje – Dohuk chciał dorównać Dubajowi). Nie wspominając o zabytkach sprzed kilku tysięcy lat znajdujących się w najbliższej okolicy. Są restauracje, sklepy, kino, dwa muzea, największy bazar w Kurdystanie. Świetnie wyposażony, nowoczesny uniwersytet. To normalne miasto, w którym można prowadzić normalne życie. No i przede wszystkim jest bezpiecznie – stoiska na bazarze na noc przykrywane są jedynie płachtami materiału – nie są w żaden sposób zamykane.

Film promujący turystykę w Kurdystanie:

Faktem jest, że jest to kraj w większości muzułmański, a Dohuk jest dosyć konserwatywne w porównaniu z Erbil czy Suleimaniya, więc na ulicach nie widuje się zbyt wielu kobiet, a jeśli już są, to w większości w towarzystwie mężczyzn – nie są jednak w burkach, tylko mają chusty na głowach, choć nawet nie wszystkie. Na przykład u nas w biurze niewiele kobiet nosi chusty, a niektóre ubrane są nawet w dosyć krótkie spódniczki lub obcisłe spodnie.

Niemniej jednak jest to Bliski Wschód, więc o stabilizacji trudno mówić. W chwili obecnej toczy się ofensywa w Mosulu, która tu jest o tyle zauważalna, że sektor pomocowy ma więcej pracy, bo przygotowuje się na przyjęcie uchodźców. Pytanie co wydarzy się po wyzwoleniu Mosulu…

Praca w Kurdystanie

Jesteś w Kurdystanie, pośrednio, właśnie w związku z uchodźcami. Z jednej strony mówisz o dobrych samochodach i drogich nieruchomościach, a z drugiej kraj wymaga pomocy humanitarnej – i to na wielką skalę.

Potrzeba wsparcia rządu kurdyjskiego wynika głównie z faktu, że po prostu nie jest w stanie poradzić sobie z ilością uchodźców, którzy tu przybyli – myślę, że żaden kraj nie byłby w stanie. Chociażby na przykładzie Dohuk – 1,3 mln mieszkańców w gubernatorstwie i dodatkowo ponad 600 000 uchodźców, którzy potrzebują schronienia, dostępu do wody i urządzeń sanitarnych, żywności, edukacji itd. – ktoś to musi zapewnić, ktoś musi za to zapłacić. Są tu 22 obozy (plus 7 w budowie, by przyjąć spodziewaną ilość uchodźców z Mosulu), w których ludzie żyją w namiotach – w lecie temperatury sięgają 50 st. C, a w zimie schodzą poniżej zera, więc warunki są naprawdę ciężkie. Do tego dla tych ludzi nie ma pracy, bo skąd miałaby być, a są to w większości ludzie dobrze wykształceni - lekarze, inżynierowie.

Czym będzie się tu zajmować Polka, która wcześniej dwa i pół roku spędziła w Sudanie Południowym?

Zarówno w Sudanie Południowym, jak i tutaj pracowałam i pracuję dla międzynarodowej organizacji zajmującej się pomocą rozwojową. Jestem szefową programu wodno-sanitarnego. W ramach tego programu wybudujemy sieć wodociągową, która zapewni stabilny dostęp do wody dla ok. 190 000 osób (w tym uchodźców zamieszkujących pięć obozów) oraz podwyższymy kwalifikacje pracowników urzędów lokalnych, tak by mogli w odpowiedni sposób eksploatować i zarządzać wybudowaną infrastrukturą. Będę tu kilka lat – do końca obecnej fazy programu, choć mam nadzieję, że będzie kolejna i moi następcy będą mogli kontynuować to, co zaczniemy w tej fazie.

Jakie cele chcesz osiągnąć w tym czasie?

Plan jest taki, żeby implementując obecny program, realizowany w ramach pomocy przejściowej i mający na celu głównie zapewnienie stabilnego dostępu do wody i odpowiednich warunków sanitarnych dla uchodźców (zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych) oraz ludności lokalnej, położyć podwaliny pod realizację programu typowo rozwojowego, mającego na celu wsparcie lokalnych urzędów i organizacji w realizacji ich zadań, tak by ludziom żyło się po prostu lepiej.

Tyle zawodowo. A prywatnie: oczywiście poznać ludzi, kulturę, zobaczyć, ile się da – przecież tu właśnie zrodziła się nasza cywilizacja, o tych terenach uczyliśmy się na lekcjach historii.

Kurdystan, Kabarto - obóz dla uchodźców wewnętrznych, głównie Jezydów, fot. Agnieszka Samolej
Kurdystan, Kabarto - obóz dla uchodźców wewnętrznych, głównie Jezydów, fot. Agnieszka Samolej

Przyjechałaś mieszkać w kraju, w którym nigdy wcześniej nie byłaś. Co zastałaś na miejscu? Jak rusza taka machina?

Program rozpoczął się w maju br. Ja dotarłam do Dohuk na początku czerwca. Na stanie w tym czasie miałam inżyniera, który jest odpowiedzialny za budowę wodociągu, częściowo wyposażone biuro, laptop oraz dwa samochody – więc podstawy do pracy były. W krótkim czasie musiałam zrekrutować pozostałych pracowników, zorganizować biuro i rozpocząć implementację projektu, gdyż do końca tego roku musimy osiągnąć określone cele.

W chwili obecnej mój zespół liczy dziesięć osób i jest dodatkowo wspierany przez konsultantów, którzy przyjeżdżają tu na kilka tygodni. Jesteśmy w trakcie realizacji czterech małych projektów infrastrukturalnych, które zapewnią dostęp do wody dopóki ww. sieć wodociągowa nie zostanie wybudowana oraz kończymy studium wykonalności dla tej właśnie sieci plus procedurę przetargową na chemikalia i części zamienne dla głównej stacji uzdatniania wody w Dohuk. Dostaliśmy również dodatkowe fundusze, dzięki czemu będziemy mogli odpowiedzieć na potrzeby ludności uciekającej z Mosulu w zakresie zaopatrzenia w wodę, z czego bardzo się cieszę.

Nad czym głównie spędzasz czas w pracy?

Jeszcze chyba nie doszłam do etapu, na którym mogłabym powiedzieć, jak wygląda mój typowy dzień – w chwili gdy wydaje mi się, że już będzie spokojniej, wydarza się coś, co powoduje kolejne przewartościowanie. Ale generalnie to, czym się zajmuję, to koordynacja wszystkich działań, zarówno wewnątrz organizacji, jak i na zewnątrz, a więc zarówno z przedstawicielami niemieckiego ministerstwa, które zapewnia nam fundusze na realizację działań, jak i z władzami lokalnymi, partnerami wdrażającymi, agendami ONZ oraz innymi organizacjami działającymi w sektorze. Ponadto strategiczne planowanie działań i uzgadnianie ich z władzami lokalnymi, nadzór nad budżetem itd., a więc zarządzanie programem w pełnym tego słowa znaczeniu.

Kurdystan - informacje podstawowe

Pełna nazwa: Region Kurdystanu (autonomiczna jednostka administracyjna Iraku)

Ustrój: system parlamentarny

Ludność: 5,2 mln (bot.gov.krd)

Powierzchnia: ok. 40 000 km2

Stolica: Irbil

Język: arabski, kurdyjski

Waluta: dinar iracki

Źródło: bot.gov.krd

Często rzucają kłody pod nogi?

Moja organizacja pracuje bezpośrednio na poziomie rządu/władz lokalnych, których przedstawiciele tutaj są bardzo wspierający i otwarci na współpracę, więc nie spotykamy się z wieloma problemami, z którymi zmagają się NGO-sy, jak na przykład z dostępem do niektórych terenów, pozwoleniami itp. – mamy po prostu inny charakter pracy.

Jako kobieta „zachodu” i do tego inżynier,  jestem traktowana na równi z mężczyznami, jako partner do rozmów, więc póki co (i oby tak dalej) w tej kwestii nie mogę narzekać. Wyzwaniem jest jednak bycie kobietą w życiu prywatnym – tu napotyka się na ograniczenia. Na przykład w restauracjach są osobne sektory dla kobiet/rodzin. Co oznacza, że moi koledzy, kiedy chcą się ze mną gdzieś wybrać, zawsze muszą siedzieć w tym rodzinnym sektorze. Wyzwanie stanowi również dostęp do basenów, siłowni - w 90% są one przeznaczone dla mężczyzn, a dla kobiet w całym mieście są tylko dwa takie obiekty i to nie najlepsze.

Mieszkając w Sudanie Południowym, wspominałaś, że przy pracy, jaką wykonujesz, niezbędne jest zdobycie zaufania wśród miejscowych. W Iraku przychodzi to łatwiej?

Tu nawiązanie kontaktów z ludnością lokalną jest superłatwe. Kurdowie są najwspanialszymi ludźmi, jakich kiedykolwiek w życiu spotkałam. Są bardzo pomocni, serdeczni, przyjacielscy, gościnni. Już po paru dniach tutaj człowiek czuje się w pewnym sensie zintegrowany. Przykład - kiedy idzie się z nimi do restauracji, to przy płaceniu rachunku zazwyczaj jest kłótnia o to, kto ma zapłacić, bo poczuwają się do tego, że to oni muszą to zrobić; rzadko dzieli się rachunek. Jest to też „kultura piknikowa”. Właściwie co tydzień organizowane są tego typu wyjścia, na które jestem zapraszana. Z ludźmi, z którymi współpracujemy, też mamy bardzo dobre relacje, są również dobrze wykształceni, co bardzo ułatwia pracę. Standardem jest kończenie rozmowy zdaniem „jeśli byś czegokolwiek potrzebowała, to dzwoń”.

Flaga Kudrystanu namalowana na jednej z gór otaczających Dohuk, fot. Agnieszka Samolej
Flaga Kudrystanu namalowana na jednej z gór otaczających Dohuk, fot. Agnieszka Samolej

Masz poczucie, że musisz się jeszcze dużo nauczyć o Kurdystanie, tym poza terenem Dohuk?

Do tej pory nie miałam okazji wyjechać poza gubernatorstwo Dohuk, więc nadal trudno mi wypowiadać się nt. całego obszaru. Głębsze poznanie ludzi i kultury zajmuje trochę czasu, szczególnie gdy nie zna się języka lokalnego. Na pewno w miastach ludzie są bogatsi i żyje się im inaczej niż w wioskach – tak jak na całym świecie. Są tu na przykład wioski, w których nie ma dostępu do czystej wody pitnej – ludzie pobierają wodę prosto z rzeki.

Wiem, że życia w Kurdystanie nie ułatwia ludziom kryzys ekonomiczny – osoby zatrudnione na stanowiskach państwowych, nauczyciele, lekarze od kilku miesięcy nie dostają pensji, stopa bezrobocia rośnie. Ludzie, przyzwyczajeni do wysokiego standardu życia, muszą w obecnej sytuacji obniżyć swoje standardy i zacząć oszczędzać, co nie przychodzi łatwo. A przecież trudno w krótkim czasie zmienić filary gospodarki – dawniej była to gospodarka nastawiona typowo na ropę naftową, teraz, by zapewnić funkcjonowanie, należy ją zdywersyfikować, co będzie wymagało czasu.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~pabloid

Wszyscy myślą o tych ludziach jednakowo każdy ocenia innych nie widząc nic pod własnym nosem czy któryś z panów który dał wyżej wypowiedź powie coś o Polakach którzy są tyranami a nawet i są tacy którzy sami są strasznie ale najprościej powiedzieć o innych

! Odpowiedz
0 0 ~olo

Malutka uwaga : zdaje sie Duhok nie Dohuk...

! Odpowiedz
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
9 17 ~Piotr

doczytalem tylko do momentu: "... są to w większości ludzie dobrze wykształceni - lekarze, inżynierowie." i skonczylem. taki sam kit wciskano nam, gdy najezdzcy przybywali na ponotonach do EU. a pozniej okazalo sie ze nie potrafia ani czytac ani pisac (nawet we wlasnym jezyku), zero edukacji, makrela chce ich wcisnac przedsiebiorca, ale oni wprost mowia, ze nic sie z nimi nie da zrobic, troche przyjeli ich do magazynow, ale nawet tam sie nie sprawdzaja.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 4 ~Aleks

Smiem zauwazyc , ze autorka pisze tylko o ludziach, ktorych spotkala. Wiec nie rozumiem twojego protestu.

Pozdrawiam

! Odpowiedz
3 9 ~Eskimos

Ludzie w Iraku są bardzo gościnni.taka jest prawda, mamy trochę wypaczony obraz o tym państwie.
Gorzej, że potrafią być równie nieobliczalni co gościnni.gdy im coś strzeli do łba to gotuja się w kilka sekund.

! Odpowiedz
0 10 ~StanRS

Bo każdy chce się pokazać obcokrajowcowi z najlepszej strony. Co innego mieszkać między nimi na stałe, a co innego przyjechać tam na kilka dni. Zresztą za komuny w PRL-u jak ktoś przyjechał z krajów Europy zachodniej, to był traktowany przez miejscową menażerię polskojęzyczną niczym półbóg. Tak koło niego skakali, żeby mu dogodzić.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 2 ~Eskimos odpowiada ~StanRS

To pojedz do Afganistanu, potraktują Ciebie jak StanaRS.

! Odpowiedz
2 8 ~Zoo

moze się myl ale troche brzmi jak "economic hitman" lub raczej "hitwoman". Ci konsultanci wpadający na kilka tygodni musza naprawdę dużo kosztowac, a czy maja wiedze lepsza od inzynierow dostępnych na miejscu? Taki kalambur: woda - badania geologiczne - ropa:)

! Odpowiedz
8 13 ~Edward

Świetny wybór miejsca pracy i zamieszkania, tylko mam nadzieję że za jakiś czas nie pojawi się film, w którym jakiś kozo.eb z ISIS ściana tej pani głowę.

! Odpowiedz
Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl