REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

WYWIADMłodzi Wenezuelczycy staną się "Pokoleniem Powrotu"

2025-12-25 18:00
publikacja
2025-12-25 18:00

O największej w historii fali uciekających z Wenezueli uchodźców, o pomysłach na odbudowę kraju i o motywacji, która stoi za kobietą, która poświęciła rolę matki na rzecz walki z reżimem rządzącym jej krajem - PAP rozmawia z Aną Coriną Sosą, córką laureatki tegorocznej Pokojowej Nagrody Nobla Marii Coriny Machado.

Młodzi Wenezuelczycy staną się "Pokoleniem Powrotu"
Młodzi Wenezuelczycy staną się "Pokoleniem Powrotu"
fot. Juan Carlos Ulate / / Reuters

W środę 10 grudnia w imieniu Marii Coriny Machado Pokojową Nagrodę Nobla odebrała jej córka, 34-letnia Ana Corina Sosa. Przebywająca na co dzień w USA reprezentowała matkę, gdy ta w tajnej operacji przemycana była z Wenezueli przez Antyle Holenderskie i USA do Oslo.

PAP: Kiedy opuściłaś Wenezuelę?

Ana Corina Sosa: To był 2012 rok. Studiowałam inżynierię. Sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna dla rodziny. Moja mama była deputowaną i bardzo wyraźnym głosem przeciwko reżimowi. Nazywano ją radykałką, szaloną ekstremistką. Ona odpowiadała im, że są przestępczą dyktaturą. Mama była bardzo odważna. Ale nie mogła jednocześnie kontynuować swojej walki, a jednocześnie mieć dziecka, któremu grożono śmiercią. Bycie głosem sprzeciwu oznaczało zagrożenie życia, także jej bliskich. Reżim wie, że najszybciej dociera się do matki przez jej dzieci.

PAP: Ale Maria Corina Machado wybrała Wenezuelę...

A.C.S.: Czasem tak o tym myślałam, szczególnie, kiedy byłam młodsza i trudno mi było zrozumieć mamy decyzje. Często bardzo mi jej brakowało. W ciągu 20 lat jej walki z reżimem było wiele momentów, kiedy po prostu chciałam, by po prostu była mamą, a nie postacią, którą widzieliśmy na ekranach telewizorów i na masowych wiecach. Zawsze jednak jasno mówiła, że robi to dla nas. A ja pytałam: dlaczego to wymaga aż takiego poświęcenia?

PAP: Może macie w rodzinie Simona Bolivara?

A.C.S.: Akurat Simóna Bolívara w rodzinie nie mamy, ale jest wśród naszych przodków jedna osoba, o której młodzież uczy się z podręczników historii. To był wujek mojego dziadka. Myślę, że miał wielki wpływ na moją mamę.

Należał do pokolenia, które nazywamy „Generación del 28”. Byli to studenci z 1928 roku, którzy walczyli z brutalną wojskową dyktaturą. Zbuntowali się. Niektórzy musieli uciekać z kraju, inni ukrywać. Wielu zostało zabitych, ale dyktatura w końcu upadła. To jest w podręcznikach. To nasza narodowa duma: studenci obalili dyktaturę, inspirowani wolnością i godnością.

PAP: Dzisiejszych 20-latków w Wenezueli już prawie nie ma. W ciągu ostatnich 10 lat prawie co trzeci Wenezuelczyk uciekł ze swojego kraju. Kto będzie odbudowywał ten kraj?

A.C.S.: Prawie jedna trzecia populacji żyje gdzie indziej. Większość to młodzi. Wielu z nich nie zna innej Wenezueli niż tej pod Chávezem i Maduro. Często nie pamiętają Wenezueli sprzed Chaveza i Maduro. Dlatego to nie będzie odbudowa. Będziemy tworzyć państwo od podstaw. Jasnym punktem może być to, że nasze pokolenie doświadczyło życia za granicą i wolności. Ale ogromna część ludzi wyjechała w dramatycznych warunkach i zmaga się codziennie, by nakarmić rodziny, które zostały w kraju. To największy kryzys humanitarny w historii Ameryki Południowej.

Kiedy mówimy, że 80 proc. naszego PKB w ciągu 10 lat zniknęło, to nie jest wyłącznie makroekonomia. Za statystykami stoją życia. Nosiliśmy torby gotówki, żeby kupić kawałek kurczaka. W kolejkach stoi się godzinami, ludzie szukają jedzenia. Dzielą się wiadomościami, gdzie „można dostać białko”. Gdy co jakiś czas odwiedzam Wenezuelę, z wizyty na wizytę widzę, jak moi bliscy czy przyjaciele chudną, a kości pod ich policzkami rysują się coraz wyraźniej.

PAP: A może Wenezuelczycy, zwłaszcza młodzi, nie mają już siły na kolejną walkę?

A.C.S.: Nosimy flagi, kolory. Za granicą słyszymy co chwilę, że rzadko spotyka się naród tak dumny i tak kochający swój kraj. Odebrano nam coś, co było nasze - kraj został przejęty, „porwany”. Od lat kojarzy się nas z korupcją i bezwstydem, ale my chcemy być znani z tego, co w nas wielkie: jedzenia, języka, sposobu bycia, szczerości, wyjątkowej przyrody. To trzyma nas razem i motywuje, żeby zachować tożsamość.

PAP: Nie wszyscy na świecie życzą wam sukcesu...

A.C.S.: Iran, Rosja, Hezbollah, kubańska dyktatura - sieci nawzajem wspierające się zasobami, wywiadem, bronią. Jedni dostarczają ropy, inni ułatwiają omijać sankcji, jeszcze inni dostarczają farmy troli, a kolejni broń i najemników. Nazwy tych krajów pojawiają się niemal co roku, gdy Komitet Noblowski ogłasza laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Ciągle te same reżimy.

PAP: Pokolenie obalających przez niemal stu laty dyktaturę to „Generación de 1928”? Jak nazwać twoje, dzisiejsze?

A.C.S.: Będziemy „Pokoleniem Powrotu”. Powrotu ludzi do kraju, ale też powrotu do przyzwoitości, tożsamości, godności. Nie do przeszłości - bo popełniliśmy błędy, a Chavez i Maduro nie wzięli się znikąd. Będzie to powrót do istoty tego, kim jesteśmy, abyśmy mogli zacząć od nowa.

Z Oslo Mieszko Czarnecki (PAP)

cmm/ mow/

Źródło:PAP
Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (2)

dodaj komentarz
to_i_owo
Taka sama oligarchia pełna nadętych frazesów

A zmiana będzie polegała na zmianie ludzi czerpiących korzyści, reszt się nie zmieni

Standard

platfusoptymista
Rodzina Quislingów.

Powiązane: Wenezuela

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki