Nawet jeśli w Polsce pracy w ostatnich latach przybywało, sam wskaźnik zatrudnienia wciąż pozostaje bardzo niski. Urósł nam z 52 do 60 proc. To wciąż najmniej w Europie — mówi prof. Joanna Tyrowicz z Narodowego Banku Polskiego.



Czy nadal mamy problem z wysokim bezrobociem? Patrząc na statystyki, kierunek jest wciąż na spadek, nawet po odsezonowaniu, bezrobocie się obniżało.
Od 2007 r. próbuję przekonywać, że problemem nie jest wysokie bezrobocie, lecz niski wskaźnik zatrudnienia, czyli znacznie niższa niż pożądana i niższa niż w innych krajach relacja pomiędzy pracującymi a zdolnymi do pracy. Nawet jeśli zatrudnienie w Polsce w ostatnich latach rosło, to sam wskaźnik zatrudnienia wciąż pozostaje bardzo niski. Urósł nam z 52 proc. do 60 proc. i ktoś może powiedzieć, że to dobrze, bo dziś w Polsce pracuje 2 mln osób więcej niż w 2006 r. To prawda, ale to wciąż najmniej w Europie, oczywiście po odliczeniu małych i specyficznych państw, jak Malta czy Cypr (...)
Co można zrobić, pani zdaniem, żeby zwiększyć zatrudnienie w gospodarce?
Proszę nie skłaniać pracownika NBP do opiniowania planów czy zamierzeń innych niż dotyczących polityki monetarnej. Z pewnością jest sporo do przemyślenia w szerszej perspektywie rozwojowej. Gdy się porówna 40-milionową Polskę i 10-milionowe Czechy, u nas „mieszka” około 8,5 mln etatów, a w Czechach niemal 6 mln. W Polsce nie tworzy się etatów — tworzy się okazje do zarobienia, dalece nie to samo.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu".




























































