Polska gospodarka rozwija się dużo szybciej, niż oczekiwał jakikolwiek ekonomista, mimo że filar strategii gospodarczej rządu i tzw. Planu Morawieckiego – wysokie inwestycje – leży w gruzach. Jak to możliwe?


Polski PKB utrzymuje się na ścieżce wzrostu ponad 5 proc. W drugim kwartale było to dokładnie 5,1 proc. rok do roku – podał w piątek GUS. A przypomnijmy, że jeszcze przed rokiem, a już na pewno przed dwoma laty, 5-procentowy wzrost gospodarczy wydawał się zupełnie poza zasięgiem. Za optymistów uchodzili ci, którzy twierdzili, że jesteśmy w stanie osiągnąć 4-procentowy wzrost. Jeszcze w zeszłym roku można było tłumaczyć, że nadzwyczaj dobra koniunktura w Polsce to wynik nadzwyczaj dobrej koniunktury w Unii Europejskiej. Ale w tym roku PKB w UE spowolnił, a w Polsce nie.
Jednocześnie Polska, będąc europejskim liderem wzrostu gospodarczego, jest europejskim outsiderem pod względem stopy inwestycji, czyli udziału inwestycji w PKB (nie licząc tak słabych krajów jak Grecja). W drugim kwartale inwestycje wzrosły zaledwie o 4,5 proc. rok do roku, czyli wolniej niż PKB. To oznacza, że stopa inwestycji utrzymała się na bardzo niskim poziomie, nie przekraczającym 18 proc. GUS tłumaczył, że słabość inwestycji w drugim kwartale to efekt przekwalifikowania inwestycji militarnych. Ale one stanowią ułamek procenta gospodarki i bardzo wątpliwe jest, by jakiekolwiek zmiany mogły znacząco zmienić obraz fundamentalnych trendów inwestycyjnych.
Przypomnijmy, że tzw. Plan Morawieckiego zakładał wzrost stopy inwestycji w Polsce do 25 proc. (!). Inwestycje, szczególnie polskich firm, miały być filarem rozwoju. Tymczasem inwestycje „leżą”, a można też domniemywać, że niemała w tym „zasługa” właśnie polskich firm, ponieważ dane za wcześniejsze kwartały pokazywały, że dynamika inwestycji polskich firm jest wyraźnie niższa niż zagranicznych.
Błędna polityka gospodarcza może doprowadzić nas do recesji
W dość zgodnej opinii ekonomistów Polska osiągnęła szczyt cyklu koniunkturalnego. To właśnie jest (był?) czas na podniesienie stóp procentowych lub wygenerowanie nadwyżki fiskalnej. Tyle że rząd i bank centralny tego nie robią - pisze Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl.
Jeszcze jedna lekcja wypływa z opisanego zjawiska. Polityka gospodarcza ma w krajach wolnorynkowych znacznie mniejszy wpływ na gospodarkę niż się powszechnie wydaje. Politycy mają wpływ na podatki, wydatki budżetowe, czasem na inflację. Ale ich wpływ na kluczowe zmienne makroekonomiczne jest niski. A stopa inwestycji znajduje się prawdopodobnie zupełnie poza ich zasięgiem.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.
























































