Lekka dewaluacja – zwana oficjalnie „urynkowieniem” kursu – juana pociągnęła za sobą konsekwencje. W środę na trzecią w tym roku dewaluację waluty zdecydował się Wietnam, eskalując wojnę walutową w Azji.


Państwowy Bank Wietnamu osłabił donga, podnosząc kurs referencyjny o 1% do 21.890 dongów za dolara oraz rozszerzył dopuszczalne pasmo wahań kursu walutowego z 2% do 3%. W rezultacie rynkowy kurs amerykańskiej waluty wzrósł o 280 dongów (1,27%), do rekordowych 22.375 dongów.
Decyzja Wietnamu ma na celu wsparcie opłacalności rodzimego eksportu, kosztem spadku siły nabywczej społeczeństwa. To klasyczny przypadek działań określanych mianem „wojen walutowych”. Dewaluacji donga trudno też nie traktować jako odpowiedź na ostatnie działania Ludowego Banku Chin, który w ubiegłym tygodniu trzykrotnie podwyższył kurs referencyjny dolara, osłabiając juana łącznie o niespełna 5%.
Decydenci w Azji obawiają się także wpływu oczekiwanej podwyżki stóp procentowych w USA. To grozi osłabieniem amerykańskiego popytu na azjatyckie towary. Analitycy zwracają też uwagę na fakt, że w tym roku wietnamska waluta straciła do dolara „tylko” 4,4%, podczas gdy malezyjski ringgit czy indonezyjska rupia osłabiły się odpowiednio o 15% i 11%, co osłabiło konkurencyjność wietnamskich eksporterów względem ich bezpośredniej konkurencji.
Na dewaluację waluty zdecydowały się także władze Kazachstanu. Tenge zostało osłabione o 4,4%, osiągając kurs 197,28 za dolara. Jak na kazachskie warunki to raczej skromna dewaluacja – w lutym 2014 roku tenge jednego dnia straciło 1/5 wartości wobec dolara. To najwyższy kurs „zielonego” przynajmniej od grudnia 2003 roku.
K.K.





















































