Prawdziwa zima z mrozem i śniegiem stała się najtrudniejszym sprawdzianem dla polskiej energetyki od lat. Egzamin ten system zdał jednak celująco. We wtorek, 3 lutego, padł historyczny rekord zapotrzebowania na moc – 27,7 GW. Mimo gigantycznego obciążenia, wspierana przez OZE Polska nie tylko utrzymała stabilność sieci, ale też eksportowała energię do sąsiadów.


Dobrze wiemy, że "jak jest zima to musi być zimno" i gdy "idzie luty trzeba podkuć buty", jednak w ostatnich latach zimy nie przypominały tych sprzed 20 czy 30 lat. Niewielkie opady śniegu i dosłownie kilka dni, gdy temperatura spadała poniżej minus 10 stopni, sprawiły, że przyzwyczailiśmy się do słabych zim. W tym roku nie dość, że sypnęło śniegiem (który przykrył część paneli fotowoltaicznych) i ta pokrywa utrzymała się przez kilka tygodni, to jeszcze przyszły mrozy, których dawno nie widzieliśmy, choć generalnie nie są one czymś wyjątkowym. Temperatura nie spadała poniżej 30 stopni, a silny mróz nie trzymał dłużej niż tydzień.
To, co wyróżnia obecną sytuację od tej sprzed 10 czy 15 lat, to większy udział źródeł odnawialnych w miksie energetycznym oraz spadek wytwarzania energii elektrycznej przez elektrownie węglowe, a także zwiększone zapotrzebowanie na prąd w związku z pojawieniem się w ostatnich latach setek tysięcy pomp ciepła, które w okresie zimowym zwiększają zapotrzebowanie na energię.
We wtorek, 3 lutego o 9.30, odnotowano rekordowe, najwyższe w historii zapotrzebowanie Krajowego Systemu Elektroenergetycznego na moc 27,7 GW, zaś kilkadziesiąt minut później odnotowano rekordową produkcję prądu sięgającą 29,8 GW. Co ważne, tego dnia Polska wyeksportowała o 2 GW energii do naszych sąsiadów. Elektrownie węglowe i gazowe wspierane były przez farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, bo front wyżowy przyniósł nie tylko bezchmurne niebo, ale i wiatr. Polskie Sieci Elektroenergetyczne zwracają uwagę, że system działał bezpiecznie i zachowana została rezerwa mocy.
Tym samym został obalony mit, że odnawialne źródła energii nie są w stanie wspierać systemu przy zwiększonym zapotrzebowaniu na moc. O ile zimą system został wsparty w dużej mierze przez farmy wiatrowe, to latem podczas upałów system znacząco wspierała fotowoltaika i nie trzeba było ogłaszać stopni zasilania.

























































