Po dość mocnych wtorkowych spadkach środowe odbicie na nowojorskich giełdach – eufemistycznie to ujmując – nie zachwyciło. Pod presją znalazły się spółki technologiczne, których wycenom szkodzi rozwój sytuacji na rynku długu.


Na Wall Street znów więcej mówi się od długu. I to w dwóch aspektach. Pierwszym jest rosnące ryzyko „zamknięcia rządu”, a potencjalnie nawet bankructwo Stanów Zjednoczonych. Takie może nastąpić, jeśli kongresmeni i senatorzy nie dogadają się w sprawie kolejnego zawieszenia lub znaczącego podniesienia ustawowego limitu zadłużenia rządu federalnego. Czas na porozumienie kończy się w piątek o północy.
Drugi aspekt dotyczy coraz bardziej prawdopodobnego ograniczenia programu skupu obligacji, jaki od marca 2020 roku prowadzi Rezerwa Federalna. Antycypując nawet niewielkie zacieśnienie ultra luźnej polityki pieniężnej Fedu rynek długu od kilku dni podnosi rentowności amerykańskich papierów skarbowych. Rentowność 10-letnich Treasuries przekroczyła 1,50%, co we wtorek mocno zaniepokoiła inwestorów z Wall Street.
ReklamaZobacz także
Wtedy ucierpiały zwłaszcza wyceny spółek technologicznych, które są szczególnie wrażliwe na zmianę stopy dyskontującej przyszłe przepływy pieniężne. Ponadto nawet tak niskie (ale rosnące!) rentowności obligacji zwiększają atrakcyjność papierów dłużnych względem niemal ekstremalnie wysoko wycenianego amerykańskiego rynku akcji.
Presję sprzedających widać było także w środę. Akcje Amazona przeceniono o 0,5% (po spadku o 2,6% we wtorek), Facebooka o 0,3%, a Alphabetu o ponad 1%. Ta ostatnia spółka poinformowała o wprowadzeniu totalnej cenzury materiałów podważających oficjalnie podawaną narrację wobec szczepionek przeciwko Covid-19. Nasdaq zakończył środę utratą 0,24% i była to czwarta spadkowa sesja z rzędu.
Przed spadkami obroniły się za do S&P500 oraz średnia przemysłowa Dow Jonesa. Ten pierwszy zyskał 0,16%, a druga 0,26%. Jednak oba indeksy zakończył dzień wyraźnie poniżej sesyjnych maksimów, tracąc w ostatnich minutach handlu.
Tradycyjnie końcówka września i początek października są słabym okresem dla akcji. Zarówno bardzo wyśrubowane wyceny, wyhamowanie dynamiki zysków spółek jak również pogarszające się otoczenie makroekonomiczne i perspektywa ograniczenia QE przez Fed są dogodnymi wytłumaczeniami nawet dla dość gwałtownej korekty. Tym bardziej, że ostatnie spadki na Wall Street po raz ostatni widziano równo rok temu. Od tego czasu ceny akcji monotonnie pięły się w górę – S&P500 jest o 16% wyżej niż rok temu, a Nasdaq przez ostatnie 21 miesięcy zyskał prawie 31%.
Krzysztof Kolany




























































