„Życie Warszawy” opisywało wcześniej eksperyment polegający na zmniejszeniu dziennej stawki żywieniowej z 10 zł 11 gr. o około 18 proc. Oszczędności na racjach żywieniowych miały zostać zrekompensowane sprawnością nowego systemu zakupów żywności dla żołnierzy.
Płk Bronisław Zoń uważa system za jedno wielkie nieporozumienie. Do jednej ze skontrolowanych przez RPO jednostek na Mazurach mięso jest dowożone aż ze Śląska.
Po sygnałach o pogorszeniu jakości żywienia RPO skontrolowało jednostki w Węgorzewie Gołdapi, Rzeszowie i Lublinie. Okazało się, że eksperyment MON spowodował ograniczenie ilości jedzenia wydawanego żołnierzom. Co więcej, wyeliminował w części jednostek drugie śniadanie. W efekcie żołnierze chodzą głodni i muszą dokupywać jedzenie na własny koszt.
Kucharze przyznali, że ze względu na zmniejszone normy brakuje pieniędzy na owoce i konserwy. Pogarsza się również jakość produktów, co więcej wojsko utraciło prawo składania reklamacji.
Sytuacja ta nie dotyczy kasyn oficerskich w Warszawie. Co prawda, zmniejszyły się normy statystyczne, ale nie same racje żywnościowe. W sztabie generalnym cena porządnego obiadu waha się przeciętnie od 4,8 zł do 5,6 zł.
J.B.





























































