Od szczytu wszech czasów z 11 lipca kurs ropy spadł z prawie 150$ za baryłkę, do poziomu 70$. Przeszło 50-procentowy spadek był efektem aprecjacji dolara oraz zaostrzającego się kryzysu kredytowego. Ale decydująca okazała się groźba globalnej recesji, która może drastycznie ograniczyć popyt na paliwa. W poprzednich latach początek okresu spowolnienia gospodarczego oznaczał spadek cen ropy o połowę. Ale tym razem wielu ekonomistów prognozuje, że obecna recesja będzie znacznie poważniejsza.
Pogląd ten podziela OPEC, która wczoraj obniżyła prognozę przyszłorocznego zużycia ropy o 0,5%, do 87,21 mln baryłek dziennie. Naftowy kartel za taką sytuację wini „dramatyczne pogorszenie” kondycji rynku finansowego. Identyczną prognozę przedstawiła w poprzednim tygodniu Międzynarodowa Agencja Energii.
„Spadek popytu nie będzie dotyczył tylko paliw – zmniejszy się też zapotrzebowanie na dobra konsumpcyjne. To wyeksportuje recesję do Azji i innych krajów przemysłowych. Rok 2009 zapowiada się dość paskudnie” – powiedział agencji Bloomberga Jonathan Kornafel, szef singapurskiego oddziału Hudson Capital Energy.
W rezultacie o godzinie 13:50 baryłka ropy Brent kosztowała 70,42$ i była o 2,5% tańsza niż na zamknięciu środowych notowań. Za taką samą ilość amerykańskiej ropy gatunku Light Crude trzeba było zapłacić 73,17$, a więc o 1,2% mniej niż wczoraj.
K.K.

























































