Krótka przerwa i dalej w górę...
Panika jest większa niż przypuszczałem. Po wczorajszym (wtorek) względnie spokojnym handlu, dziś od rana złotówka gwałtownie traci na wartości. Jak na razie maksymalny kurs dnia na dolarze wynosi 4,5950. Najbliższy poziom oporu przed dalszymi wzrostami to szczyt notowań z października zeszłego roku - 4,70. W przypadku euro doszliśmy dziś nawet w pobliże 3,90 złotego. Właściwie trudno mówić o jakichkolwiek porach. Przy tak dynamicznym ruchu cen wszystko się może zdarzyć. Równie dobrze możemy zahaczyć o 5,0-5,2 na dolarze w ciągu tego tygodnia, jak też spaść zaraz na 4,20. To istny raj dla spekulantów - daytraderów. Ja jednak jestem nadal pewny, że obecny trend potrwa co najmniej kilka miesięcy. Oczywiście nie sposób utrzymać aż takiego szybkiego tempa opadania złotego. Nawet skoczek spadochronowy bez rozwiniętego spadochronu nie rozpędza się w nieskończoność. Myślę, że jakaś korekta byłaby wręcz wyczekiwana przez osoby, które nie zdążyły wskoczyć do odjeżdżającego pociągu. Osoby te czekają teraz na spadek kursu dolara, by z większą odwagą zamienić cześć oszczędności złotowych właśnie na walutowe.
Obawiam się jednak, że brak korekty może się przeciągnąć w czasie. Za kilka dni zacznie się - jak sądzę - przewalutowywanie kredytów mieszkaniowych, na kupno samochodu oraz innych kredytów zaciągniętych w walutach obcych. Spirala strachu może więc zacząć się nakręcać. Oczywiście politycy i ekonomiści nadal stanowczo twierdzą, że nie ma żadnego kryzysu walutowego. Może zmienią zdanie, jak dolar przekroczy 5 złotych? Nie tak dawno temu nie było przecież mowy o żadnym zwiększeniu deficytu budżetowego. Dziś politycy zmienili zdanie.
Proponuję spojrzeć na wykres kursu koszyka walutowego. Poziom oporu zaznaczony na wysokości 4,08 złotego jest już tylko wspomnieniem. Godzinę temu doszliśmy bowiem w okolice 4,2450. Kolejny opór to szczyt z października na wysokości 4,41 złotego, czyli kolejne 4% wyżej. Wobec powyższego podwyższamy linię obrony na koszyku do 4,08 złotego. Aktualny wykres zaprezentuję dziś wieczorem.
ReklamaZobacz także
Idę zjeść małe śniadanie. Eksporterzy zacierają ręce. Szkoda tylko, ze zaraz paliwo na stacjach zdrożeje o 10-15%. Chyba inflacja nam nieco strzeli w górę. Ale to już nie nasz problem...
(JM)



























































