REKLAMA
TYLKO U NAS

Kredyty ratalne – fakty i mity

Michał Kisiel2012-06-08 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2012-06-08 06:00
Zakupy na raty to jeden ze sposobów finansowania większych domowych wydatków. W pewnych warunkach może to być najtańsza forma kredytu, ale musimy uważnie przyjrzeć się ofercie i mieć się na baczności, gdy dojdzie już do podpisywania umowy.



Promocyjna sprzedaż ratalna to często stosowana forma pobudzania popytu, na którą mogą sobie pozwolić przede wszystkim większe sieci handlowe. Za sławne „raty zero procent” ktoś musi oczywiście zapłacić. Sprzedawcy zamiast organizować wyprzedaże i obniżać ceny, skłaniają swoich klientów do bardziej obfitych zakupów maksymalnie ułatwiając im decyzję. Osoby wahające się, czy kupić trochę droższy sprzęt, np. gospodarstwa domowego, chętniej sięgną po towar, gdy płatność przesunie się w czasie. Sprzedawca może dorzucić się do promocyjnego finansowania, a koszty akcji ukryć w cenach oferowanych dóbr.

Wokół kredytów ratalnych narosło sporo mitów. Przeglądając internetowe fora, można zauważyć, że niektórzy wątpią w istnienie tanich rat, uważając je za wyłącznie reklamowy chwyt. Winę za to ponoszą kredytodawcy, którzy nie stronią od stosowania dodatkowych opłat czy haczyków, które komplikują ofertę. Przyjrzyjmy się kilku dość powszechnym, lecz fałszywym twierdzeniom.

Mit 1: Prawdziwe „raty zero procent” nie istnieją


Prawdziwy darmowy kredyt ratalny istnieje, ale aby na niego trafić trzeba mieć trochę szczęścia i samozaparcia. Najczęściej „raty 0%” są elementem akcji promocyjnej, która trwa kilka dni i nie zawsze dotyczy wszystkich towarów dostępnych w sklepie. Klienci zwabieni promocją często po wybraniu interesującej ich oferty dowiadują się, że przy zakupie tego przedmiotu raty są dostępne, ale na standardowych warunkach (a więc z wysokim oprocentowaniem).

Na prawie darmowe ratalne zakupy liczyć mogą także posiadacze niektórych kart kredytowych. Prawie, bo mimo że oprocentowanie rat wynosi 0%, to za spłatę wybranych transakcji w kilku częściach pobierana jest jednorazowa prowizja. Manewr taki jest jednak znacznie bardziej opłacalny niż standardowe raty oferowane w sklepach, a dodatkową zaletą wykorzystania karty jest fakt, że decyzję o sposobie spłaty można podjąć już po zakupie.

Mit 2: O wysokości rat dowiemy się po podpisaniu umowy


Jeśli zdecydujemy się skorzystać z oferty darmowych rat, powinniśmy z kalkulatorem w ręku sprawdzić, czy rata kredytu wynosi dokładnie tyle, ile cena towaru podzielona przez ilość rat. Załatwiając ratalne formalności, otrzymamy symulację kosztów kredytu – kredytodawca ma obowiązek przedstawić nam wszystkie koszty w czytelny i wyczerpujący sposób. Jeśli okaże się, że raty nie sumują się tak, jakbyśmy oczekiwali, to prawdopodobnie sprzedawca próbuje obciążyć nas dodatkowym kosztem.

Mit 3: Kredyt dostaniesz tylko, jeśli zgodzisz się na ubezpieczenie


Kredyt na zero procent okaże się kosztowny, jeśli zgodzimy się na dodatkowe zabezpieczenie, np. w postaci ubezpieczenia spłaty. Ubezpieczenia są dobrowolne, ale sprzedawca będzie nas nakłaniał do tego, aby z nich skorzystać. Wabikiem mogą być uproszczone formalności lub stwierdzenie, że bez ubezpieczenia bank może nie zgodzić się na udzielenie kredytu. Faktycznie, kredytodawca może zażądać dodatkowych dokumentów przed podjęciem decyzji, ale w imię późniejszych oszczędności warto zgodzić się na dłuższe oczekiwanie lub konieczność przedstawienia dodatkowych zaświadczeń.

Mit 4: Karta kredytowa to niegroźny dodatek


Wiele banków oferujących kredyty ratalne równocześnie sprzedaje swoim klientom karty kredytowe. Za jednym zamachem otrzymujemy zatem dwa kredyty. Jeśli nie zamierzamy korzystać z plastikowego pieniądza, to nie aktywujmy karty. Będzie ona tylko źródłem kosztów, a jeśli dodatkowo zapomnimy o jej istnieniu i nie uregulujemy w terminie np. opłaty za odnowienie, to możemy popsuć sobie historię kredytową i utrudnić dostęp do finansowania w przyszłości.

Poluj na okazje albo szukaj w internecie


Miłośnicy kredytowych okazji muszą wykazać się cierpliwością i determinacją. Na darmowy kredyt trzeba poczekać, a później skutecznie oprzeć się sztuczkom stosowanym przez sprzedawców. W poszukiwaniu „rat zero procent” warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element – cenę towaru. Często tę samą lodówkę czy pralkę znajdziemy w internetowych sklepach w znacznie niższej cenie. Ci, którzy zamiast polować na ratalną okazję, systematycznie odkładali na większy zakup, mają szansę zyskać więcej niż zwolennicy darmowego kredytu.

Michał Kisiel
analityk Bankier.pl
m.kisiel@bankier.pl
Źródło:
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje, jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona. Telefon: 501 820 788

Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~doradca bcs
znam bardzo wiele przykładów kiedy to promocje- tańszy towar - kończą się na awanturze typu: "byłem przed promocją i cena telewizora była niższa niż w promocji!" i to właśnie w ww. sklepie. Raty 0?% istnieją
~piekarnik
Fajny artykuł, powinni coś takiego przeczytać wszyscy, co planują zakupy na raty, bo wiele osób, które znam nacięły się na różne chwyty.

Ostatnio jak pomagałem znajomej wybrać telewizor w pewnym sklepie (takim nie dla idiotów), gdzie raty są 0%, ale kredyt daje taka inna firma (kojarząca się z luksusową bankowością). Po wyborze
Fajny artykuł, powinni coś takiego przeczytać wszyscy, co planują zakupy na raty, bo wiele osób, które znam nacięły się na różne chwyty.

Ostatnio jak pomagałem znajomej wybrać telewizor w pewnym sklepie (takim nie dla idiotów), gdzie raty są 0%, ale kredyt daje taka inna firma (kojarząca się z luksusową bankowością). Po wyborze najlepszego sprzętu (dla tej znajomej), poszliśmy, załatwić kredyt - oczywiście pani zapewniła, że raty są 0% i bez prowizji (nie skłamała), ale po wyliczeniu rat wyszło trochę więcej, po mojej sugestii, aby znajoma zrezygnowała z ubezpieczenia (o którym nie poinformowała nas pani) - pani udzielająca kredytu prawie, że mnie nie wywaliła, używając durnych argumentów przekonywała do ubezpieczenia. Ale jakieś prawa konsument ma, więc dodatkowe koszty nas ominęły.
Dodam, że inna koleżanka kupowała w tym samym sklepie telewizor za trochę mniejszą kwotę i kupiła trochę gorszy, jednak jak podsumowało się rzeczywisty koszt kredytu to mogła sobie pozwolić na lepszą maszynę za te pieniądze.

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki