Robert Hapek do Irlandii przyjechał 3 lata temu nadzorować budowę domu jako menadżer w firmie budowlanej. — Wiedziałem, że po zakończeniu budowy nie będzie pracy, musiałem się zastanowić, co robić, czy to, co wcześniej, czyli projektowanie, czy zająć się pracami budowlanymi. Chociaż nie miałem kontaktów na tutejszym rynku, zaryzykowałem i dwa lata temu rozpocząłem działalność jako firma budowlana — wspomina 30-letni przedsiębiorca. Dzisiaj firma budowlana RH Construction zatrudnia 20 osób i pomimo tego, że specjalnie się nie reklamuje, nie może opędzić się od zleceń na budowę domu czy prace remontowe.
Andrzej Bukowski, w Polsce działacz samorządowy na Wybrzeżu, rozpoczynał karierę w Irlandii, pracując w kierowanej przez Polaka firmie budowlanej. Po roku pracy aż nadto polski charakter szefa i chęć pomnożenia zysków zdecydowały o tym, że w 2005 postanowił rozpocząć działalność na własną rękę. Decyzja była strzałem w dziesiątkę, firma Bukan Construction zajmująca się robotami betonowymi zatrudnia obecnie 70 osób i nadal się rozwija. Podobnych przykładów narodzin polskiego biznesu w Irlandii jest coraz więcej. To dowód, że zaczyna się kolejna faza ewolucji polskiej emigracji w Irlandii. — Po 1 maja 2004 irlandzki rynek pracy został otwarty dla nowych krajów członkowskich. Większość emigrujących do Irlandii polskich pracowników znalazła zatrudnienie u irlandzkich pracodawców. Rok 2005 to okres adaptacji, rozpoznawania warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz pierwsze własne firmy zakładane przez obywateli polskich — tłumaczy Jacek Wójcikowski, były attache handlowy w Dublinie, a obecnie pracownik firmy doradczej NKC. Według jego ocen, w Irlandii funkcjonuje obecnie około 400 polskich firm, ale ich liczba wciąż rośnie. — Pracodawcy w Irlandii coraz częściej nakłaniają pracowników do przejścia na samozatrudnienie. Dzięki temu nie muszą płacić za nadgodziny i unikają nacisków ze strony silnych związków zawodowych — mówi Wójcikowski.
Budowlanka naszą siłą
Chociaż głośno jest już o polskich sklepach czy restauracjach, królową polskiego biznesu na Zielonej Wyspie jest budowlanka. Potwierdzają to m.in. badania firmy NKC, która już od 1998 roku doradza polskim firmom. Wynika z nich, że aż 80% „polskich” firm w Irlandii to firmy budowlane. — W branży budowlanej poza biurem nie potrzebujemy innych pomieszczeń, bo prace wykonuje się w terenie. A ceny nieruchomości pod działalność gospodarczą w Irlandii są często barierą zaporową dla prowadzenia innej niż budowlana działalności — mówi Jacek Wójcikowski. To tylko jeden z powodów. Główny to irlandzki boom budowlany, który powoduje, że dla firm budowlanych, począwszy od kilkuosobowych ekip, a na budowlanych gigantach skończywszy, roboty jest po pachy. Tylko w 2006 roku w czteromilionowej Irlandii do użytku planuje się oddać 90 tys. mieszkań. Ruszył również program budowy infrastruktury transportowej „Transport 21”, w ramach którego w latach 2006-2015 na ten cel przeznaczonych zostanie 34,4 mld euro. Ale nie tylko euro zachęcają Polaków do prowadzenia działalności na własną rękę. Przedsiębiorcy działający w Irlandii chwalą sobie brak barier biurokratycznych, czytelny i stabilny system podatkowy. Nie bez powodu Irlandia znajduje się na 10. miejscu według raportu Banku Światowego „Doing Business 2007”, jeśli chodzi o łatwość prowadzenia biznesu. Polska jest na... 75. Najprostszą, jednoosobową firmę można zarejestrować przez internet, płacąc 30 euro. To sprawia, że ludzie, którym nigdy nie śniła się własna firma, w Irlandii stali się prawdziwymi biznesmenami. Tak było z Jarosławem Pardelą, obecnie współwłaścicielem zatrudniającej 30 osób i zajmującej się montażem aluminiowych fasad firmy Alu-Nova.
"Szczerze mówiąc, nie potrafiłbym prowadzić takiej firmy w Polsce. Nie trzeba wliczać łapówek w koszty. To, że się jest uczciwym i nie oszukuje nie jest tutaj przeszkodą w interesac" — mówi Pardela. Przyznaje, że to, co szczególnie go uderzyło, to zaufanie, które jest podstawą działalności na tamtejszym rynku. — Tu wszystko opiera się na zaufaniu, nie trzeba mieć 200-stronicowego kontraktu, często działa się na podstawie jednego faksu i wszystko jest w porządku. A ten, kto raz podważy zaufanie, nie ma czego szukać na rynku — dodaje.
Jak do tej pory polscy budowlańcy cieszą się dużą renomą w Irlandii. — Doceniają naszą rzetelność. W irlandzkich firmach zdarza się, że biorą robotę, obiecując szybkie ukończenie, a po kilku dniach odkładają ją i dokańczają inne zaległe. My robimy wszystko od początku do końca — mówi Robert Hapek. Ale na początku Irlandczycy brali pod lupę polskie firmy. Zdarzały się kontrole, które sprawdzały, czy nie zatrudniają pracowników na czarno i nie stosują dumpingowych stawek. — Ale sytuacja się zmieniła. W co drugiej firmie irlandzkiej pracują Polacy i muszą patrzeć na ręce także firmom irlandzkim — komentuje Jacek Wójcikowski.
Nie można zapominać o „weteranach”, którzy jeszcze przed 2004, borykając się z przepisami, przygotowywali grunt dla polskiego biznesu w Irlandii. Taką firmą są m.in. Zakłady Remontowe Energetyki Katowice, które w 2002 roku założyły w Irlandii spółkę córkę w związku z realizowanym kontraktem na montaż urządzeń w elektrowni Shannonbridge. Potem oprócz prac montażowych w energetyce zaangażowały się w działalność na rynku stricte budowlanym. Waldemar Szolc, dyrektor i członek zarządu ZRE Katowice tak wspomina początki działalności. — Do realizacji kontraktu potrzebowaliśmy 150 pracowników z Polski. Nie będąc członkiem Unii, musieliśmy samodzielnie uzyskiwać pozwolenia na pracę. Okazało się, ze jeśli założymy firmę na zasadach irlandzkiego prawa handlowego, dostęp do tych pozwoleń będzie dużo łatwiejszy.
Związki zawodowe dają w kość
Dzisiaj ZRE Katowice Ireland Construction Limited zatrudnia 300 pracowników. Zrealizowała już m.in. kontrakty w elektrowni Lanesborough i jest w trakcie realizacji kontraktu na instalację odsiarczania w elektrowni Moneypoint. Kto jednak myśli, że wejdzie „z biegu” na irlandzki rynek bez zgrzytu i od razu odniesie sukces, jest w błędzie — ostrzegają szefowie polskich firm w Irlandii. Problemem na starcie może być otwarcie rachunku bankowego. Zwłaszcza wtedy, jeśli nie możemy pochwalić się kontraktem lub przyrzeczeniem kontraktu. — To wynika z ustawy przeciwdziałającej praniu brudnych pieniędzy, banki chcą prześwietlić każdą nową firmę — tłumaczy Jacek Wójcikowski. Od początku działalności trzeba walczyć o zdobycie zaufania i odpowiednich rekomendacji, które mogą okazać się dla potencjalnego klienta ważniejsze niż cena usługi.
— Podczas kalkulacji kosztów działalności należy wziąć pod uwagę siłę związków zawodowych, które mocno ingerują w działalność firm budowlanych, zwłaszcza, jeśli chodzi o sprawy płacowe. Będziemy zmuszeni do tego, żeby nasi pracownicy zapisywali się do związków zawodowych, co rodzi dodatkowe koszty — przestrzega Waldemar Szolc. — Wszyscy podporządkowują się prawom zwyczajowym narzuconym przez związki, nie wiedząc, na ile one mają uprawnienia, żeby je narzucać. Lepiej, żeby żadna centrala związkowa nie interesowała się budową — dodaje. A co, jeśli nie? W najlepszym przypadku pikieta, w najgorszym zatrzymanie budowy. — Jeśli jest jakaś rzecz, na której przejechały się polskie firmy, to konflikty ze związkami zawodowymi — potwierdza Jacek Wójcikowski.
Ale pomimo związkowej kontroli nadal wiele firm zatrudnia pracowników na czarno, powodując niezdrową konkurencję. — Postanowiliśmy na takim rynku nie konkurować, bo na takie działania nie mogliśmy sobie pozwolić i wycofaliśmy się z rynku budowlanego — mówi Szolc.
Nikt nie śpieszy się do Polski
Wszystko wskazuje na to, że w ciągu najbliższych lat pracy w Irlandii dla polskich firm nie zabraknie. — Irlandczycy witają nowe i solidne firmy z otwartymi rękami — mówi Robert Hapek. Nadmiar pracy powoduje, że rzadko można spotkać w Irlandii przypadki podkładania świń i nieuczciwego eliminowania konkurencji. — Znając polskie warunki, byłem zdziwiony, kiedy znajome irlandzkie firmy same odstępowały mi kontrakty — przyznaje właściciel RH Construction.
— Te firmy, które potrafią wykorzystać to, co się dzieje w Irlandii, mogą dużo zyskać — dodaje Jacek Wójcikowski. Na czym można zarobić? Najmniej, 10% zysku, jest na prostych pracach remontowych. Ale na montażu drzwi, okien czy fasad aluminiowych rentowność sięga 25%.
Dlatego na irlandzkich targach budowlanych z roku na rok pojawia się coraz więcej firm z branży budowlanej, a ci, którzy już tam są, na razie nie myślą o powrocie. — Tu można normalnie i uczciwie działać. W Polsce po kilku dniach bym skapitulował. Nie nadaję się, żeby tam prowadzić biznes i nie myślę o powrocie, tym bardziej jak widzę, jak to wszystko tu wygląda. Zostajemy i szybko nie wrócimy — kończy Jarosław Pardela.



























































