Nie udał się środowy sprint w Toblach Justynie Kowalczyk. Nasza zawodniczka zajęła piąte miejsce w swoim ćwierćfinale i zakończyła rywalizację już na tym etapie. Polka pozostała liderką Tour de Ski, jednak po sześciu etapach jej przewaga nad Petrą Majdić zmalała do niespełna czterdziestu sekund. To właśnie Słowenka we włoskiej miejscowości była najlepsza. Sprint mężczyzn wygrał natomiast Devon Kershaw.
Sprint stylem dowolnym w Toblach nigdy nie był szczególnie mocną stroną Justyny Kowalczyk. - To w moim wykonaniu loteria, Bywa piękny, a bywa kiepski. Mam nadzieję, że ten środowy będzie przynajmniej średni - mówiła Polka w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". Średnio było w kwalifikacjach, w których Kowalczyk zajęła jedenaste miejsce i pewnie zakwalifikowała się do właściwych zawodów. W nich było już gorzej i po raz pierwszy w całej tegorocznej edycji Tour de Ski zmęczenie trudami wcześniejszych etapów rzeczywiście dało o sobie znać.
Obsada ćwierćfinału z udziałem naszej zawodniczki była dość mocna, jednak i tak obok Petry Majdić Polka wydawała się być faworytką do awansu. Słowenka faktycznie wygrała, jednak za nią finiszowały Anna Haag, Maria Rydqvist, Riika Sarasoja i dopiero Kowalczyk, na piątej pozycji. W tej sytuacji nasza zawodniczka zakończyła swój udział w rywalizacji już na tym etapie rywalizacji w Toblach.
Mimo to sytuacja Kowalczyk w klasyfikacji łącznej Tour de Ski nie pogorszyła się znacząco. Środowy sprint okazał się poważną przeszkodą nie tylko dla Polki, ale i dla Charlotte Kalli czy Marianny Longi, które w ogóle nie przebrnęły przez kwalifikacje i straciły jeszcze więcej. Do Polki znacząco odrobiła różnicę tylko wspomniana Majdić, która w finale była najlepsza. W tej chwili Kowalczyk ma nad nią przewagę niespełna czterdziestu sekund, jednak Słowenka nie powinna stanowić dla niej większego zagrożenia na finałowym etapie pod Alpe Cermis nawet gdyby wcześniej zdołała jeszcze coś odrobić w czwartek lub w sobotę.
Decydujący bieg skończył się wygraną Majdić, jednak jej przewaga nie była tak duża jak miało to miejsce ostatnio w Oberstdorfie. Tym razem, w stylu dowolnym, Słowenka musiała sporo się natrudzić żeby sięgnąć po upragniony sukces. Na mecie była bowiem praktycznie jednocześnie z Arianną Follis i dopiero analiza fotofiniszu wykazała kto wysunął nieco dalej czubek buta i zapewnił sobie tym samym wygraną. W czołowej trójce zmieściła się jeszcze druga z Włoszek Magda Genuin. Czwarte miejsce niespodziewanie przypadło Laure Barthelemy. Kikkan Randall i Britta Norgren miały na trasie upadek i szybko straciły szanse na podium.
Równie zacięta walka miała miejsce w finale mężczyzn. W nim doszło do niespodzianki, gdyż triumfował Devon Kershaw. Kanadyjczyk to znana postać w świecie biegów narciarskich, jednak przed Tour de Ski mało kto byłby skłonny przypuszczać, że będzie walczył o najwyższe cele. Tymczasem Kershaw spisuje się znakomicie i w Toblach po raz pierwszy triumfował w zawodach tej rangi. Ze stratą 0,1 sekundy do zwycięzcy finiszował Dario Cologna, który tym samym wykonał kolejny krok do zwycięstwa w tegorocznym Tour de Ski. Czołową trójkę uzupełnił Petter Northug.
Po raz pierwszy w tym sezonie punkty Pucharu Świata zdobył Maciej Kreczmer. Nasz zawodnik awansował do najlepszej trzydziestki, jednak w ćwierćfinale był ostatni i w końcowej klasyfikacji zajął dwudzieste ósme miejsce. Drugi z naszych zawodników, Mariusz Michałek, był pięćdziesiąty czwarty. Do najlepszej trzydziestki nie awansowała także Paulina Maciuszek, która była trzydziesta ósma.
autor: Daniel Ludwiński

























































