Dobre dane odnośnie do wzrostu PKB w Unii Europejskiej, które poznaliśmy w środę, to pierwsza znacząca oznaka końca długiej recesji. Zanim jednak odczujemy ożywienie, musi spaść stopa bezrobocia, która utrzymuje się na rekordowo wysokim poziomie. Istnieje realna obawa, że potencjalne spadki nie będą tak duże, jakbyśmy sobie tego życzyli, bo rządy skupiły się na operacjach statystycznych, nie wprowadzając zmian strukturalnych na rynku pracy.
Wzrost PKB w UE w II kw. wyniósł 0,3%. W największych gospodarkach Unii, czyli w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, odnotowano wzrosty na poziomie odpowiednio 0,7%, 0,5% i 0,6%. W Polsce wyniósł on 0,4%. Najgorsze dane pochodzą z Cypru, gdzie gospodarka skurczyła się o 1,4%.
Analitycy Bankier.pl komentują środowe dane z gospodarkiWiększość nie ma wątpliwości, że wzrost gospodarczy UE ma charakter cykliczny. Wychodzimy z dołka i czeka nas kilka kwartałów względnego ożywienia na poziomie 1-2% rdr. To wciąż mniej od unijnych założeń, zgodnie z którymi o zrównoważonym rozwoju będziemy mogli mówić, gdy średni wzrost PKB wyniesie 3% rdr. Niestety, obecne ożywienie nie oznacza, że Unia poradziła sobie z kryzysem zadłużenia, które np. dla Francji wynosi ponad 90% PKB. To są problemy, które zostaną odłożone w czasie i w pewnym sensie chwilowe wzrosty działają na niekorzyść, bo politycy będą zwlekać z trudnymi decyzjami. Podobnie było i jest z rynkiem pracy.
Kryzys pracy
Obecnie bezrobocie w Unii Europejskiej wynosi 10,9%, a w strefie euro 12,1%. Najgorsze dane pochodzą z Grecji i Hiszpanii, gdzie stopa bezrobocia w czerwcu wyniosła odpowiednio 26,9% i 26,3%. Na trzecim miejscu jest Portugalia z wynikiem 17,4%. W Niemczech wyniosło ono 5,4%, we Francji rekordowo dużo, bo aż 11%, a w Wielkiej Brytanii 7,7%. W tym ostatnim kraju wysoka liczba bezrobotnych jest powodem rosnących napięć społecznych, które raczej odrywają ten kraj z UE. Przejawia się to m.in. poprzez popularniejsze akcje wymierzone przeciwko zatrudnianiu obcokrajowców, w tym Polaków.
Z danych Eurostatu wynika, że bezrobocie w naszym kraju wynosi 10,6% i jest niższe od unijnej średniej. Eurostat używa innej metody obliczania liczby bezrobotnych, m.in. faktycznie bada, czy ludzie aktywnie poszukują pracy. Stąd różnica pomiędzy danymi nadsyłanymi z Powiatowych Urzędów Pracy, według których liczba zarejestrowanych bezrobotnych przekracza 2,1 mln osób, co przekłada się na 13,1-procenmtową stopę bezrobocia. Bezrobocie nad Wisłą zwykle wyraźnie spada, gdy wzrost PKB oscyluje w granicach 4%. Jest to zależność wynikająca z prawa Okuna. Na razie tak wysoki wzrost w Polsce jest marzeniem, ale niewykluczone, że po uruchomieniu środków unijnych i starcie Inwestycji Polskich będziemy blisko osiągnięcia tego wyniku.
Statystyka to broń obosieczna
![]() | » PKB pokazuje ożywienie. Inflacja straszy |
W tej ostatniej grupie liczba bezrobotnych stanowi 5,6 mln osób, czyli 23%. Innymi słowy, na 24,4 mln młodych ludzi, którzy się nie uczą lub uczą się i jednocześnie chcą pracować, zatrudnienia nie może znaleźć prawie co czwarty z nich. Równocześnie w całej populacji osób w wieku od 15 do 24 lat pracy nie może znaleźć tylko co dziesiąty.
Gdzie młodzi mają najgorzej?
Młodzi najgorzej mają w Grecji, gdzie na 1 mln osób w tej grupie wiekowej jest ponad 700 tys. ludzi nieaktywnych ekonomicznie. Pracę ma 141 tys. osób, a bez zatrudnienia pozostają 174 tysiące, co przekłada się na 55-procentowe bezrobocie. Jednak realnie, na 11 mln mieszkańców tego kraju, młodych bezrobotnych jest stosunkowo niewielu.
W Polsce na 4,6 mln młodych aż 3 mln to ekonomicznie nieaktywni. W Niemczech pracy nie szuka i nie podejmuje 49% w tej grupie wiekowej, u nas aż 66%. Tak duża różnica najprawdopodobniej wynika nie tylko z wyższego bezrobocia i większej szarej strefy, ale także „bańki na szkoły wyższe” i kulejącego szkolnictwa zawodowego. W efekcie pracę ma tylko 1 mln ludzi, a bez zatrudnienia pozostaje 415 tys.
Nie da się zaprzeczyć, że młodym ciężko jest znaleźć pracę w czasach recesji. Jednak wbrew pozorom poszukujący znajdują ją szybko. Młody Polak mieszkający w dużym mieście przeciętnie szuka zatrudnienia do 3 miesięcy. Większość młodych obywateli Polski powinna znaleźć pracę w ciągu 10 miesięcy. Bezrobocie wśród młodych jest wysokie, ale w wielu przypadkach ma ono charakter frykcyjny.
Biorąc to pod uwagę o wiele większym problemem jest bezrobocie w grupie wiekowej 55+, gdzie średni czas poszukiwania zatrudnienia wynosi ok. 2 lat. Ponadto, o ile Unia Europejska wprowadza rozwiązania wręcz nakazujące państwom członkowskim zatrudnianie młodych do 4. miesiąca po zakończeniu nauki, o tyle wśród ludzi starszych nie wypracowuje się żadnych, nawet tak "socjalistycznych" rozwiązań. Równocześnie wydłuża się wiek emerytalny.
Epidemia wysokiego klina podatkowego
![]() | » Piotr Lonczak: koniec recesji to nie koniec kryzysu |
Praktycznie nigdzie nie wprowadzono zmian, które obniżyłyby wysokość obciążeń podatkowych zawartych w wynagrodzeniach. W tym samym czasie zauważono, że w okresie recesji coraz więcej pracodawców decyduje się na zatrudnianie na podstawie tanich „umów śmieciowych”. Rynek w długim okresie się nie myli, ale rządzący nie wzięli sobie tej maksymy do serca i przez cały okres recesji nie dokonano żadnych większych zmian w kierunku uelastyczniania prawa pracy w Unii Europejskiej.
Różne definicje uelastycznienia
Miejscami nawet je zaostrzono, np. zmieniono przepisy dotyczące delegowania pracowników za granicę. W Polsce uelastycznienie polega na wydłużeniu okresów rozliczeniowych, co jest bardzo korzystne dla firm produkcyjnych, ale już w bardzo umiarkowanym dla pracowników, którzy obawiają się, że za bardzo niskie stawki będą musieli pracować po 12 godzin dziennie. I należy ich rozumieć, bo takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje. Tak jakby pominięto fakt, że uelastycznienie nie oznacza oddania pracowników do całkowitej dyspozycji pracodawcy, ale do stworzenia takich rozwiązań, które pozwalają ich szybko i tanio zatrudniać oraz... zwalniać.
W całym okresie wychodzenia z recesji zapomniano, że pieniądze nie rosną na drzewach, tylko biorą się z pracy. Niestety nie wprowadzono nowych rodzajów umów, które sprzyjałyby zatrudnianiu młodych pracowników lub tych, którzy niebawem chcieliby wybrać się na emeryturę. Zamiast tego zmieniono tylko i wyłącznie sposoby redystrybucji transferów socjalnych, które prawdopodobnie w największym stopniu winne są recesji. Koło się zamyka. Jesteśmy w cyklu, a akurat teraz koniunktura prawdopodobnie będzie nam sprzyjać. Obawiam się jednak, że nie na długo, bo wciąż nie wylano fundamentów, które byłyby solidnym podparciem dla trwałych wzrostów.
Łukasz Piechowiakgłówny ekonomista Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl




























































