Poniedziałek przyniósł kontynuację wzrostowego odreagowania na nowojorskich giełdach. Ceny akcji szły w górę pomimo kolejnych słabych danych napływających z gospodarki Stanów Zjednoczonych.


W sensie technicznym poniedziałkowa sesja była przedłużeniem piątkowej. Nasdaq kontynuował rozpoczęte przed weekendem odbicie i zyskał 0,31%, roztrwaniając sporą część zysków w samej końcówce notowań. Indeks S&P500 poszedł w górę o 0,64% i zameldował się na poziomie 5 675,12 punktów. Dow Jones zwyżkował o 0,85%, docierając na wysokość 41 841,63 pkt.
Dopatrywanie się jakichś głębszych przyczyn poniedziałkowego ruchu nie wydaje się mieć większego sensu. Po ostatnich spadkach rynek był już mocno spanikowany i wyprzedany, więc choćby techniczne odreagowanie mu się po prostu należało. Przypomnijmy, że od zimowych szczytów do marcowych dołków Nasdaq zaliczył spadek o blisko 15%, a S&P500 o ponad 10%. Nie są to może jakieś spadki przesadnie głębokie, ale dla przyzwyczajonych do niemal jednostajnych wzrostów „dzieci hossy” to też nie tak mało.
ReklamaZobacz także
Mimo to warto odnotować, że dane z gospodarki USA znów wypadły dość kiepsko. Lutowa sprzedaż detaliczna wprawdzie odbiła po styczniowym tąpnięciu, ale: 1) był to wzrost tylko o 0,2% mdm (oczekiwano 0,6%), a 2) i tak już bardzo słaby wynik za styczeń zrewidowano w dół z -0,9% na -1,2% mdm. Przypomnijmy, że w piątek dowiedzieliśmy się, że indeks nastrojów amerykańskich konsumentów mocno spadł drugi miesiąc z rzędu i znalazł się najniżej od listopada 2022 roku.
Na dodatek kiepsko zaprezentowały się drugorzędne wskaźniki makro z Ameryki. Indeks NY Empire State mierzący koniunkturę w nowojorskim okręgu przemysłowym w marcu zaliczył obsunięcie z 5,7 pkt. do -20 pkt. (przy oczekiwanych rzędu -0,75%) i był to najniższy odczyt od roku. Co prawda jest to wskaźnik mocno zmienny, ale jego ostatnie zmiany nie wyglądają zbyt optymistycznie. Nieoczekiwanie pogorszyły się też nastroje w branży deweloperskiej – indeks NAHB w marcu osunął się do 39 pkt. względem 42 pkt. w lutym i był to najniższy odczyt od sierpnia.
Generalnie wśród ekonomistów i inwestorów nasilają się obawy przed recesją w gospodarce Stanów Zjednoczonych sprowokowaną nieprzewydywalną polityką administracji Donalda Trumpa. Chodzi tu nie tylko o kompletnie chaotyczną politykę celną, ale też o masowe zwolnienia urzędników federalnych, co podważa nastroje części Amerykanów i na krótką metę może ograniczyć wydatki konsumpcyjne.
Przynajmniej jeden kwartał spadku PKB Stanów Zjednoczonych wydaje się już coraz bardziej prawdopodobny. Właśnie przekroczyliśmy połowę marca i model Fedu z Atlanty wskazuje, że w I kwartale annualizowana dynamika amerykańskiego PKB wyniesie -2,1%. To rewizja w dół względem wskazania z 7 marca, gdy model ten wyświetlił -1,6%. Pamiętajmy jednak, że nadal jest to tylko model i nie zawsze jego wskazania pokrywają się z faktycznie zaraportowanymi danymi. Tym bardziej, że za gros regresu w PKB odpowiada zmasowany import będący nijako wyprzedzającym posunięciem amerykańskiego biznesu na zapowiadane przez prezydenta Trumpa cła importowe.

























































