Prawie każda znacząca firma samochodowa oferuje w tym sezonie nietuzinkowy wóz z odkrytym nadwoziem. Dlaczego kabriolety od lat cieszą się niezmienną popularnością?
Bo wolność to zew… Kto jeździł kabrioletem po riwierze włoskiej lub francuskiej, ten wie, co to znaczy. Ich jazda jest paradą przypominającą pokaz mody. W luksusowych kurortach brawurowa stylistyka, wysoka cena czy futurystyczna koncepcja znajdują zrozumienie: cabrio to prestiż, sznyt, przyjemność, komfort, frajda i adrenalina. To także snobistyczny hollywoodzki gadżet.
Kalifornia prosto z Włoch
Kabriolety kochają przede wszystkim Brytyjczycy i Niemcy. Za to, że leczą ich z klaustrofobicznych ograniczeń i dodają wakacjom sportowego smaku. Czy mieszkańcy Albionu mogliby się obejść bez lazurowego horyzontu? Włosi są praktyczni, osłaniają się przed ultrafioletem w porze sjesty, a przez resztę dnia wolą kabriolety produkować, aniżeli w nie wsiadać. Swoje najnowsze Ferrari California dopieścili w Maranello tak, aby 25% produkcji (rocznie wychodzi 2 tysiące modeli California) trafiło w ręce Amerykanek. Nie przypadkiem bagażnik ma pojemność 340 litrów (codzienne duże zakupy!). Kabriolet ze składanym tylnym oparciem kosztowałby w Polsce ponad 600 tysięcy zł (4,3-litrowy silnik V8 o mocy 460 KM, przyspieszenie od 0 do100 km/h poniżej 4 sekund). Na Californię z Maranello można się jednak skusić dopiero za dwa lata. Modele z roku 2008, 2009 i przyszłoroczne zostały już wyprzedane…

Włoskie marzenie o słonecznej Kalifornii ziściło się, zanim ktokolwiek w Stanach zdążył przejechać się tym cabrio nawet na próbę. To auto nie miało przodków w prostej linii. A jednak Italia ma swoją markę i może liczyć na klienta nawet w dobie niepokojów gospodarczych. To przecież na przełomie lat 80. i 90. jedna z włoskich firm, Pininfarina, produkowała niesamowitego Cadillaca Allanté, który drogę do USA odbywał liniami po wietrznymi i – jak na kabriolet przystało – w pędzie przekraczającym barierę dźwięku, bo nie były mu straszne turbulencje. Oto włoski temperament!
Niemiecka precyzja, angielska klasa
Ekstremalna przygoda, ekskluzywne wyposażenie, obietnica ostrego sprintu – przyprawiają o dreszczyk emocji. Przyjrzyjmy się szczegółom odnowionej wersji 911 Carrera 4S cabrio i jego dużym, aluminiowym felgom w czerni ze srebrnymi brzegami, spod których dostrzec można czerwone zaciski hamulców. Nie mówiąc o tym, jak okazale prezentuje się angielski Bentley Azure (atuty: chrom, plusz, drewno, skóra). Nad nami brezent pokryty od środka alcantarą, nad tylnymi siedzeniami lampki jak przed stu laty w legendarnej klasie Orient Express. Tu nie płaci się za bilet 6 tysięcy euro, ale ponad pięćdziesiąt razy więcej… Angielski Bentley z powodzeniem zastąpi tego lata jacht lub kilka apartamentów.
Czy typowane w ankietach Audi A5 Cabrio to wyznacznik gustów dla tegorocznych aut „z inspiracją”? Otóż ten kabriolet zna trzy praktyczne sposoby na letnią porę: miękki dach z tkaniny, dzięki któremu jest lżej (firma ogranicza masę auta z twardym dachem) i mamy całkiem znośną ilość miejsca w bagażniku (320 litrów), a niebo nad głową odsłoni się po 15 sekundach przy prędkości 50 km/h.
Silniki w A5 Cabrio są do wyboru: znane z modelu A5 wysokoprężne (190 i 240 KM) lub cztery wersje benzynowych,
m.in. jednostka 3,2l V6 FSI o mocy 265 koni mechanicznych (firma gwarantuje, że przy tym silniku spalimy w kabriolecie średnio 8,6 l na 100 km, a prędkość maksymalna pozwoli osiągnąć 246 km/h). Wystarczy jeszcze przedni napęd i 100 km/h rozwiniemy w A5 z silnikiem V6 FSI w niecałe 7 sekund. Niemiecką precyzją wykonania i spokojną stylistyką nęci wprawdzie Mercedes SL 500 (setkę osiąga w 5,4 sek; dodatkowo ma dobry siedmiobiegowy automat).

Elvis kochał kabriolety
Cofnijmy się w czasie. Przypomnijmy choćby drapieżne BMW 507 (po raz pierwszy na targach we Frankfurcie ‘55), europejską piękność, którą kupił sam Elvis Presley, wierny licencji Cadillaków. Około 1957 roku BMW 507 osiągnęło rekordową cenę blisko 10 i pół tysiąca dolarów. Eksperci uważają, że jest to nie tylko najwspanialszy kabriolet tej monachijskiej firmy, ale i najbardziej kuszące auto, jakie kiedykolwiek powstało w Niemczech.
Samochód godny króla rock’n’rolla
Już za nami ubiegłoroczny debiut szokującego kabrioletu Rinspeed sQuba, którego napęd elektryczny (zamiast silnika benzynowego) pozwalał zanurzyć się w wodzie morskiej na głębokość 10 m. Nie ma się czemu dziwić – z oponami Pirelli, zawieszeniem ze stali nierdzewnej i z niespotykaną dla wersji Cabrio-Coupe lekkością (specjalna pianka użyta w konstrukcji, przygotowana jak dla Wenus w kąpieli morskiej) i z butlami tlenowymi dla kierowcy i pasażerów – był to model dla wymagających. Kto natomiast pamięta Cabrio BMW M3, za którego Niemcy rok temu płacili ok. 74 tysięcy euro? Ze względu na sztywny dach, chowany w bagażniku, kabriolet ważył, bagatela, 200 kg więcej niż w wersji sedan, a ukryte pod maską 420 KM istniało chyba tylko po to, aby cieszyć się posiadaniem w stajni nie tylko znaczka M, ale i mustanga czystej krwi.
Tekst Aneta M. Krawczyk


























































