

Czy dyrektor finansowy to taki bardziej zaawansowany księgowy? Czy można pracę dyrektora finansowego wykonywać, będąc matką trójki dzieci? Czym właściwie się zajmuje dyrektor finansowy i jak wygląda jego praca? O tajnikach pracy na tym stanowisku opowiada nam Małgorzata Szturmowicz, dyrektor finansowy i członek zarządu Idea Banku.
Marcin Dziadkowiak, Bankier.pl: Czy dzień życia dyrektora finansowego (CFO) notowanego na giełdzie banku rozpoczyna się w jakiś szczególny sposób?
Małgorzata Szturmowicz: Mam trójkę dzieci, więc mój dzień może wyglądać nietypowo. Budzik dzwoni o szóstej. Rano muszę opanować logistycznie całe towarzystwo i jest to wielkie wyzwanie. Na dodatek przywiązuję dużą wagę do sposobu odżywania, dlatego przed wyjściem przygotowuję obiad dla wszystkich. W banku jestem zwykle przed dziewiątą.
Nie będę ukrywała, że śpię z telefonem, ale pierwsza rzecz, jaką robię rano, to prasówka – sprawdzam, co wydarzyło się na rynku, w polityce - to się wszystko ze sobą przeplata. Nie da się zarządzać finansami banku, nie wiedząc, co się dzieje dookoła.
Gdy już docieram do banku, wpadam w wir spotkań. Nie chodzi tu tylko o te większe, zaplanowane, ale o takie na szybko. Jest tyle osób, które chcą porozmawiać i rozwiązać jakiś problem, staram się dla każdego znaleźć chwilę, bo wiem, że inaczej nie będą mogli działać. W efekcie mój dzień w biurze to ogromna liczba spotkań. Przyznaję, że to bardzo utrudnia wykonywanie pracy czysto operacyjnej, takiej, jak podpisywanie dokumentów, odpowiadanie na maile, itp. Niestety to sobie często zostawiam na wieczór.
Czyli takie potoczne skojarzenie, jakie może przyjść do głowy, wyobrażające pracę dyrektora finansowego, który spędza dzień nad tabelkami w Excelu, jest błędne?
Uważam, że dyrektor finansowy, który spędza dzień nad tabelkami, w ogóle nie nadaje się na dyrektora finansowego. Funkcje dyrektora finansowego ewoluują. Myślenie, że to bardziej zaawansowany księgowy, jest błędne. Dla mnie rola dyrektora finansowego jest strategiczna. Musi wiedzieć, co się dzieje w całej organizacji, w kontekście strategii firmy, żeby być w stanie zarządzać jej finansami. To jest patrzenie długofalowe, przewidywanie, co będzie się działo za kilka miesięcy.
W takim spojrzeniu bardzo pomaga mi doświadczenie z pracy w EY. Zajmowałam się tam sektorem rynków finansowych, przerabiałam bardzo dużo procesów due dilligence. A zrobienie due dilligence jakiegoś podmiotu powoduje, że człowiek musi w krótkim czasie wejść całkowicie w organizację i przeanalizować ją z każdej strony: księgowo, podatkowo, strategicznie. To uczy umiejętnościw ty patrzenia na wyniki i zobaczenia w nich tego, co jest kluczowe.
To doświadczenie przydało się zapewne także w procesach przejęć. Odpowiadała Pani w Idea Banku za przejęcia spółek o wartości 4 mld zł. Dla przeciętnego Polaka to kosmiczna cyfra.
Tak, odpowiadałam za przejęcia VB Leasing, GetBack i IdeaMoney - wartość tych transakcji wraz z wykupem portfela wierzytelności to rzeczywiście duża kwota. Moje doświadczenie bardzo się w tych procesach przydało. Ale tak naprawdę cały proces due dilligence i dalej, doprowadzenie transakcji do końca, to jest mniejszy problem, bo najciekawsze, a zarazem najtrudniejsze zadanie polega na tym, żeby później przejętą firmę dobrze zintegrować.
A czy wejście do zarządu Idea Banku także coś zmieniło w Pani pracy?
Tak, widzę bardzo dużą różnicę w porównaniu z okresem, kiedy jeszcze nie byłam w zarządzie, a byłam już dyrektorem finansowym. Wchodząc do zarządu i biorąc udział we wszystkich strategicznych projektach, od razu wiem, jakie to ma przełożenie na finanse grupy i jestem w stanie szybko reagować, od razu rozmawiać o stronie finansowej projektów. Wcześniej często takie sprawy trafiały do mnie na długo po tym, gdy zapadała już konkretna decyzja. Coś pojawiało się w moich raportach, a ja dopiero wtedy dowiadywałam się, na przykład, że coś zmieniliśmy w sprzedaży produktów.
Czy ma Pani czas prywatny? Czy w ogóle na takim stanowisku można mówić o czasie prywatnym, do którego to czasu firma nie ma dostępu?
Główny akcjonariusz oraz prezes banku bardzo szanują mój czas prywatny. Tylko w naprawdę pilnych i ważnych sprawach dzwonią po godzinie 18 i w weekendy. Nie oczekują, że będę dyspozycyjna codziennie do 22. Aczkolwiek, gdy zarządza się dużą organizacją i to jeszcze od strony finansowej, która jest strategiczna, ciężko jest oddzielić życie prywatne i życie zawodowe. Włożyłam naprawdę sporo wysiłku w to, żeby zrównoważyć te dwie sfery. Ja jestem taką kaloryczną matką, to znaczy chcę z dziećmi, szczególnie gdy są jeszcze małe, spędzać dużo czasu, żeby wiedziały, kto to jest mama. Dlatego staram się wychodzić z banku o godz. 17.
Bardzo dużo „wiszę” jednak na telefonie. Jadąc do pracy prawie godzinę i podobnie wracając, omawiam ze swoimi ludźmi najważniejsze sprawy. Gdy już jestem w domu, to sprawdzam w telefonie pocztę – to jest mój grzech (śmiech).
Zdarzają się dni, kiedy dzieci nie widzą mamy w ogóle na oczy?
Podczas procesu debiutu giełdowego Idea Banku właściwie wszystkie obowiązki rodzinne przeszły na mojego męża, bo ja byłam niedostępna non stop. W czasie przygotowywania prospektu regularnie pracowałam w banku do pierwszej w nocy, do tego dochodziły liczne podróże. Wtedy dzieci nie widziały mamy. Powtórkę z tego mam przed każdą publikacją wyników finansowych. Wtedy też pracuję do 1-2 nad ranem.
Gdy przychodzi urlop – czy udaje się Pani wyłączyć telefon?
W tym roku udało się na tydzień. Ten drugi (śmiech). W pierwszym się nie udało, ale byłam tego świadoma, bo zamykaliśmy jeszcze ważną umowę.
Jaki styl zarządzania Pani preferuje?
Bardzo lubię się otaczać ludźmi dużo lepszymi w różnych zagadnieniach ode mnie. Bardzo często, gdy proszę o jakieś analizy dla zarządu, przekazuję to po prostu pracownikom i oni wysyłają efekty swojej pracy bezpośrednio do zarządu. Nie mam sytuacji, że sprzedaję to jako swoje. Uważam, że ludzi trzeba wspierać, a nie zostawiać na zapleczu.
Chcę powiedzieć, że naprawdę zespół mam świetny i gramy zespołowo. Za tak wielkim cyframi, za tak wielką strukturą, nie stoję tylko ja. Ja tylko scalam to wszystko.
W zakres Pani obowiązków wchodzi opracowanie i realizacja polityki finansowej grupy Idea Banku. Jak w praktyce wygląda opracowanie polityki finansowej banku? Na czym polega?
Żeby opracować strategię finansową, trzeba wyjść od strategii całej grupy. To znaczy, do jakiego klienta chcę dotrzeć, jakimi kanałami chcę go pozyskać. To wszystko bowiem przekłada się na pieniądze, które na końcu lądują w finansach. Trzeba więc mieć percepcję tego, dokąd spółka zmierza. Nie można zarządzać finansami, jeżeli nie czuje się całego biznesu. Plan finansowy, który powstaje, jest tak naprawdę ostatnim elementem całej strategii. I muszą w to być zaangażowane nie tylko departamenty, które do mnie raportują, ale tak naprawdę cała kadra zarządzająca.
Ja zawsze byłam raczej matematyczna i to sprawiało mi frajdę, ale teraz coraz bardziej podobają mi się zagadnienia produktowe i z chęcią wchodzę głębiej w tematy związane z konstrukcją produktów. Bardzo lubię też rozmawiać z naszymi klientami, żeby się dowiedzieć, czego oni potrzebują.
W Bankierze piszemy o nowych produktach wprowadzanych przez banki. Jak w praktyce wygląda przygotowanie i wprowadzenie takiego kluczowego produktu? Który z projektów produktowych, którym się Pani zajmowała, był najbardziej pasjonujący?
Najciekawszy był chyba mobilny wpłatomat - pomysł Dominika Fajbusiewicza. To niby prosta rzecz, wystarczy wsadzić wpłatomat do samochodu, ale na etapie produkcyjnym, okazało się to ogromnym wyzwaniem. Robiliśmy to po raz pierwszy na świecie, nie tylko my, ale też dostawcy urządzeń, więc nie byliśmy w stanie przewidzieć wszystkich niuansów technicznych. Co chwilę coś nas zaskakiwało. A nie mieliśmy do kogo zwrócić się o pomoc. Za to dziś zagraniczne banki proszą nas o konsultacje i wypytują o najdrobniejsze szczegóły – od technicznych, przez procesowe aż po biznesowe. Dla nas oczywiście najważniejsze jest, aby nie był to wyłącznie projekt wizerunkowy, ale racjonalne wydane pieniądze, które zaowocują wynikiem.
Skąd zatem wiadomo, że Państwo na tym finalnie zarabiacie?
Przede wszystkim klienci którzy korzystają z wpłatomatu, mają większe saldo na rachunkach, a dla banku osad na rachunkach jest najtańszym źródłem finansowania. Zamiast przechowywać dziś zarobione pieniądze w portfelu i jutro je na coś wydać, wpłacają je do banku. Widzimy też, że klienci korzystający z wpłatomatu, ale też innych naszych innowacji, czyli placówek coworkingowych Idea Hub oraz bankowości elektronicznej Idea Cloud, są znacznie bardziej lojalni, częściej korzystają z kart i kredytów.
Czy praca CFO jest ciekawa? Jakie są najbardziej pasjonujące elementy w pracy CFO?
Jeśli ktoś lubi cyfry i analizy, to jest bardzo ciekawa. Gdy jeszcze studiowałam na SGH, myślałam, że praca w bankowości inwestycyjnej w Londynie to jest coś naprawdę pasjonującego. Ale gdy zaczęłam współpracować z bankierami inwestycyjnymi, zrozumiałam, ile czasu „tracą” oni na transakcje, które nigdy się nie zdarzą. Jeżeli 80% swojego czasu przeznaczasz na transakcje, które nie zakończą się powodzeniem, to jest to na swój sposób przygnębiające. Ja mam ten komfort, że jak coś robię, to zazwyczaj widzę efekt końcowy. Oczywiście są też mniej przyjemne aspekty pracy w charakterze dyrektora finansowego – trzeba być taką czerwoną lampką, która kontroluje koszty, nie zgadza się na zatrudnienie dodatkowej osoby, każe optymalizować procesy.
Bank kojarzy się z instytucją dość konserwatywną, zachowawczą, stawiającą na mocne zarządzanie ryzykiem. Z takim zachowaniem kojarzą się raczej ludzie bardziej zaawansowani wiekowo. Młode osoby, takie jak Pani, kojarzą się bardziej z łatwością podejmowania większego ryzyka. Czy to aby bezpieczne dla banku zatrudniać tak młodego CFO?
Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu jest, to żeby zarządzać ryzykiem i żeby było ono na akceptowalnym poziomie. Dyrektor finansowy powinien zwracać uwagę, gdzie jest ryzyko i je mierzyć. Natomiast nie powinien za wszelką cenę ograniczać ryzyka, ponieważ nie da się prowadzić biznesu całkowicie bez ryzyka. Ryzyko nieodłącznie wiąże się też z innowacjami. Dlatego ważne jest, aby nie rzucać się na głęboką wodę, ale robić tak, jak my zrobiliśmy z mobilnym wpłatomatem czy placówkami do coworkingu. Najpierw pomysł, potem jego wprowadzenie w jednym mieście, a gdy klienci potwierdzają, że pomysł trafia w ich oczkowania, rozwój projektu na dużą skalę.
Uważa Pani, iż macierzyństwo pomaga w pracy/karierze. W jaki sposób? Może Pani rozwinąć ten temat?
Macierzyństwo powoduje, że człowiek jest bardzo zorganizowany. Dom to jest taka mała firma i wiadomo, że jeśli są małe dzieci, na kobietę spada więcej obowiązków. Wspaniale jest, gdy mężczyzna ma funkcję wspierającą, ale to nigdy nie rozkłada się po równo. Natura tak to ukształtowała, że to kobieta w pierwszych latach życia dziecka jest dużo bardziej zaangażowana. Gdy zaczynam w domu wszystkich ustawiać, mój mąż mówi „daj spokój, nie jesteś w pracy”. Ale to tak jest, człowiek po prostu musi pewne rzeczy ułożyć, żeby dobrze funkcjonowały.
Wydaje mi się, że posiadanie większej liczby obowiązków, czy to jest macierzyństwo, czy opieka nad chorymi rodzicami, czy posiadanie zwierzaków, powoduje, że człowiek jest bardziej zorganizowany, bo musi znaleźć czas na wszystko.
Rozmawiał Marcin Dziadkowiak


























































