Pierwszy kwartał 2012 roku był jednym z najlepszych w historii światowych giełd. Inwestorzy chcieliby kontynuacji wzrostów, lecz na przeszkodzie mogą stanąć problemy światowej gospodarki. Natomiast z pomocą może przyjść nieoceniony Ben Bernanke.
Uspokojenie atmosfery wokół europejskiego kryzysu przyniosło inwestorom ulgę po nerwowej końcówce 2011 roku, kiedy wydarzenia na rynkach były kształtowane przez doniesienia o problemach kolejnych europejskich krajów. Przeszło bilion euro wpompowanych w system bankowy przez Europejski Bank Centralny rozładowało napięcia w systemie finansowym i przyniosło upragniony spadek rentowności obligacji.
Koniec europejskiego kryzysu
Inwestorzy są świadomi, że europejski kryzys pozostaje otwartą kwestią. Jednak poprawa na rynku obligacji, a także zgoda Niemiec na wspólne funkcjonowanie dwóch funduszy pomocowych, które prawdopodobnie zostaną powiększone do 800 mld euro, pozwala z większą nadzieją patrzeć w przyszłość.
Duże znaczenie ma działalność EBC, który pokazał, że nie dopuści do bankructw banków. Prezes Mario Draghi obniżył stopy procentowe i wprowadził operacje długoterminowego refinansowania. Zaangażowanie EBC powinno pomóc przezwyciężyć trudności Hiszpanii, wokół której ostatnio nagromadziło się wiele wątpliwości.
Potrzebny jest wzrost gospodarczy
Rozwiązanie problemów z finansowaniem rządów zbiegło się w czasie z wyraźną poprawą sytuacji gospodarczej na świecie. Chociaż koniunktura wciąż pozostaje daleka od zadowalającej, to początek roku był znacznie lepszy, niż prognozowano pod koniec 2011 roku.
Teraz kluczową kwestią jest wyjście z recesji. Niestety, arsenał środków pobudzających gospodarkę został wyczerpany, gdyż stopy procentowe niższe być już chyba nie mogą, a zadłużone rządy nie mogą pobudzać wzrostu w poprzez zwiększenie wydatków budżetowych. Nikłe ożywienie gospodarcze stanowi jedno z głównych zagrożeń dla sytuacji na rynkach, gdyż oznacza kiepskie wyniki spółek.
Ropa naftowa zatrzyma wzrosty?
| W co warto zainwestować? |
![]() |
Ewentualna wojna z Iranem oznaczałaby poważne problemy z dostawami paliw i pogłębiłaby problem inflacji na świecie. Konflikt zbrojny pokrzyżowałby plany banków centralnych, które zamierzają pobudzać wzrost gospodarczy niskimi stopami procentowymi i stymulacją pieniężną.
Materializacja czarnego scenariusza jest jednak mało prawdopodobna. Ponadto rekordowe ceny ropy naftowej coraz mocniej doskwierają gospodarce i nie będą akceptowane w długim terminie. Ceny spadną, podobnie jak miało to miejsce przed rokiem, kiedy ropa drożała wraz z rozlewaniem się rewolucji po świecie arabskim i także przewidywano, że osiągnie nowe, historyczne szczyty. Ponadto politycy mają w zanadrzu rezerwy ropy naftowej, których uwolnienie utemperuje wzrost cen surowca.
Bernanke wpompuje pieniądze
Rezerwa Federalna pod wodzą Bena Bernanke dwukrotnie wpompowała pieniądze do gospodarki w formie ilościowego łagodzenia (quantitative easing), aby pobudzić wzrost zatrudnienia. Obecna ocena sytuacji gospodarczej prezentowana przez szefa Fed pozwala przewidywać, że amerykański bank centralny przygotowuje się do dostarczenia kolejnych kontenerów zielonkawego papieru. Chociaż na początku roku sytuacja uległa wyraźnej poprawie, to Bernanke wciąż uważa, że wzrost jest zbyt wolny.
Otwartą kwestią jest sposób dostarczenia pieniędzy do gospodarki. Bernanke często podkreśla niezadowolenie z sytuacji na rynku nieruchomości, dlatego można oczekiwać, że pieniądze powędrują właśnie w tym kierunku. Możliwy jest chociażby skup przez Fed papierów opartych na kredytach hipotecznych lub program wspierający popyt na rynku mieszkaniowym na wzór programu „cash for clunkers” (kasa za grata), którego celem było wsparcie koncernów motoryzacyjnych.
Kreatywność bankierów centralnych jest na tyle duża, że trudno przewidzieć, jakie instrumenty zostaną zastosowane. Nie zmienia to faktu, że dodruk pieniądza przez Fed jest niemal pewny ze względu na nadchodzące wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, gdyż tylko dobra koniunktura zapewni reelekcję Baracka Obamy.
Twarde lądowanie w Chinach
![]() | Krzysztof Kolany: Niemcy dali sygnał do rozpoczęcia hossy |
Nagromadzenie trudności grozi silnym wyhamowaniem wzrostu drugiej gospodarki świata. Twarde lądowanie w Chinach byłoby ciosem dla światowej koniunktury. Załamanie w Państwie Środka jest wieszczone od dawna, lecz czarne scenariusze nie zrealizowały się ani razu. Chińska gospodarka jest wciąż elastyczna i potrafi przystosować się do zmiany warunków, dlatego i tym razem powinna przezwyciężyć problemy.
Jednak kontynuacja hossy
Zestawienie szans z zagrożeniami dla kontynuowania hossy pozwala na optymizm. Scenariusze bankructwa Hiszpanii lub innych krajów, załamanie w Chinach, czy nowe rekordy cen ropy naftowej są mało prawdopodobne.
Natomiast realny jest dodruk pieniądza przez Rezerwę Federalną, która musi troszczyć się o koniunkturę przed nadchodzącymi wyborami prezydenckimi. Pozostałe najważniejsze banki centralne prowadzą luźną politykę pieniężną, co sprzyja cenom akcji niezależnie od fundamentów gospodarczych. Szansa na kontynuowanie hossy w najbliższych kwartałach jest zatem znacznie większa niż ryzyko spadków niemających charakteru innego niż krótkoterminowa korekta.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl






























































