Herbert Wirth o KGHM-ie, odpisach, Chile i dywidendach

Choć od odwołania Herberta Wirtha ze stanowiska prezesa KGHM-u minęły już dobrze ponad dwa lata, jego nazwisko często powraca w rozmowach o spółce. Nowy zarząd zarzuca byłemu prezesowi nietrafione decyzje inwestycyjne z Sierrą Gordą na czele, część akcjonariuszy z kolei z sentymentem wspomina solidne dywidendy wypłacane za kadencji Wirtha. Co dzisiaj robi były prezes KGHM-u i jak patrzy na obecną sytuację w spółce? Zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy z Herbertem Wirthem.

Herbert Wirth, prezes KGHM-u w latach 2009-2016, geolog, doktor habilitowany nauk technicznych
Herbert Wirth, prezes KGHM-u w latach 2009-2016, geolog, doktor habilitowany nauk technicznych (fot. Marek Wiśniewski / Puls Biznesu)

Adam Torchała, Bankier.pl: Co robi prezes wielkiej, kontrolowanej przez Skarb Państwa spółki, gdy przestaje już być prezesem?

Herbert Wirth, prezes KGHM-u w latach 2009-16, geolog, doktor habilitowany nauk technicznych: Zawsze miałem inklinacje naukowe. Przyznaję, że gdy kończyłem studia na AGH, to bardzo chciałem zostać naukowcem, ale "palec boży" w osobie mojej małżonki powiedział: „tylko spróbuj!”. Zawsze chciałem się dzielić z młodzieżą swoimi informacjami, wiedzą, doświadczeniem i teraz to po części realizuję.

Słuchają?

Dzisiejsza młodzież jest nieco bardziej narodowo-socjalna. Wykładam np. zarządzanie procesami i pytam się słuchaczy: „ilu z was chciałoby prowadzić własny biznes?”. Na 34 osoby zgłosiły się tylko dwie. Reszta marzy o dobrej posadzie w KGHM-ie czy urzędach. Nie jestem - w sensie ekonomicznym - jakimś skrajnym neoliberałem, ale uważam, że trzeba samemu zabezpieczać swój byt. Dzisiejsza władza w tym nie pomaga, ich hasło brzmi: "my wam wszystko damy".

Czy z takim wolnorynkowym podejściem nie dusił się Pan w państwowej spółce?

Nie. Próbowałem robić tam różne - bardziej lub mniej - niekonwencjonalne rzeczy. Zaczęliśmy np. współpracować z nauką, ponieważ przy wyzwaniach i problemach dzisiejszego górnictwa, dużej wagi nabierają nowe technologie. Uważamy, że co jak co, ale przy pomocy takich znakomitych ośrodków, jak AGH, Politechnika Wrocławska czy ośrodki z Górnego Śląska, możemy dać radę. Dla mnie jest niezrozumiałe, że KGHM zaprzestał tej współpracy. Był m.in. sławetny projekt „Inteligentna kopalnia”. Może niektórym źle się on kojarzy, ale gdy popatrzymy wyzwania, które są we współczesnym górnictwie, bez współpracy z naukowcami szanse, by im sprostać, są nikłe. Tak więc na ile w spółce, w tych ograniczonych, ścieśnionych warunkach było swobody, ja się realizowałem.

Nie sposób oceniać Pana prezesury bez poruszenia tematu Quadry. Niektórzy uważają, że to były najlepsze lata KGHM-u, inni wypominają jako błąd. Jak Pan teraz patrzy na to z dzisiejszej perspektywy?

Moim zdaniem to były najlepsze czasy dla KGHM-u, stwarzały szanse na globalny rozwój spółki, a tym samym polskiego przemysłu wydobywczego. Oczywiście ja tu nie jestem obiektywny, ale przykładowo młodzi ludzie, których uczę, nie mają nawet poletka, gdzie by tego górnictwa mogli się porządnie nauczyć. W Polsce mamy górnictwo schyłkowe: węgiel brunatny, rudy głównie miedzi i cynku, a tak koniec. Dlatego wyszliśmy poza Polskę, dlatego Kanada, Stany Zjednoczone czy Chile. Teraz nasze projekty są jednak zamykane.

Pan jednak był w spółce wiele lat, teraz prezesi, a więc i koncepcje, wymieniani są jak rękawiczki.

Sukces polega na tym, by przyciągnąć ludzi do pewnej idei. Ja sobie cenię, że młodzi ludzie za mną ruszyli. Natomiast ludzie w moim wieku, 50-latkowie, już mniej chętnie. Także i za moich czasów nie było to wszystko takie jednoznaczne.

To jednak ci młodzi garnęli się do nowych projektów. Przykładowo zorganizowaliśmy Executive Academy dla wyższej kadry. Było to robione przez Instytut Zarządzania w Szwajcarii i Colorado School of Mines. Naiwnie myślałem, że będzie to świetna szkoła dla naszych menadżerów globalnych. Poszli tylko młodzi ludzie. Przykre, że jak przyszła nowa ekipa, to wielu z nich po prostu wyrzuciła. Ostatnio były pracownik miał zresztą rozprawę w sądzie pracy i poprosił mnie, żebym był świadkiem. Wygrał z KGHM-em spór o to, że go wyrzucono, ale KGHM odwołał się nagle, podając nowy argument: mobbing. To jest niepojęte… Tłumaczyłem sędzinie, że gdy kradnie się maszynę, to jest postępowanie, szuka się winnych. Z kolei gdy wyrzuca się bardzo kompetentnych ludzi, żadnego dochodzenia się nie robi. Ot, skreśla się ich i tyle. A to przecież też ważna część spółki.

W latach prezesury Herberta Wirtha kurs KGHM-u miewał swoje wzloty i upadki.
W latach prezesury Herberta Wirtha kurs KGHM-u miewał swoje wzloty i upadki. (Bankier.pl)

Weźmy przykład Chile. Nie było prostą rzeczą wykształcenie i wysłanie tam ludzi, którzy zarządzaliby tym projektem. Nowa ekipa przyszła i od razu wymieniła 20 osób. Oczywiście nie każdy jest idealny, ale kto postępuje w ten sposób na taką skalę? Nasi partnerzy z Japonii się temu nie mogli nadziwić. Niektórzy ze zwolnionych szybko znaleźli zresztą pracę u Japończyków, w pobliskiej kopalni Casarones. Głosy niezrozumienia słyszę także z Kanady.

Moim celem było budowanie wartości firmy. Marzyłem o wyjściu poza granicę i zarabianiu na tym. Stworzeniu z KGHM-u międzynarodowej firmy. Częściowo mi się to udało, nie jest to jednak kontynuowane. Natomiast z punktu widzenia pracownika moja ocena może wyglądać zupełnie inaczej. Byłem przeciwnikiem dawania pieniędzy tylko za to, że ktoś był pracownikiem. Nie było „czy się stoi, czy się leży”. Kończyłem karierę, gdy średnia płaca była ok. 9,6 tys. zł i zawsze przekonywałem, że "jak urobicie więcej, lepiej, bezpieczniej, to wtedy się podzielimy". A jeżeli nie ma wzrostu produktywności, to wzrost płac to tylko inflacja. Dlatego pracownicy mnie być może nie lubili, ale ja nie byłem od lubienia, a od zarządzania.

Ale czy ta Quadra nie była jednak za droga? To, że KGHM wówczas przepłacił, sugeruje nie tylko "nowa ekipa"...

Myśmy to wyceniali według formuły NAV, czyli Net Assets Value. Porównywaliśmy wycenę Quadry do innych firm. 9 mld zł było ceną adekwatną do tego, co wykazywał rynek. Trzeba też wspomnieć, że nasi doradcy sugerowali nam cenę na poziomie 18-22 dolarów za akcję, co byłoby przesadą. Natomiast trzymanie się 15 dolarów za akcję uważam za – wtedy, według tej metodologii – właściwe.

Oczywiście powinniśmy też spojrzeć, czy te 9 mld zł się zwróci i w jakim czasie. Ile te wszystkie aktywa mogą wygenerować "cashu". Część, np. Victoria, to projekty wysoko obiecujące. Występuje tam pallad, platyna, to naprawdę światowy top. 

Miedź w tych złożach oraz prawa do niej są naprawdę sporo warte. Pytanie jednak, czy my - Polacy, potrafimy zrobić na tym biznes. Jeżeli będzie rządziła polityka, to tę wartość będziemy marnowali. Ta spółka powinna być traktowana nieco w oderwaniu od polityki. Gdy wiedziałem już, że będę musiał odejść, poszedłem do lokalnych polityków z PiS-u i prosiłem ich o jedną rzecz: by nie mieszali w aktywach zagranicznych. Ja mogę sobie jednak prosić, tymczasem przyszedł nowy zarząd, wymiótł wszystkich. To jest właśnie marnotrawienie wartości.

Czyli nawet z dzisiejszej perspektywy uznaje Pan, że za Quadrę nie przepłacono?

Wtedy głównym akceleratorem były ceny miedzi i molibdenu. To, co wydarzyło się na rynku, trochę nas zaskoczyło, teraz jednak ceny odbiły. Inne były też założenia technologiczne, życie jednak zweryfikowało te plany. Sierra Gorda miała być projektem inteligentnym, w którym nie jest zatrudnionych zbyt wiele osób. Dlatego np. zostało tam zainstalowane aż 14 tys. czujników. Wszystko miało być sterowane z tzw. One Control Roomu. 

Zakup Quadry na przełomie 2011-12 roku zbiegł się ze szczytem notowań miedzi. Później surowiec taniał uderzając w opłacalność projektu. Podobnie działo się np. z molibdenem. To właśnie zakup "na górce" jest jednym z głównych zarzutów wobec prezesa Wirtha
Zakup Quadry na przełomie 2011-12 roku zbiegł się ze szczytem notowań miedzi. Później surowiec taniał uderzając w opłacalność projektu. Podobnie działo się np. z molibdenem. To właśnie zakup "na górce" jest jednym z głównych zarzutów wobec prezesa Wirtha (Bankier.pl)

Ludzie są tam sporym wyzwaniem, górnicy skoszarowani są przy kopalni przez 2 tygodnie, potem na tydzień wyjeżdżają i za to wszystko płaci firma. BHP Billiton z Codelco ustalili, że dadzą 25 tys. dolarów każdemu na „froncie” w formie takiej bezzwrotnej quasi-pożyczki, my zaś byliśmy przeciwnikiem takiego podejścia. Jeszcze nie zarobiłem pieniędzy, a już mam je rozdawać?

Codelco i BHP i tak mają problemy ze strajkami

Przy braku rąk do pracy to jest nie do opanowania. Jedyny sposób to autonomiczne maszyny, które sprawiają, że w kopalni nie potrzeba człowieka. Same się uczą, same jeżdżą.

I nadal możemy to wprowadzić w tych amerykańskich projektach KGHM-u?

Tak, ale trzeba woli. W górnictwie pojawiają się zresztą także coraz większe wyzwania związane z geologią. Bo złoża są coraz gorsze, wymagają coraz więcej energii. Nie ma więc możliwości wzrostu np. o 10 proc. bez automatyzacji. Moim marzeniem było, by KGHM, przynajmniej na przodku, sterowany był sieciami neuronowymi. Urządzenie na dole – nazwijmy je kombajnem – uczyłoby się tego, co widzi i rejestruje. Na tej podstawie wydawałby sam sobie polecenia.

Na jakim etapie były te prace?

Przetestowaliśmy już te urządzenie na zasadzie wydajności. Na wstępie założyliśmy, że uzasadniona ekonomicznie wydajność maszyny musi wynieść 50 ton. Udało się osiągnąć 105. Problem pojawił się jednak na kolejnym etapie, ponieważ taśmociągi nie nadążały z odbiorem urobku. Zamiast podejścia "rozwiążmy problem" wygrało podejście „są problemy, lepiej zamknąć”. Gdy odszedłem z KGHM-u, od razu rozebrano tę maszynę. A przecież to nie jest tak, że spółka idzie sobie do sklepu i kupuję taką maszynę z półki. To wszystko wymaga cierpliwości i dopracowywania. Na tym polega biznes. Jeżeli nie chcesz bazować tylko na szczęściu, to musisz być cierpliwy.

Wciąż mamy jednak odpisy, które stanowią dla krytykujących Pana osób koronny argument, że przepłacono. Pan z kolei przytacza tutaj argumenty dotyczące złego zarządzania. Czy owo złe zarządzanie także jest powodem niższej wyceny aktywów?

Między innymi tak. Ważna jest też rola księgowych. Bo czy należało odpisywać aż tyle? Przecież pamiętam, jak na to zareagowali Japończycy. Byli oni mocno zaskoczeni, ponieważ "impairment" przygotowaliśmy z zasadą, że zgodnie z procedurą jest to uzgodnione między współwłaścicielami. Nie robi się też tak, że zbliża się marzec i ja wyskakuje z 5 mld zł odpisu. Jestem ciekawy, czy ktoś zrobi kiedyś szczegółowy audyt, dlaczego zrobiono to właśnie tak. Moim zdaniem główna przesłanka była polityczna. Żeby wykazać, że decyzja o zakupie tych kopalni była zła.

W 2015 i 2016 roku w wyniki KGHM-u uderzyły gigantyczne odpisy. Spółka słabiej radzi sobie jednak także i po wyłączeniu odpisów
W 2015 i 2016 roku w wyniki KGHM-u uderzyły gigantyczne odpisy. Spółka słabiej radzi sobie jednak także i po wyłączeniu odpisów (Bankier.pl)

Czyli są przesłanki ekonomiczne, by odpisy odwrócić?

Moim zdaniem tak. Nie zamykajmy sobie tej furtki. Trzeba także na to spojrzeć z punktu widzenia inżynierii finansowej. Mało kto wie, ale myśmy to kupili w ramach tak zwanej cienkiej kapitalizacji. Czyli 1/3 była zapłacona gotówką, a 2/3 pożyczką. Aby nie płacić dodatkowego, wysokiego podatku od dywidendy, zainwestowaliśmy część pieniędzy w drodze pożyczki, której zwrot nie jest tak opodatkowany. Odpisy utrudniają nam odzyskanie pożyczki,

Są też projekty, które odwrócić trudniej. Na przykład Ajax, gdzie jest problem z pozwoleniem. 

Zaskoczenie. To był projekt zaakceptowany przez rząd i był na liście piętnastu z zielonym światłem do realizacji. Jest to więc ewidentna nieudolność ekipy zarządzającej projektem w Kanadzie. O takie rzeczy trzeba dbać. Przecież nawet w Polsce, by KGHM dostał koncesję, trzeba biegać, działać, a zwłaszcza przekonać społeczność lokalną. To podstawa.

Informacja o zakupie Quadry pojawiła się już po ogłoszeniu podatku miedziowego. Czy podatek miał jakiś wpływ na Państwa decyzję?

Żadnego, podatek był wtórny. Mógłbym nawet powiedzieć, że była to swego rodzaju „kara”. Chcecie wejść do Ameryki, znaczy macie dużo gotówki…

W tamtym czasie w KGHM-ie akurat rzeczywiście było sporo gotówki…

Podatki trzeba płacić, choć wymiar tego podatku nigdy nie był dla mnie akceptowalny. Dodatkowo pojawia się problem: „co dalej?”. Gdyby KGHM był podzielony na centra produkcyjne, to przykładowo ZG Lubin jest „pod wodą”, czyli ma koszty – m.in. z powodu podatku – wyższe od przychodów. Z ekonomicznego punktu widzenia należałoby to zamknąć.

No właśnie, mamy podatek, coraz trudniejsze do wydobycia złoża, czy więc w ogóle ten biznes w Polsce jest jeszcze opłacalny?

Jak najbardziej. Mamy relatywnie bogate złoża, przeciętna to jest do 2 proc. miedzi. Jest jednak pytanie, czy system eksploatacji jest adekwatny do wyzwań, które napotykamy na dole. Nad tym trzeba pracować, bo gdybyśmy cały czas działali tym samym systemem, to za chwilę rzeczywiście możemy powiedzieć, że to jest nieopłacalne.

Ostatnio KGHM zapowiedział ogromne inwestycje w Polsce oraz m.in. intensyfikację prac na Głogowie Głębokim. Jak Pan ocenia to złoże?

Jest to złoże perspektywiczne, ale nie tak bogate jak Rudna. Gdybyśmy popatrzyli na mapę, to ta miedź nie jest już jedną wielką płachtą. Są wyniesienia, na których miedzi nie ma i skłony, na których miedź jest. Im bardziej się oddalamy od brzegu, tym więcej wybrzuszeń. A niestety eksploatacja tą technologią, którą dziś mamy – komorowo-filarową – przy cienkich złożach, jest absurdem ekonomicznym.

A jak Pan ocenia decyzję o zatrzymaniu wypłat dywidendy?

Jest to zły ruch. Przedsiębiorstwo powinno być przewidywalne…

KGHM w ostatnich latach do tego zera powoli się zbliżał, nie jest to więc kompletne zaskoczenie

Inwestorom trzeba płacić, uczciwie dzielić się zyskiem. Gdyby KGHM był lepiej zarządzany, miałby też inne wyniki finansowe. Niedopuszczalnym jest, że produkcja miedzi wynosi mniej niż 400 tys. ton z własnych zasobów. Zawsze uważałem, że poziom produkcji z własnych zasobów powinien sięgać 420-425 tys. I to był ten "break even point", poniżej którego nie mogliśmy spaść. Dywidenda to także pytanie o filozofię zarządzania firmą. Czy idziemy w budowanie wartości, czy w socjal i dostarczanie profitów interesariuszom wewnątrz oraz samorządom. 

Dywidendy KGHM-u
Rok Dywidenda na akcję Suma dywidendy Stopa dywidendy w proc.
2001 1,00 200 000 000,00 5,49
2005 2,00 400 000 000,00 5,87
2006 10,00 2 000 000 000,00 8,93
2007 16,97 3 394 000 000,00 13,69
2008 9,00 1 800 000 000,00 9,20
2009 11,68 2 336 000 000,00 14,79
2010 3,00 600 000 000,00 3,07
2011 14,90 2 980 000 000,00 7,57
2012 28,34 5 668 000 000,00 19,56
2013 9,80 1 960 000 000,00 8,03
2014 5,00 1 000 000 000,00 3,94
2015 4,00 800 000 000,00 3,19
2016 1,50 300 000 000,00 2,05
2017 1,00 200 000 000,00 0,88
2018 brak
Źródło: Notoria EquityRT

Główny akcjonariusz "dywidendę" wciąż jednak otrzymuje, ale pod płaszczem podatku. Dzięki niemu Skarb Państwa może zainkasować z KGHM-u 1,7 mld zł z pominięciem innych inwestorów.

Tak, ale inwestorzy indywidualni też nie są bez winy. Gdy wprowadzono podatek, nikt z nich nie protestował otwarcie.

Inwestorom indywidualnym ciężko się przebić, choć fakt, że ich aktywność to spory mankament. Przykładowo na WZA GetBacku, na którym przegłosowywano kontrowersyjną emisję, głos zabrały bodaj dwie osoby. Być może inwestorzy wychodzą z założenia, że po co przyjeżdżać na walne, skoro główny akcjonariusz bądź Skarb Państwa i tak sobie przegłosuje, co chce.

Trzeba jednak dać sygnał, że coś nam się nie podoba. Podatek to uprzywilejowanie jednego akcjonariusza.

Ja z kolei czytałem teorię, że w KGHM-ie nawet chciano wypłacić dywidendę, plany pokrzyżowała jednak awaria pieca. Jak Pan patrzy w ogóle na tę awarię?

Operacyjny błąd.

O tej awarii też mówiono, że jej źródła leżą w błędach popełnionych za Pana kadencji.

To trochę niegodziwe. W tym przypadku było ewidentne zaniechanie operatora. W procesie produkcyjnym trzeba sprawdzać, czy nie powstają nawisy. Jeżeli ich jest za dużo, trzeba je zlikwidować – proste. A tu czekano, dzień, dwa, kolejny, no i w końcu siadło. Nie był to więc żaden błąd technologiczny czy konstrukcyjny, a typowe zaniechanie operatora.

Jak Pan widzi przyszłość KGHM-u?

Jeżeli nie zmieni się system zarządzania i bez odpowiedniego podejścia do kwestii nowych technologii - ciężko. Jeżeli jednak w spółce dojdą do wniosku, że warto popracować nad zmianą technologii, dopasowaniem jej do specyfiki coraz cięższych złóż, to jest szansa na to, by ta firma była bardzo zyskowna. Powinno się kompletnie zmienić myślenie o wydobyciu. Nie wydobywajmy, tak jak KGHM obecnie – jedziemy tyralierą i zbieramy wszystko – a wybierajmy te najlepsze elementy. Przykładowo gdzieś jest miejsce z dobrą rudą, dochodzimy do niego i skupiamy się na nim.

A jest w Polsce zaplecze, by to myślenie wprowadzać w życie?

Zaplecze jest, tylko musi być wola polityczna. Bezpośrednim zapleczem jest Cuprum, są zakłady doświadczalne, uczelnie takie, jak AGH. Trzeba mieć jednak wyznaczoną strategię. Tak i tak wydajemy pieniądze, mamy kamienie milowe, które chcemy osiągnąć, pilnujemy tego i efekt się pojawi.

KGHM to jednak nie tylko polska polityka, ale w dużej mierze i światowe ceny miedzi. Jak Pan globalnie patrzy na ten rynek?

Jest to jeden z nielicznych metali, na który patrzę bardzo pozytywnie. Miedź, cynk, metale rzadkie to są te, które absolutnie wiążę z przyszłością. Elektromobilność bez nich nie funkcjonuje. Przykładowo w samochodzie elektrycznym Muska 75 kg to miedź, i to nie taka toporna – katodowa, a ta wyższej klasy.

A jak wojna handlowa może wpłynąć na rynek miedzi?

Mamy rentę geograficzną. Nasze główne rynki są tutaj, do Chin zaś sprzedawaliśmy około 20 proc. naszej produkcji. W Europie jest więc miejsce na taką firmę. Być może nawet byłoby warto połączyć siły np. tak, jak ja kiedyś chciałem ze Szwedami. Musimy iść do przodu, a nie tkwić w wojenkach i rozdrapywaniu błędów. W Polsce lepiej nie ryzykować i nie podejmować odważnych decyzji. To niezgodne z mentalnością biznesu.

Czyli nasza mentalność biznesowa jest największym wyzwaniem dla KGHM-u?

Nawet wszystkich spółek Skarbu Państwa. Bo tu każdy jest właścicielem i każdy ma swoje trzy grosze.

Rozmawiał Adam Torchała

Źródło:
Firmy:
Ludzie:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 1 tiptop-52

Wirthus Szkodnikus

! Odpowiedz
3 4 grzechu_comeback

" "my wam wszystko damy"." LITOŚCI! To było lepiej gdy ci jedynie słuszni mówili: "my was orżniemy a potem wydymamy"??? Taki nagły wzrost odwagi w komentowaniu, to oczywiście, w podzięce za odebranie koryta? Jak na razie, to widzę również zachęty dla tych młodych i uzdolnionych do zakładania "własnych biznesów". O tym akurat "liberałowie" nie POmyśleli i stworzyli takie państwo, gdzie NIEWIELU miało ochotę ryzykować.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 5 grzechu_comeback

jak mam konkurować gdy muszę płacić VAT, rozliczać się ze skarbówką, przejmować się przepisami itd, podczas gdy przyjaciele jedynie słusznych np jedną rozmową przy ośmiorniczce mogli nabyć PRZEMYSŁ CHEMICZNY za półdarmo??????

! Odpowiedz
16 44 wektorwg

A Pan Wirth to kiedy otworzy własny biznes?
Młodzi którzy mają kwalifikacje nie powinni otwierać firm tylko iść na etat....
Bez doświadczenia zostaną pożarci przez innych

! Odpowiedz
KGHM -1,82% 89,30
2018-11-09 17:01:52
WIG -1,27% 56 924,39
2018-11-09 17:05:00
WIG20 -1,35% 2 232,25
2018-11-09 17:05:00
WIG30 -1,53% 2 530,73
2018-11-09 17:15:00
MWIG40 -1,49% 3 893,70
2018-11-09 17:15:00
DAX -1,77% 11 325,44
2018-11-12 17:34:00
NASDAQ -2,78% 7 200,87
2018-11-12 22:02:00
SP500 -1,97% 2 726,22
2018-11-12 21:59:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl