Plany greckiego ministra finansów są dosyć śmiałe. Yanis Varoufakis deklaruje, że chce jak najszybciej dogadać się z Unią Europejską i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Na dowód tego, obiecuje spłatę 450 mln euro pożyczki w terminie, a więc już 9 kwietnia. Gdyby jednak podczas kwietniowego spotkania ministrów finansów coś miało pójść nie po myśli greckiego rządu, jego szef jeszcze w tym tygodniu udaje się z wizytą do Moskwy.


Greckie asy w rękawie
- Spór o Grecję nie jest sporem o gospodarkę. Teraz chodzi już o problemy polityczne, o to jaką pozycję będzie miała Grecja w UE. Przedstawiciele różnych jej gremiów, otwarcie ostrzegają Grecję przed głębszą współpracą z Rosją. Wiadomo bowiem, czym grecki rząd handluje w stosunkach z Moskwą – obietnicą blokowania sankcji i łamania jedności unijnej w sprawie wojny na Ukrainie – ocenił Sebastian Płóciennik z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Choć Grecja nie podała, skąd chce zdobyć fundusze na spłatę kredytu, możliwości nie ma wiele. – Nie sądzę, by rząd chciał spłacać zobowiązania kosztem obywateli, którzy zaledwie kilka miesięcy temu wystawili mu ogromny kredyt zaufania. Spodziewam się, że te pieniądze są już gdzieś odłożone i stanowią swego rodzaju kartę przetargową z wierzycielami – komentuje dziennikarz "Pulsu Biznesu", Bartosz Godusławski.
Podobnego zdania jest Sebastian Płóciennik, który krytycznie ocenia pomysł Grecji na skuteczne wyjście z kryzysu. Chcą oni postawić na pobudzenie popytu w gospodarce i doprowadzenia do redukcji długów jednak o dalszym oszczędzaniu nie może być mowy. Od sierpnia ubiegłego roku Grecja nie otrzymuje środków z pakietu ratunkowego. Parlament zdecydował nawet o powołaniu specjalnej komisji, która zbada okoliczności zgody rządu na przyjęcie w ostatnich latach pożyczek w wysokości 240 miliardów euro. Tyle Atenom w celu ratowania finansów państwa przekazały od 2009 roku Unia Europejska i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

























































