Czy kryptowaluta Facebooka będzie niewypałem?

analityk Bankier.pl

Oficjalna zapowiedź pojawienia się na rynku kryptowaluty firmowanej przez Facebooka wzbudziła spore zainteresowanie. Społecznościowy gigant nie odnotował do tej pory wielu sukcesów na rynku płatności. Czy cyfrowa „moneta” może podzielić losy poprzednich eksperymentów Facebooka?

Pierwsze doniesienia o planach Facebooka dotyczących stworzenia własnej cyfrowej waluty pojawiły się pod koniec 2018 r. Późniejsze potwierdzenie pogłosek nie było zatem zaskoczeniem dla obserwatorów rynku. Wiadomo, że projekt ma ruszyć w 2020 r., chociaż w mediach wspomina się o szybszej, czerwcowej premierze.

(fot. Dado Ruvic / Reuters)

O idei zrodzonej w Facebooku wiadomo stosunkowo niewiele, ale komentatorzy wskazują, że tym razem społecznościowy gigant działa z rozmachem. Świadczyć mogą o tym rozmowy z regulatorami rynków w kilku krajach oraz, rzekomo, negocjacje prowadzone z instytucjami finansowymi i internetowymi detalistami.

Co wiemy o kryptowalucie Facebooka?

Wirtualna waluta Facebooka nosi, zapewne tymczasową, nazwę GlobalCoin. Co ciekawe, token o takiej nazwie (GLC) już istnieje, ale nie ma nic wspólnego z firmą Marka Zuckerberga. Został wprowadzony na rynek w 2012 r. i nie zyskał godnej odnotowania popularności. Można dziś uznać go za „martwą kryptowalutę”.

Zgodnie z zapowiedziami kryptowaluta Facebooka ma być tzw. stablecoinem, czyli walutą o stabilnym kursie wobec wybranego aktywa. „Kotwicą” dla GlobalCoin będzie dolar amerykański, a niezmienność kursu mają zapewnić rezerwy oficjalnej waluty (lub walutowy koszyk według innych źródeł). Można zatem podejrzewać, że emisja odbywać się będzie na zasadzie „1 do 1” – za jednego wpłaconego dolara otrzymamy jednego GlobalCoina.

Tajemnicą owiana jest techniczna strona przedsięwzięcia. W schemacie Bitcoin podstawę infrastruktury stanowią węzły sieci, potwierdzające transakcje i tworzące kolejne bloki we wspólnie utrzymywanej historii systemu. Sieć jest otwarta – może do niej dołączyć każdy, kto skorzysta z odpowiedniego oprogramowania.

Facebook, jak można się domyślać, nie zamierza oprzeć się na zupełnie zdecentralizowanym podejściu. Nie chce jednak także sam utrzymywać całej infrastruktury. W tym celu, jak donoszą dobrze poinformowane źródła, firma zamierza stworzyć fundację, której partnerzy będą pełnić rolę zarządzających schematem, dawców kapitału i, zapewne, węzłów prowadzących rozproszony rejestr transakcji. Takie podejście ma pozwolić zyskać zaufanie rynku. Za projektem nie będzie stał wyłącznie Facebook, ale także grono instytucji finansowych i firm technologicznych.

Jak do tej pory Facebook radził sobie w płatnościach?

Niewielu dziś pamięta, że Facebook miał już własną wirtualną walutę – Facebook Credits. Służyła ona do dokonywania płatności w grach i aplikacjach działających na społecznościowej platformie firmy. Historia przedsięwzięcia sięga 2009 r., a więc czasów, gdy współczesne kryptowaluty dopiero raczkowały.

Facebook Credits był systemem zamkniętym – jednostki można było zakupić online albo w postaci fizycznych kart sprzedawanych w sklepach (podobnie jak dziś np. doładowania konta Google Play). Nie było jednak sposobu, by raz wpłacone pieniądze wycofać. Tego typu schematy służą zwykle stymulowaniu popytu w ramach ograniczonego ekosystemu. Użytkownikom platformy można np. rozdawać jednostki waluty i w ten sposób zachęcać do kupowania usług. Mechanizm „przedpłaconej waluty” może także uprościć rozliczenia i ograniczyć koszty związane z akceptacją płatności przez deweloperów aplikacji. Nie bez znaczenia jest również fakt, że operator schematu wprowadzając wirtualną walutę jako jedyny środek płatniczy na swojej platformie, zyskuje pełną kontrolę nad transakcjami.

W 2012 r. Facebook ogłosił, że zamyka projekt Facebook Credits. Środki zgromadzone przez użytkowników zostały zamienione z powrotem na oficjalne waluty, a w 2013 r. funkcja stała się zupełnie niedostępna.

Społecznościowy gigant próbował swoich sił także na rynku płatności pomiędzy osobami fizycznymi (P2P). W pierwszej kolejności opcję wysyłania pieniędzy za pomocą Messengera wprowadzono w USA. W 2017 r., po uzyskaniu licencji instytucji pieniądza elektronicznego w Irlandii, rozszerzył zasięg usługi o Wielką Brytanię i Francję. Również w tym przypadku projekt stracił pierwotny rozpęd. W czerwcu 2019 r. usługa zostanie wycofana w Europie. W Stanach Zjednoczonych firma nadal stara się konkurować z Venmo i innymi dostawcami podobnych rozwiązań, na razie jednak wyniki są rozczarowujące.

W 2017 r. 39 mld dolarów z 40 mld dolarów przychodów Facebooka dostarczył biznes związany z reklamą. Obsługa płatności (m.in. za zakupy w grach działających na platformie) odpowiada za „zaledwie” nieco ponad 700 mln dolarów. W dodatku ta część rośnie coraz wolniej. Facebook stara się zdywersyfikować swoją działalność, ale na razie płatności, sprzęt VR i usługi dla przedsiębiorstw (Facebook for Workplace) to tylko przystawka do wielkiej reklamowej machiny.

Do kogo ma trafić kryptowaluta Facebooka?

Umiarkowany sukces poprzednich płatniczych przedsięwzięć Facebooka podpowiada, że tym razem firma będzie chciała zmienić podejście. Po pierwsze, kryptowaluta ma znaleźć zastosowanie nie tylko na platformie społecznościowej. Ze skąpych zapowiedzi wynika, że pierwszoplanowym celem będą nieubankowieni w wybranych krajach. Firmie Zuckerberga może zechcieć powtórzyć w nieco innym wykonaniu sukces Alipay i WeChat.

W krajach takich jak Indie, gdzie z usług Facebooka (w tym aplikacji WhatsApp) korzystają setki milionów użytkowników, a jednocześnie dostęp do tradycyjnych usług bankowych kuleje, taka strategia ma szanse powodzenia. Dodatkowo powiązanie wartości kryptowaluty z dolarem amerykańskim może być ważną przewagą na terytoriach, gdzie lokalny pieniądz nie ma stabilnej siły nabywczej. „Portfel Facebooka” może okazać się odpowiednikiem prostego rachunku płatniczego – pozwoli przesyłać pieniądze, przechowywać nadwyżki, wykonywać transakcje online i, z czasem, w fizycznych sklepach.

Warunkiem jest przełamanie wszelkich przeszkód regulacyjnych, by swobodnie działać na najbardziej obiecujących rynkach. Facebook zdecydowanie ma zasoby, by sobie z tym poradzić, chociaż nie pomaga mu nadszarpnięta ostatnio reputacja, zwłaszcza w obszarze dbałości o prywatność użytkowników.

Naturalnym kierunkiem rozwoju projektu GlobalCoin są również przekazy transgraniczne. Facebook ma globalny zasięg, a wkrótce planuje zintegrowanie kilku usług (Instagram, Messenger, WhatsApp), co jeszcze poszerzy należącą do niego sieć komunikatorów. Kryptowaluta pozwoli ominąć przestarzałą infrastrukturę rozliczeń i zaproponować atrakcyjne ceny przekazów. Ponownie, warunkiem powodzenia jest spełnienie wymagań prawnych w poszczególnych krajach, przynajmniej na tyle, by opanować najbardziej atrakcyjne „korytarze walutowe”.

W krajach, gdzie infrastruktura płatności bezgotówkowych jest dobrze rozwinięta kryptowaluta Facebooka może mieć znacznie trudniejsze zadanie. Użytkownicy platformy mają szeroki wybór instrumentów płatniczych i nie jest jasne, dlaczego mieliby powierzyć swoje pieniądze amerykańskiemu gigantowi. Sama prostota rozliczeń, jak pokazał przykład „przelewów” w Messengerze, może nie wystarczyć.

Tutaj Facebook może sięgnąć po inne narzędzia. Jednym z nich jest wojna cenowa, w której będzie się starał zachęcić akceptantów (sklepy online itp.) do przyjmowania GlobalCoin. Sprzedawcy niechętnie płacą kilka procent od każdej transakcji kartą i mogą przychylnym okiem spojrzeć na nową opcję. Po zbudowaniu sieci akceptacji Facebook będzie musiał zachęcić drugą stronę rynku – płatników.

Tutaj sposobów jest wiele, począwszy od rozdawania „coinów” (np. za oglądanie reklam, udział w badaniach rynkowych, podzielenie się danymi o preferencjach zakupowych), a na połączeniu działań reklamowych ze zniżkami za wybór kryptowaluty jako formy płatności skończywszy. Facebook dobrze zna swoich użytkowników, ma do nich łatwy dostęp i będzie prawdopodobnie w stanie skutecznie dobrać odpowiednią strategię promocji.

Działania promocyjne na promocyjne na szeroką skalę mogą przy okazji wpłynąć na wartość nowej waluty w stosunku do jej „kotwicy”. Jeśli za internetowe zakupy opłacone „Facebookowym dolarem” zapłacimy mniej niż, gdy wybierzemy dolara amerykańskiego, to kurs GlobalCoin może oderwać się od parytetu. Wprawdzie efekt ten występuje w przypadku różnych innych pseudowalut (np. kart podarunkowych, punktów lojalnościowych itp.), to nie są one tak płynne jak czysto elektroniczny pieniądz, który pewnie będzie przedmiotem handlu na giełdach kryptowalut. Na pewno będzie to interesujący obiekt dla badaczy współczesnych form pieniądza.

Co z tego będzie miał Facebook?

Kryptowalutowa ofensywa Facebooka ma prawdopodobnie posłużyć firmie do zbudowania „drugiej nogi” biznesu, który dziś oparty jest tylko na jednym, reklamowym, filarze. Na razie można tylko podejrzewać, z czego firma zamierza czerpać przychody.

W schemacie zapewne przewidziano opłaty transakcyjne. Niewiadomą pozostaje, dopóki system nie ruszy, kto będzie je ponosił. Być może płacić będą wszyscy dokonujący operacji, podobnie jak w przypadku innych kryptowalut. Możliwe są także inne opcje – np. prowizja „przy wyjściu”, czyli wymianie na oficjalny pieniądz. Takie rozwiązanie możliwe byłoby, gdyby schemat nie miał w pełni otwartego charakteru, a operator kontrolowałby wymianę.

Emisja kryptowaluty w formie, jaką planuje Facebook może przynieść także inne korzyści. Wpłacający środki do systemu (nabywający „coina”) udzielają firmie nieoprocentowanej pożyczki. Nawet jeśli pieniądze te będą zablokowane jako rezerwa, to mogłyby być ulokowane w bezpiecznych instrumentach finansowych przynoszących dochód. Wiele w tym przypadku zależy od formy prawnej emitenta, ale przy globalnej skali taki szczegół może przynieść spore korzyści. Wiadomo już również, że partnerzy fundacji czuwającej nad schematem tworzonym przez Facebooka będą musieli zapłacić za dostęp do przedsięwzięcia. To kolejne źródło przychodów dla społecznościowego giganta, tym razem występującego w roli aranżera konsorcjum.

Niewypał niewykluczony

Olbrzymia skala działania, ogromne zasoby, najlepsi ludzie – to wszystko przemawia za sukcesem kryptowalutowego przedsięwzięcia Facebooka. Firma atakuje jednak niezbadane terytorium. Zdecentralizowane kryptowaluty nie sprawdziły się dotąd jako środek wymiany, a ich użytkownicy cenią je przede wszystkim ze względu na niezależność od państwowej władzy, a nie przydatność w codziennych transakcjach. Stablecoiny także nie znalazły szerokiego zastosowania, oprócz funkcji pośrednika w operacjach na giełdach. Kryptowaluty emitowane przez instytucje finansowe z kolei są dopiero w fazie wczesnego rozwoju i mają wąskie ambicje – ograniczone do wykorzystania w sektorze.

Facebook chce zdobyć parę szczytów na raz – dotrzeć do mas, stworzyć nowy schemat płatności i skupić wokół siebie akceptantów oraz branżowych graczy. W najgorszym razie Facebook będzie miał za sobą kolejną porażkę, z której wnioski przydadzą się chociażby bankom centralnym rozważającym wydawanie oficjalnego cyfrowego pieniądza.

Michał Kisiel

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 4 tantael

10 mln za bycie nodem, lol.... Jaki jest w ogóle sens tego projektu, zatrudnili drogich specjalistów którzy nie ogarniają podstawowych koncepcji?

! Odpowiedz
1 10 caesar_m

Raczej nie wróżę powodzenia. To że zatrudnili za grube pieniądze drogich specjalistów to tylko gwarancja że dużo wydadzą. Przede wszystkim dlatego że Facebook leży na dokładnie innej planecie niż kryptowaluty. Istotą wartości kryptowaluty jest anonimowość i nienamierzalność w połączeniu z łatwością bezpiecznego przechowywania . A Facebook to chciałby kamery w kiblach i lodówkach umieszczać no i oczywiście mieć możliwość np zablokowania środków (tak jak blokuje konta). Trzeba się zdecydować po której stronie mocy się opowiadamy...Facebook mocno zapracował na swoją opinię i raczej jego kryptowaluta będzie omijana szerokim łukiem...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
4 4 dziki_losos

Co ciekawe, Bitcoin też nie daje anonimowości i nienamierzalności, bo historia transakcji (a zatem i stan portfela) jest publiczna. Są inne, mniej znane kryptowaluty, które to oferują.

! Odpowiedz
5 4 open_mind

Powstawanie lawinowi krypto walut świadczy o niepewności w dziale fiat money, Natomiast same krypto to kolejne badziewie gdzie już nawet babcie klozetowe wypuszczają swoje krypto waluty, wszystko w tym temacie.

! Odpowiedz
4 2 historykgpw

Ja tam preferuję transfery gotówki; płacę i druga strona na drugim końcu świata w ciągu kilku minut ma gotówkę, żeby tylko można było dokonywać transferów z niższymi prowizjami, bo na chwilę obecną ten rynek jest praktycznie zmonopolizowany i opłaty za transakcje + przewalutowanie to zdzierstwo.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 10 trooper

To co opisujesz to nie transfer gotówki a transfer elektroniczny (nawet nie wiesz jakie operacje prowadzone są w tle). Transfer gotówki, to byłby jakbyś na ten drugi koniec świata poleciał z gotówką i ją przekazał.

! Odpowiedz
3 13 sel

Sprzedający działki na Marsie to nie przedsiębiorcy tylko hochsztaplerzy , niedługo każdy będzie produkował swój krypto śmieć i wieszał w ramce na ścianie prawa do niego., tylko gdzie znajdzie się głupi co to kupi?.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Porównaj oferty

Sprawdź, które banki pożyczą pieniądze na najlepszych warunkach, i ile wyniesie miesięczna rata kredytu.

Znajdź najbardziej zyskowną lokatę bankową. Określ najważniejsze cechy, a wyszukiwarka wybierze najlepsze oferty.