Z badań przeprowadzonych przez Jakoba Nielsena, guru w zakresie użyteczności serwisów internetowych, wynika, że brak wyszukiwarki w serwisach składających się z powyżej 200 podstron jest tym, co zniechęca internautów do ponownego odwiedzenia strony. 90 proc. firm uważa natomiast, że wyszukiwarka to główna forma nawigacji po ich serwisie internetowym (Forrester Research).
Słaba jakość wyszukiwarek w e-commerce jest luką technologiczną, która hamuje rozwój sektora. Jednak postęp w dziedzinie wyszukiwania jest nieunikniony. Wymusza go coraz bardziej agresywna konkurencja pomiędzy sklepami internetowymi, rosnący zasięg internetu oraz większa świadomość i oczekiwania samych internautów, czyli klientów e-sklepów. Tymczasem do sklepu internetowego konkurencji dla klienta jest dokładnie tyle samo kliknięć, co do twojego sklepu. Dlatego cieszy zwracająca ostatnio uwagę coraz większa dbałość e-sprzedawców o użyteczność wyszukiwarek produktów w ich sklepach internetowych. WebSiteStory zbadało, że daje to wymierne korzyści, które można przeliczyć na pieniądze: otóż klienci dokonujący zakupów z wykorzystaniem wyszukiwarki w e-sklepach wydali na zakupy 270% więcej pieniędzy niż pozostali klienci. Warto więc zadbać o to, aby wyszukiwarka pokazywała klientom to, czego szukają.
Cel - wyeliminować słabości stosowanych dotychczas mechanizmów wyszukiwania
Niedawno na rynku zagościł nowy projekt - dofinansowany z unijnych pieniędzy startup Fablo.pl. Pojawił się na przełomie roku 2009 i 2010 i od razu wywołał poruszenie w branży e-commerce. Mówiło się o rewolucji w e-handlu, projekcie jednocześnie prostym, ale i innowacyjnym. Z uwagi na duże znaczenie użyteczności wyszukiwarek w procesie kupowania w internecie i na ciekawe rozwiązania zastosowanie w tym projekcie przez twórców Fablo.pl, postanowiliśmy przybliżyć ten projekt czytelnikom Bankier.pl
Fablo.pl to silnik wyszukiwarki produktów przeznaczony dla sklepów internetowych, którego zadanie polega na pomocy klientowi w znalezieniu tego towaru, którego szuka. Co istotne: klient nie musi znać konkretnej nazwy produktu, wystarczy zaś, że opisze go w oknie wyszukiwarki. Ucieszą się zapewne internauci-filolodzy, bo Fablo "zna" zawiłości języka polskiego, odmianę wyrazów, synonimy, poradzi sobie mimo literówek, wie, że łosoś to ryba, a Strepsils to tabletki na ból gardła. Słowem - Fablo "mówi" po polsku.
Standardowe wyszukiwarki tekstowe po wpisaniu zapytania w okienku "Szukaj" mają za zadanie wyświetlić pasujący produkt. Kto korzysta z usług sklepów internetowych, wie, że zadanie to niekiedy przerasta wyszukiwarki, które przesyłają zapytanie do bazy danych produktów, nie uwzględniając złożoności języka polskiego. Tymczasem, szukając konkretnego produktu, każdy z nas zapyta o niego w nieco inny sposób. Słabość narzędzi wyszukiwania polega na tym, że odpowiedzi na zapytania klientów są niezadowalające, przypadkowe, a co gorsza często pomijające towar, który klient mógłby kupić.
Wyszukiwarka, która mówi... po polsku
Wyszukiwarki nie są przygotowane na różnorodność zapytań o ten sam produkt. Dla przykładu: chcąc kupić pierś z indyka, jedna osoba zapyta o „pierś z indyka”, ale już inni wpiszą „indyk”, „Indyk pierś”, „filet z indyka”, „mięso indyka” itd. Wszyscy chcą kupić to samo, ale każdy pyta o to inaczej. Na dodatek klienci odmieniają wyrazy, robią literówki, czeskie błędy. W wyniku tego wyszukiwarki bardzo często zwracają przypadkowe wyniki – prezentują ofertę, która nie przystaje do potrzeby konsumenta. Czasem w ogóle nie prezentują towaru, pomimo że ten jest w sklepie i klient jest gotów za niego zapłacić!
Dlaczego położono nacisk na ten właśnie aspekt? Twórcy Fablo.pl założyli - moim zdaniem bardzo słusznie - że od trafności wyników wyszukiwania zależy to, czy klient wizytę w sklepie zakończy transakcją. A klienci w okno wyszukiwarki wpisują określenia towarów jak najprostsze, bez niuansów, myślników, polskich znaków. Tymczasem z uwagi na niedoskonałości wyszukiwarek sklepowych wielu klientów szybko zniechęca się do poszukiwania towaru i opuszcza stronę internetową sklepu. Świat dąży do skrótu - widać to zarówno w języku, w komunikacji internetowej, jak i w internetowych zakupach. Towar musi być odszukany szybko, szybko też chcemy dotrzeć do informacji, ile kosztuje i czy jest dostępny. Współczesne wyszukiwarki, które nie odpowiadają na te potrzeby, stają się bezużyteczne, nie dają efektów w postaci wysokiej sprzedaży. Można mieć w sklepie dobry towar, a jednocześnie schować go przed klientem, nie dając mu szansy odnalezienia go.
Jak to działa?
W czerwcu 2010 roku Fablo wprowadziło dwa typy wyszukiwarki – syntaktyczną i semantyczną. Wyszukiwarka syntaktyczna celnie odpowiada na zapytania zawierające błędy – literówki, brakujące lub dodatkowe litery, czeskie błędy. Zna odmianę wyrazów: liczbę mnogą, odmianę przez przypadki itd. Druga, semantyczna wyszukiwarka, rozumie znaczenie słów i relacje występujące pomiędzy wyrazami, grupami wyrazów czy związkami frazeologicznymi. Klient, który szuka leku na przeziębienie, nie musi pamiętać czy znać jego nazwy. Wystarczy, że w oknie Fablo wpisze „lek na ból gardła”, a prezentowane odpowiedzi pokażą nam listę leków spełniających kryteria tego zapytania. Oba typy wyszukiwarek na bieżąco uczą się preferencji użytkowników, dzięki czemu stają się coraz wydajniejsze, prezentując najchętniej wybierane towary.
|
|
Wdrożenie silnika po stronie sklepu jest łatwe i polega na prostej modyfikacji kodu strony WWW sklepu, tak aby zapytania wysyłane były do serwerów Fablo (a nie do lokalnej bazy). Fablo zwraca do sklepu listę odpowiedzi, które sklep może prezentować bezpośrednio lub filtrując je według kolejnych kryteriów. Po wdrożeniu sklep samodzielnie może indeksować bazę i uruchamiać wyszukiwanie z dostępem przez API. Istotne zalety tego modelu SaaS to m.in. natychmiastowe uruchamianie u klienta kolejnych wersji i rozwiązań podnoszących efektywność wyszukiwarki. To także uproszczony system rozliczeń – Klient może wybrać optymalny, bezpieczny dla siebie abonament.
Jak sklepy zarabiają na wyszukiwaniu?
Fablo udostępnianie jest e-sklepom na zasadach abonamentu za korzystanie z e-usługi. Ceny użytkowania zależą od wybranej wersji wyszukiwarki oraz miesięcznej liczby zapytań w sklepie. A w jaki sposób sklepy mogą zarabiać na innowacji?
Jeśli dzienny koszt użytkowania Fablo określimy na poziomie 33 złotych (co w rozliczeniu miesięcznym daje 990 zł), Fablo, by móc na siebie zarobić, powinien każdego dnia wypracować 33 złote dodatkowego zysku. Przeciętny koszyk zakupów w e-sklepie spożywczym ma wartość ok. 150 złotych. Przy 20 proc. marży jeden dodatkowy koszyk dziennie zakupiony dzięki trafnemu wyszukiwaniu Fablo, zwróci koszt abonamentu. Dla sklepów sprzedających produkty warte 150 zł i droższe, wystarczy dzięki Fablo sprzedać jeden dodatkowy produkt, aby koszt abonamentu się zwrócił. Zysk z każdego kolejnego zakupu dokonanego dzięki Fablo, zwiększa dochód właściciela, jednocześnie poprawiając jakość obsługi (w obszarze search experience) i satysfakcję klientów. Do tego dochodzą inne korzyści, które ciężko przeliczyć wprost na pieniądze. Klienci lepiej i szybciej obsłużeni będą do sklepu wracać. Dzięki dobrej obsłudze będą robić w nim większe zakupy. Być może zadowoleni z obsługi zarekomendują sklep swoim znajomym? I właśnie o to chodzi.
Katarzyna Waś
Bankier.pl
k.was@bankier.pl
współpraca: Fablo.pl, Optimum PR
Zobacz też:
» Robią biznes, ucząc uwodzenia
» Fragment prezentacji startupu Fablo.pl:
» Pomyłka w cenie na aukcji internetowej - jak wybrnąć z takiej sytuacji?
» Rachunki bankowe dla firm
» Robią biznes, ucząc uwodzenia
» Fragment prezentacji startupu Fablo.pl:
» Pomyłka w cenie na aukcji internetowej - jak wybrnąć z takiej sytuacji?
» Rachunki bankowe dla firm























































