Poniedziałkowy poranek przyniósł niewielkie umocnienie europejskiej waluty, która zyskała na wartości względem amerykańskiego dolara, japońskiego jena oraz franka szwajcarskiego. Dzięki temu cena tego ostatniego spadła poniżej 3,15 zł.
Dla rynku walutowego najważniejszym wydarzeniem świątecznego weekendu była decyzja Ludowego Banku Chin, który podwyższył główne stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Moment decyzji Chińczyków mógł być dla rynku zaskoczeniem, ale sama podwyżka była już powszechnie oczekiwana od przynajmniej kilku tygodni.
W jej rezultacie stawka referencyjna w Chinach wzrosła do 5,81% i wciąż wydaje się zdecydowanie zbyt niska wobec najwyższej od 28 miesięcy inflacji CPI (5,1%). Również rosnące ceny kredytu na chińskim rynku międzybankowym pozwalają oczekiwać, że w przyszłym roku LBC przynajmniej kilkukrotnie podniesie cenę pieniądza.
Choć giełda w Szanghaju zareagowała niemal 2-procentowym spadkiem, to inwestorzy w Europie postawili na kontynuację grudniowej zwyżki. Drożejące surowce sugerują, że apetyt na ryzyko pozostaje wysoki, co premiuje euro względem walut postrzeganych jako bezpieczne (tj. dolara, franka czy jena).
Dlatego do godziny 9:25 kurs EUR/USD rósł o ćwierć procent, osiągając wartość 1,3146 dolara. Wspólnotowa waluta utrzymywała stabilny kurs wobec franka i była wyceniana na 1,2603 CHF. W efekcie za jednego franka trzeba było zapłacić 3,1471 złotego, czyli o 0,2% więcej niż na zakończenie wigilijnych notowań.
K.K.
Zobacz też:
» Polscy kredytobiorcy z radością powitają euro
» Spread - ukryty koszt kredytów w obcej walucie
» Kiedy nie opłaca się przewalutować kredytu?
» Polscy kredytobiorcy z radością powitają euro
» Spread - ukryty koszt kredytów w obcej walucie
» Kiedy nie opłaca się przewalutować kredytu?


























































