Niemal połowa Polaków uważa, że problemy młodych ludzi są dziś na tyle poważne, że mogłyby doprowadzić do masowych protestów podobnych do tych, obserwowanych w innych krajach Europy. Takiego zdania jest 45,9 proc. badanych, przeciwnego – 42,1 proc. – wynika z sondażu SW Research na zlecenie „Dziennika Gazety Prawnej”.


Największe różnice w odpowiedzi na nasze pytanie widać między pokoleniami. Wśród osób do 24. roku życia możliwość takiego buntu dostrzega 58,2 proc. respondentów, a w grupie między 25. a 34. rokiem życia, czyli w tej, która weszła już w dorosłe życie – nawet 65,7 proc. - pisze „DGP” we wtorkowym wydaniu.
Dr Błażej Choroś, politolog z Uniwersytetu Opolskiego, zwraca uwagę, że to właśnie na początku dorosłego życia kumuluje się kilka źródeł niepewności: sytuacja mieszkaniowa, wejście na rynek pracy czy wysokość dochodów. „Kto zaczyna pierwszą pracę i myśli o kupnie mieszkania, widzi, że jest to bardzo trudne. Ceny najmu także są wysokie, szczególnie w dużych miastach. Dochód, który zostaje, nie daje więc pełnego komfortu” – mówi gazecie ekspert.
W kolejnych grupach wiekowych odsetek odpowiedzi wskazujących na dostrzeganie powodów do protestów wśród młodych wyraźnie spada. Wśród osób między 35. a 49. rokiem życia 47,2 proc. uważa, że sytuacja młodych może doprowadzić do protestów, a 42,9 proc. jest przeciwnego zdania. Po pięćdziesiątce proporcje się odwracają: powody do buntu wśród młodych widzi 35,9 proc. respondentów, podczas gdy 50,3 proc. odpowiada „raczej nie” lub „zdecydowanie nie” - wskazuje „DGP”.
Błażej Choroś nie uważa, że sondaż miałby świadczyć o zbliżającej się fali protestów. „Nie widać tu bardzo silnego potencjału protestu. Widzimy pewne niezadowolenie i frustrację w wielu punktach, ale żeby ocenić, czy ta tendencja rośnie, potrzebowalibyśmy danych porównawczych z wcześniejszych badań” – podkreśla.

Badanie zrealizowano w dniach 27 - 28 października na reprezentatywnej grupie 800 dorosłych Polaków. (PAP)
lm/wr/






























































