Słowa Buffeta zawsze działają na inwestorów i po każdej takiej wypowiedzi widać wyraźny optymizm na giełdach. Niestety, trwa on zazwyczaj bardzo krótko, a po nim następuje fala otrzeźwiających informacji z gospodarki które inwestorów sprowadzają z powrotem na ziemię.
Odporni inwestorzy
Złota zasada, by kupować tanio a sprzedawać drogo, nie przemawia jeszcze do analityków i doradców. Bo czy tanio jest już teraz? A może w styczniu 2010 będzie jeszcze taniej? Chyba nikt nie wie, jak się potoczy kryzys finansowy. Jedno jest pewne. Nastroje na rynku z miesiąca na miesiąc są coraz gorsze. W Ameryce są tak złe, że paradoksalnie inwestorzy uodpornili się na złe informacje i łowcy okazji potrafią wywindować indeksy podczas sesji, w czasie której ogłoszono złe dane makroekonomiczne.
Podobieństwo wykresów
Długotrwała bessa zawsze inspiruje analityków do poszukiwania punktów zwrotnych rynku. Kolejne przełamane wsparcia sprowadzają te poszukiwania na coraz niższe poziomy. Ale przecież gdzieś będzie ten długo oczekiwany koniec spadków. Niektórzy z nich próbują więc odnieść obecną sytuację do przeszłości. Jednym z nich jest Jacek Rzeźniczek z domu maklerskiego Secus. Zwraca on uwagę na podobieństwo obecnych wykresów i tych z 1974 r.
Pobity rekord
– Polakom rok 1974 kojarzy się z niezapomnianymi mistrzostwami świata w piłce nożnej i czasem sławy naszego futbolu. Pamiętającym tamte lata inwestorom przypomina jednak jeden z najbardziej dramatycznych okresów dekoniunktury giełdowej – mówi Jacek Rzeźniczek. W 1973 r. rozpoczęła się głęboka 16-miesięczna recesja w USA. Indeks DJ Industrial spadł wtedy aż o 46 proc. poniżej szczytu z 11 stycznia 1973 r. Warto wspomnieć, że przez długi czas był to rekord nie do pobicia w powojennej historii giełdy. Aż do teraz, gdy obecna recesja przeceniła ten indeks o 47,5 proc. licząc od 11 października 2007 r.
Historia się powtarza?
Recesja sprzed 30 lat zakończyła się w marcu 1975 r. Był to jednocześnie jeden z niewielu okresów, kiedy Produkt Krajowy Brutto Stanów Zjednoczonych utrzymywał ujemną dynamikę przez trzy kolejne kwartały. – Historia Wall Street dowodzi, że rynek akcji zaczyna się podnosić na około pół roku przed widocznymi oznakami poprawy sytuacji gospodarczej – przekonuje Rzeźniczek. – Tak też było w 1974 r., kiedy pierwszy w serii trzech kwartałów z ujemnym PKB pokrył się z dnem giełdowym indeksu szerokiego rynku S&P500 zanotowanym 4 października 1974 r. Do połowy marca 1975 r., kiedy recesja w USA zbliżała się już do końca, indeks ten wzrósł o 42,8 proc. nie schodząc już nigdy do poziomu dna z października 1974 r.
Znowu dno
Według NBER, definiującego recesję w odmienny sposób niż Departament Handlu USA, dno giełdowe 1974 r. przypadło na początku dwunastego miesiąca recesji. W obecnej bessie najniższy punkt indeks S&P500 zanotował 21 listopada, a więc również w dwunastym miesiącu recesji, która według NBER rozpoczęła się za oceanem w grudniu 2007 r – argumentuje Rzeźniczek.
Buffett optymistą
Powróćmy jeszcze na chwilę do wspomnianego wcześniej Warrena Buffetta. Tomasz Hońdo z „Parkietu” pisał niedawno, że dla „Wyroczni z Omahy” wahania notowań w perspektywie kilku czy kilkunastu miesięcy są kwestią drugorzędną. Przytoczył też słowa słynnego inwestora. – Nie umiem przewidzieć krótkoterminowych ruchów rynku akcji. Prawdopodobne jest jednak, że rynek ruszy w górę, być może bardzo mocno, na długo zanim poprawi się sytuacja w gospodarce – miał powiedzieć Buffett. Może więc rok 2009 będziemy podsumowywać w znacznie lepszych nastrojach niż zeszły.
Artur Skoneczko
a.skoneczko@gazetafinansowa.pl
























































