Marcowa decyzja Rezerwy Federalnej nie zaskoczyła uczestników rynku. Niemniej jednak Fed odsłonił przed nami kilka kwestii, które wcześniej były jedynie przedmiotem spekulacji.


Po pierwsze, Fed zgodnie z oczekiwaniami podniósł stopę funduszy o 25 pb. do poziomu 0,75-1,00%. To wciąż poziom bardzo niski, wciąż poniżej dołka z lat 2003-04, który doprowadził do eksplozji bańkę spekulacyjną na rynku nieruchomości.
Po drugie z analizy tzw. fedokropek wynika, że członkowie FOMC chcieliby dokonać w tym roku jeszcze tylko dwóch podwyżek - po 25 pb. każda. Wykres ten niewiele zmienił się względem grudnia. Dla niektórych inwestorów mogło to być rozczarowanie. Po nagłej zapowiedzi marcowej podwyżki na rynku pojawiły się spekulacje, że Fed może zdecydować się na cztery podwyżki stóp w 2017 roku. Po marcowym komunikacie nic tego nie zapowiada.
Po trzecie te same fedokropki sugerują, że stopa funduszy federalnych jeszcze przez bardzo długi czas pozostanie niska jak na historyczne standardy. To samo podczas konferencji prasowej powiedziała Janet Yellen. W tempie +75 pb. rocznie najwcześniej pod koniec 2019 r. zobaczylibyśmy stopy w USA na poziomie 3%. To wciąż bardzo niewiele.
Po czwarte polityka pieniężna Stanów Zjednoczonych pozostaje bardzo ekspansywna. Przy inflacji CPI rzędu 2,7% środek przedziału funduszy federalnych wynosi zaledwie 0,875%, zatem realna krótkoterminowa stopa procentowa w USA wynosi 1,78%. Fed w swoich projekcjach zakłada, że w tym i przyszłym roku inflacja PCE wyniesie średniorocznie odpowiednio 1,9% i 2,0%. W takim wypadku aż do końca 2018 roku realne stopy procentowe w USA pozostaną ujemne.
Po piąte po raz pierwszy w komunikacie FOMC pojawiła się wzmianka o możliwym zmniejszeniu stanu posiadanych aktywów. Chodzi o stertę niemal 4,5 biliona dolarów obligacji skarbowych i hipotecznych, które Fed skupił w ramach programów QE.
ReklamaZobacz także
Choć samo QE zostało wygaszone jesienią 2014 roku, to Rezerwa Federalna nadal reinwestuje kapitał i odsetki z posiadanych obligacji, generując spory popyt na rządowe papiery dłużne i wywierając w ten sposób presję na długoterminowe stopy procentowe. Gdy Fed zacznie zmniejszać swój stan posiadania, można oczekiwać wzrostu stóp na długim końcu krzywej terminowej.
Jednakże w środę FOMC zadeklarował, że wielkość sumy bilansowej będzie utrzymywana „do czasu normalizacji poziomu stopy funduszy federalnych”. Nie wiadomo, jak rozumieją ową „normalizację”. Ale jeśli przyjąć za „normalny” poziom stóp wartość 3%, to Fed będzie kupował obligacje aż do 2019 roku. Był to zatem bardzo „gołębi” sygnał ze strony amerykańskich władz monetarnych.
Po szóste pojawił się tzw. dysydent – członek Komitetu sprzeciwiający się woli większości. Przeciwko podwyżce stóp zagłosował Neel Kashkari, który optował za utrzymaniem stopy funduszy federalnych na dotychczasowym poziomie. W poprzednich latach „dysydenci” żądali podwyżek stóp. W fedokropkach widać też jednego ultragołębia, który nie chciałby wzrostu stóp do końca 2019 roku!
Wnioskując z powyższego, dochodzę do wniosku, że ewentualne podwyżki stóp procentowych w USA będą niewielkie, bardzo rozwleczone w czasie, w efekcie czego realne krótkoterminowe stopy procentowe w największej gospodarce świata na długo pozostaną ujemne. Zatem wczorajsza reakcja rynków (dolar w dół, akcje, obligacje i złoto w górę) była jak najbardziej logiczna. Jeśli Fed nadal będzie tak powolny w normalizowaniu polityki pieniężnej, to hossa na dolarze może być zagrożona.



























































