REKLAMA

„Architektura dwudziestolecia”, czyli jak budowano w II RP

2021-07-25 07:31
publikacja
2021-07-25 07:31
„Architektura dwudziestolecia”, czyli jak budowano w II RP
„Architektura dwudziestolecia”, czyli jak budowano w II RP
fot. Lukasz Dejnarowicz / / Forum

Koniec Wielkiej Wojny w całej Europie oznaczał początek nowej epoki. „Architekci zaczęli szukać nowych form, które odpowiadałyby potrzebom nowego świata” – czytamy w książce „Architektura dwudziestolecia” Heleny Postawki-Lech.

Urbanistyka nie należy jednak to łatwych zajęć. „Miasto jest bardzo skomplikowanym organizmem. Żyje w nim przecież wielu ludzi o odmiennych potrzebach, które trzeba pogodzić w jednej przestrzeni” – zauważa Helena Postawka-Lech.

Budownictwo i architekturę XX wieku zrewolucjonizował żelbet, który pozwalał na tworzenie konstrukcji o różnych kształtach, np. paraboli (możemy ją zobaczyć w Hali Targowej w Gdyni zbudowanej w latach trzydziestych). Kolejną rewolucję w architekturze przyniosły spawane konstrukcje stalowe, które „doprowadziły do upowszechnienia w Polsce wieżowców, niebotyków, jak je nazywano w dwudziestoleciu międzywojennym” – wyjaśnia autorka.

W międzywojniu dużą wagę przykładano do kwestii budowy mieszkań. Państwo musiało zatroszczyć się o tych, którzy utracili w wyniku wojny dach nad głową. Miasta pełne były również nowo przybyłych, którzy postanowili szukać szansy na lepszą przyszłość. Nowe budownictwo musiało zatem sprostać ich potrzebom, a projektowanie mieszkań stało się ciekawym wyzwaniem dla architektów. „Szukali oni sposobu, aby budować ekonomicznie, a równocześnie ergonomicznie – mieszkanie miało być tanie w budowie i użytkowaniu, ale też wygodnie i pasujące do trybu życia nowoczesnego człowieka” – czytamy.

Funkcjonalność mieszkań spełniała się chociażby dzięki ich wyposażeniu, a popularność zyskiwały meble wielofunkcyjne. Nowością były także kanalizacja, elektryczność i gaz, które na szeroką skalę zaczęły pojawiać się w mieszkaniach właśnie w okresie międzywojnia.

Budowano również domy. „Niektóre mniejsze i skromne, inne większe i okazałe, zasługujące na miano willi” – pisze Helena Postawka-Lech.

Problemem miast były industrializacja i przeludnienie. Ludzie potrzebowali połączenia miasta i wsi, czyli miejsca, gdzie będzie dużo zieleni i świeżego powietrza, jednocześnie w niewielkiej odległości od miejsca pracy. W ten sposób powstały założenia miasta ogrodu. „Wiele dzielnic polskich miast, powstałych w dwudziestoleciu, ma charakter miasta ogrodu” – czytamy. Wierna koncepcji Ebenezera Howarda jest Podkowa Leśna, która w całości powstała na gruntach prywatnych należących do rodziny Lilpopów. Podobne osiedla powstawały także w innych miejscach, np. dzielnica Sadyba w Warszawie czy Cichy Kącik w Krakowie. „Przyciągały bogatą klasę średnią – warunki były bardzo atrakcyjne, ale ceny znacznie przekraczające przeciętną. Utopia Howarda nie sprawdziła się w praktyce i zamiast zielonych miast dla wszystkich powstawały ekskluzywne enklawy dla wybranych” – zastrzega autorka.

W międzywojniu powstało „miasto z morza”, czyli Gdynia. Port był nowoczesny, a najbardziej rozpoznawalnym jego elementem do dziś jest Dworzec Morski. Równocześnie z portem powstało miasto. Na przedłużeniu morza powstała ulica 10 lutego, czyli główna arteria. „Wzdłuż niej wzniesiono wysokie, białe budynki o płaskich dachach i pasowo ułożonych oknach. Niektóre z nich, o zaoblonych narożnikach, przypominają statki” – czytamy. W śródmieściu Gdyni mieszczą się m.in. Poczta Główna, Bank Gospodarstwa Krajowego i Urząd Miasta.

Architektura to nie tylko domy, pałace i kościoły – nie można zapominać o obiektach przemysłowych, np. fabrykach. W Centralnym Okręgu Przemysłowym powstawały fabryki, kopalnie, elektrownie i zakłady produkcyjne. „Większość z nich trzeba było wybudować od podstaw. Równocześnie z powstawaniem tych obiektów budowano drogi, stawiano mosty, kładziono tory. W ten sposób COP wzbogacił cały region” – pisze autorka.

W międzywojniu powstawały też letnie rezydencje prezydentów II Rzeczypospolitej. Było ich kilka, a wszystkie zostały wybudowane lub przygotowane dla prezydenta Ignacego Mościckiego.

Jak dowiadujemy się z książki, w II RP popularny był styl dworkowy, który nawiązywał do siedzib szlacheckich w ich XIX-wiecznym kształcie. Architekci często sięgali po schemat polskiego dworku, upraszczając go i nadając mu bardziej nowoczesny wygląd, a to wszystko służyło podkreśleniu polskości i wielowiekowej historii.

Z książki dowiadujemy się również, że architekci i urbaniści planują z dużym wyprzedzeniem. Tak w latach trzydziestych zrobili chociażby architekci Szymon Syrkus i Stanisław Brukalski. „Zaniepokojeni kierunkiem zmian w stolicy, nasilającym się bałaganem architektonicznym i urbanistycznym, zaproponowali miastu zorganizowanie wystawy pod tytułem +Warszawa przyszłości+” – czytamy.

Refleksje nad architekturą miasta zostały zatem przedstawione w formie wystawy. „Przez dwa tygodnie prezentacji wystawę obejrzało ponad 115 tysięcy widzów! Świadczyło to też o tym, że mieszkańcy są zainteresowani przyszłością swojego miasta” – podsumowuje Helena Postawka-Lech.

Książkę „Architektura dwudziestolecia” Heleny Postawki-Lech z ilustracjami Ryszarda Kajzera wydało Narodowe Centrum Kultury. (PAP)

Autorka: Anna Kruszyńska

akr/ skp /

Źródło:PAP
Tematy
Dokonaj kolejnego zrównoważonego wyboru

Dokonaj kolejnego zrównoważonego wyboru

Advertisement

Komentarze (2)

dodaj komentarz
nickknock
Gdynia mogłaby być wspaniałym miastem, gdyby zrobiła deptak w centrum miasta. Zamiast tego, wybiera zdominowany przez samochody postkomunistyczny bałagan. Jest tak wiele wspaniałych niemieckich miast, które mogłaby skopiować, aby uczynić je lepszym miejscem.
jasiek2017
Gdynia to od wielu lat kiepskie drogi, centrum wyglądające jak Władysławowo w latach 80. Każdy kto pojedzie zobaczy rudery przy skwerze Kościuszki. Dno i metr mułu.
Poza plażą mającą 100m długości w Gdyni nie ma nic. Kompletnie nic.
Sopot leżący obok staje się kurortem, Gdańsk odskoczył Gdyni na lata świetlne
Gdynia to od wielu lat kiepskie drogi, centrum wyglądające jak Władysławowo w latach 80. Każdy kto pojedzie zobaczy rudery przy skwerze Kościuszki. Dno i metr mułu.
Poza plażą mającą 100m długości w Gdyni nie ma nic. Kompletnie nic.
Sopot leżący obok staje się kurortem, Gdańsk odskoczył Gdyni na lata świetlne a Gdynia dalej siedzi w PRL szczególnie z nic nie robiącym ale gnębiącym mieszkańców Prezydentem Szczurkiem.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki