REKLAMA
TYLKO U NAS

Zmierzch walutowych kredytów hipotecznych

Bogusław Półtorak2012-04-17 08:55
publikacja
2012-04-17 08:55
Do lamusa odchodzą kredyty denominowane w walutach obcych. Skończy się spekulowanie walutą poprzez nieruchomości, czyli jeden z najdziwniejszych i najkosztowniejszych instrumentów pochodnych.


Kredyty walutowe miały zarówno żarliwych wyznawców, jak i niezłomnych przeciwników. Po kilku latach narodowego spekulowania podsumujmy, co się działo na rynku kredytów walutowych. Niektórzy słono płacą za miraż taniego kredytu.

Walutowi spekulanci kredytowi


10780 Motywem zaciągania kredytów w walutach obcych była zawsze próba osiągnięcia niższych odsetek i jednocześnie amatorska gra na zwyżkę waluty krajowej. Gdy w Polsce frank szwajcarski kosztował 2 złote, nierzadkie były głosy, że wkrótce osiągniemy parytet. Nic bardziej mylnego, a sytuacja szybko się odwróciła.

Dramatyzm polegał na tym, że winni w znacznej mierze byli sami kredytobiorcy. Zaciągając kredyty we frankach, wymieniali je pośrednio w bankach na złote, wypłacane sprzedającym mieszkania i domy. Tym samym nakręcali popyt i sami przyczyniali się do gwałtownego umacniania złotego. Globalny kryzys finansowy dołożył swoje. Dziś polscy kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyt w 2008 roku, gdy frank szwajcarski kosztował 2 zł, mają do spłaty dług o blisko 75 proc. wyższy. Kto pożyczył cztery lata temu 300 tys. zł na mieszkanie, według obecnego kursu ma do spłaty blisko 500 tys. zł!

Jedynym pocieszeniem jest to, że w 2006 roku w Polsce wprowadzono pierwszą Rekomendację S. Wymagała ona wyższej zdolności kredytowej i wyższych dochodów, więc polscy kredytobiorcy lepiej spłacają kredyty walutowe niż znajdujący się w podobnej sytuacji Węgrzy. Co dziesiąty kredytobiorca na Węgrzech ma dziś opóźnienia w spłacie, w Polsce na razie tylko co pięćdziesiąty.


Źródło: www.bankier.pl

Przepłacone mieszkania


I podczas boomu kredytowego, i dziś trwają gorące dyskusje o tym, czy ceny mieszkań są już wystarczająco wysokie lub o ile jeszcze spadną. Tymczasem w warunkach dostępności kredytów cena odgrywa rolę uboczną. Jeśli kredytobiorcy mają wystarczającą zdolność kredytową, to niemal automatycznie decydują się na zakup. Uniknięcie takich sytuacji, które są również prostą ścieżką do pętli długów, jest finansowanie z obowiązkowym udziałem własnym. Wkład własny jest również potrzebny, żeby skracać okres kredytowania.

Polak-Węgier dwa bratanki

Pod względem umiłowania do kredytów walutowych Polacy byli podobni do Węgrów. Chętnie zadłużali się we frankach i euro, licząc na niższe stopy procentowe. Węgrzy zapłacili jednak za powszechne kredytowanie we franku szwajcarskim stagnacją gospodarczą. W Polsce na szczęście kłopoty frankowiczów miały mniejszy zakres i nie wpłynęły na kondycję gospodarki. Na Węgrzech kredytów tego rodzaju było niemal dwa razy więcej niż u nas, mimo że nad Dunajem mieszka czterokrotnie mniej ludności. Dziś Węgry borykają się z problemami gospodarczymi, a akcja kredytowa w ogóle zamarła. Banki boją się udzielać kredytów, bo rząd węgierski zamroził kurs forinta dla kredytów. Straty banków i kredytobiorców przerodziły się w kryzys finansowy całego kraju. Pokazuje to zagrożenie, jakim jest kredyt walutowy, który z kredytobiorcy robi spekulanta.

W warunkach rozwijającej się polskiej gospodarki widać systematyczny wzrost cen nieruchomości, jeśli porówna się średnie ceny transakcyjne w ostatnich 10 latach. Kłopot w tym, że dla kredytów walutowych, gdzie kurs walutowy wywindował wartość długu na bardzo wysoki poziom, i tak oznacza to ujemną wartość hipoteczną. Sprzedaż mieszkania nie pokryje kredytu! Takich osób w Polsce może być 200 tysięcy. Najmniejszym wymiarem kary jest dla nich stres związany z wysokością długu i wartością raty. Póki są dochody, to można spłacać kredyty, nawet wysokie. A dochody zależą od kondycji gospodarki – stosunkowo dobrej w przypadku Polski, stagnacyjnej na Węgrzech.


Banki i klienci wyciągają wnioski


Po radosnym pożyczaniu środków we frankach, dolarach czy euro pozostał duży problem. Jest to problem kredytobiorców, którzy coraz dotkliwej odczuwają drożyznę kredytu walutowego. Nie zmieniają tego cytowane co jakiś czas dane o niskiej szkodowości portfela kredytów walutowych. Cytujący te dane podejrzanie często zapominają, że kredyty denominowane stawiane do natychmiastowej spłaty są automatycznie przewalutowywane na złote. Dla klienta, który popadł w kłopoty, oznacza to kłopoty do kwadratu. Zasada zaciągania kredytów w tej walucie, w której się zarabia, całkowicie sprawdziła się podczas kryzysu finansowego. Szkoda jedynie, że znaczna część klientów banków musiała słono zapłacić za tę naukę.

Kredytobiorcy chcieliby, żeby kredyty hipoteczne były jak najtańsze. Ale biznes bankowy to nie jest koncert życzeń – banki działają w okolicznościach rynkowych. A na rynku takim jak Polska rzeczywisty koszt finansowania w długim okresie ciągle jest wyższy o kilkadziesiąt procent niż w strefie euro. Taniego kapitału w Polsce nie ma i nigdy nie było wbrew temu, co sądzili miłośnicy kredytów walutowych. I dopóki nie znajdziemy się w strefie euro lub tym, co ją zastąpi, dopóki nie będziemy w stanie tworzyć lub przyciągać długoterminowego kapitału, dopóty nie ma co liczyć na tanie kredyty hipoteczne. Bo tylko duży może więcej.

dr Bogusław Półtorak,
główny ekonomista i redaktor naczelny serwisów Bankier.pl

Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (26)

dodaj komentarz
~patryk
fakt. kredytów hipotecznych we frankach już się nie udziela... nie wiadomo czy to polakom wyjdzie na dobre czy też nie. Kredyt walutowy to zawsze jakieś ryzyko więc nie ma co się cieszyć i nie ma co płakać. Faktem jest także to że mnóstwo ludzi musi te kredyty jeszcze długo spłacać, z resztą tak jak ja. Osobiście moge powiedzieć,fakt. kredytów hipotecznych we frankach już się nie udziela... nie wiadomo czy to polakom wyjdzie na dobre czy też nie. Kredyt walutowy to zawsze jakieś ryzyko więc nie ma co się cieszyć i nie ma co płakać. Faktem jest także to że mnóstwo ludzi musi te kredyty jeszcze długo spłacać, z resztą tak jak ja. Osobiście moge powiedzieć, że jestem zadowolony, że zdecydowałem się na kredyt we frankach, a teraz jeszcze załączyłem aneks do umowy kredytowej i sam wymieniam franki w kantorach internetowych, a konktetnie w ratomacie więc mam nadzieje na jeszcze większe oszczędności:)
~arek
Genialni stratedzy od pożyczania we frankach będą bronić swoich racji do upadłego. To chciwe banki, zły nadzór i niewinni pożyczkobiorcy. Koń by się uśmiał. Banki jak Provident wydymały ich na całego. Liczyć trzeba umieć. Kredyt w złotych to około 6,5%, inflacja 4%, na realne oprocentowanie pozostaje 2,5%.
~ciułacz
Tak masz rację , ale jest jedno ale.... czy każdemu z tych kredytobiorców pensje rosły równie szybko lub dynamiczniej jak inflacja? Mając 25lat - tak, bo są na krzywej wznoszącej swoich umiejętności i kompetencji ale za jakiś czas ten trend może się zatrzymać, część z nich może stracić pracę etc... Biorąc kredyt na 30 lat i SWIADOMIE Tak masz rację , ale jest jedno ale.... czy każdemu z tych kredytobiorców pensje rosły równie szybko lub dynamiczniej jak inflacja? Mając 25lat - tak, bo są na krzywej wznoszącej swoich umiejętności i kompetencji ale za jakiś czas ten trend może się zatrzymać, część z nich może stracić pracę etc... Biorąc kredyt na 30 lat i SWIADOMIE CHCIEC GO TYLE CZASU SPLACAC oznacza, ze co roku do szefa idziesz po podwyzke w wysokosci co najmniej inflacji.... Nie wszyscy dostąpią eldorado...
~jan
Oj bzdury, sprzedawali złote i złoty się umacniał, brawo redaktorku
~balusz
Ależ tendencyjne bzdury wypisuje autor artykułu. Szkoda czytać, wielki zakłamany śmietnik
~ciułacz
90% wpisów to osoby mające kredyt walutowy i płacący niższą ratę miesięczną niż analogiczny kredyt w PLN. OK, rozumiem jest ale.... Jest jedno ale, większość jak każdy normalny człowiek kombinuje jak wcześniej spłacić kredyt i wreszcie zamieszkać u siebie , ew. zmienić na większe mieszkanie (przecież z 90% wolumenu z ostatniego boomu 90% wpisów to osoby mające kredyt walutowy i płacący niższą ratę miesięczną niż analogiczny kredyt w PLN. OK, rozumiem jest ale.... Jest jedno ale, większość jak każdy normalny człowiek kombinuje jak wcześniej spłacić kredyt i wreszcie zamieszkać u siebie , ew. zmienić na większe mieszkanie (przecież z 90% wolumenu z ostatniego boomu to 2pokojowe 50-55 m2). I teraz niech powiedzą ci co brali w CHF po blisko 2pln za Franka jak to widzą na przyszłość? Nie sztuka wziąć i SPLACAC kredyt 30 lat. Sztuka w kilka lat się uwolnić od comiesięcznego balansu.
Aha a co jeżeli Tusq zrobi psikusa... katastralnego....? gałęzi zabraknie.... ? Czego sobie i wam nie życzę!
~arek
Trochę to nie tak. Wziąłem kredyt 240 tys zł we franku kilka lat temu i ktoś powie że teraz mam 350 tys. ale gdybym wziął w złotych to przy oprocentowaniu rzędu 10% od razu miałbym do spłaty 500 tys zł. A rata nigdy nie była wyższa niż gdybym wziął wtedy kredyt w złotych. Według mnie oprocentowanie 10% lub więcej w złotówkach jest Trochę to nie tak. Wziąłem kredyt 240 tys zł we franku kilka lat temu i ktoś powie że teraz mam 350 tys. ale gdybym wziął w złotych to przy oprocentowaniu rzędu 10% od razu miałbym do spłaty 500 tys zł. A rata nigdy nie była wyższa niż gdybym wziął wtedy kredyt w złotych. Według mnie oprocentowanie 10% lub więcej w złotówkach jest wogóle nieopłacalne bo bierzesz 200 tys. a spłacisz. 700 tys.
~Judas
dr Półtorak chyba ma doktorat z zoologii bo na pewno nie z ekonomii. Problemem kredytobiorców walutowych np. "frankowców" jest nie słaba złotówka lecz chciwość banku i brak reakcji polskiego nadzoru bankowego. Otóż oprocentowanie kredytów we frankach i tak jest niższe niż w PLN, ale za to marża jaką każą sobie płacic banki dr Półtorak chyba ma doktorat z zoologii bo na pewno nie z ekonomii. Problemem kredytobiorców walutowych np. "frankowców" jest nie słaba złotówka lecz chciwość banku i brak reakcji polskiego nadzoru bankowego. Otóż oprocentowanie kredytów we frankach i tak jest niższe niż w PLN, ale za to marża jaką każą sobie płacic banki jest chorendalna i zawyzona. Bank ma pełne zabezpieczenie kredytu w postaci nieruchomości i często też polisy na zycie kredytobiorców. Dlaczego więc marże są po kilka procent? Tu jest problem a nie drogi frank....
~tytus
"Bank ma pełne zabezpieczenie kredytu w postaci nieruchomości i często też polisy na zycie kredytobiorców."

Prosze Cię... Większość kredytów udzielonych przez ostatnie 5-6 lat ma LTV dużo powyżej 100%. W wielu przypadkach sięga 150%.

Ubezpieczenie na wypadek utraty pracy? Znajomy pracuje w polandii w firmie
"Bank ma pełne zabezpieczenie kredytu w postaci nieruchomości i często też polisy na zycie kredytobiorców."

Prosze Cię... Większość kredytów udzielonych przez ostatnie 5-6 lat ma LTV dużo powyżej 100%. W wielu przypadkach sięga 150%.

Ubezpieczenie na wypadek utraty pracy? Znajomy pracuje w polandii w firmie ubezpieczeniowej. Wypłacane jest 5-10% zgłaszanych roszczeń. Reszta to odmowy bo w umowach pełno jest wyłączeń.
Ubezpieczenia na życie? Czyli jak będzie problem z kredytem to będziesz miał wypadek lub umrzesz? Uważaj bo jeżeli to działanie celowe to nie tylko będize odmowa ale jeszcze możesz mieć sprawę za próbę wyłudzenia odszkodowania (chyba, że mamy przypadek samobójstwa).

W 2007 roku mieszkanie kosztuje 400.000 PLN. Bierzemy kredyt we franku i do oddania mamy jakieś 750.000. Spłacamy pięć lat. Przez ten czas cena po któej można sprzedać nieruchomość to może 300.000, a w związku ze zmianą kursu mimo wpłacania rat przez 5 lat nadal do zapłacenia pozostaje około 750.000. Tracimy płynność, bank dokonuje przewalutowania kredytu na PLN i przychodzi komornik (ewentualnie bank który staje się właścicielem nieruchomości próbuje sprzedać przez agencję nieruchomości unikając komornika - jest to już stosowane w Polsce aby uniknąć wysypu aukcji komorniczych i paniki). Jeżeli sprzedaje komornik to przy odrobinie szczęścia sprzeda mieszkanie podczas pierwszej licytacji za 3/4 wartości wyceny czyli 225.000. Tak więc po 5 latach spłaty straciliśmy mieszkanie i pozostaje nam do spłaty jakieś 500.000

Powyższy przykład nie jest poparty wyliczeniami. Jeżeli ktoś ma czas to niech zrobi analizę na bardziej rzeczywistych danych dla podobnego scenariusza.
~dr_evil
"Po kilku latach narodowego spekulowania (...) amatorska gra na zwyżkę waluty krajowej" kiedy to źli kredytobiorcy "nakręcali popyt i sami przyczyniali się do gwałtownego umacniania złotego" doprowadziła do sytuacji gdy "po radosnym pożyczaniu środków we frankach, dolarach czy euro pozostał duży problem. "Po kilku latach narodowego spekulowania (...) amatorska gra na zwyżkę waluty krajowej" kiedy to źli kredytobiorcy "nakręcali popyt i sami przyczyniali się do gwałtownego umacniania złotego" doprowadziła do sytuacji gdy "po radosnym pożyczaniu środków we frankach, dolarach czy euro pozostał duży problem. Jest to problem kredytobiorców, którzy coraz dotkliwej odczuwają drożyznę kredytu walutowego."

Składam serdeczne podziekowania dr Półtorakowi w imieniu wszystkich "frankowiczów" za troskę jaka przebija z jego wersów.

Proponuję jednak kolejne rozważania poświęcić samym bankom oraz nadzorowi finansowemu. W końcu to ich strategie rynkowe, poparte gruntownymi analizami tak skutecznie przyczyniły się do obecnej sytuacji.

p.s.
ten artykuł to mój niekwestionowany #1 w kategorii "absurdalne teksty bankier.pl" w tym roku :)

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki