Wrocław chce być pierwszym miastem w Polsce, które uruchomi miejską wypożyczalnię aut elektrycznych. Podobne ambicje ma Warszawa, gdzie wkrótce ma ruszyć przetarg. Elektryczne samochody wypożyczane na godziny mają uzupełnić system komunikacji zbiorowej. Polskie miasta pragną powtórzyć sukces m.in. Paryża, gdzie z usługi korzysta 150 tys. mieszkańców.


– Mamy już wypożyczalnię rowerów miejskich, która na dobre wpisała się w życie miasta, teraz chcemy spróbować uruchomić miejską wypożyczalnię aut elektrycznych. Mówię „spróbować” ponieważ Wrocław jest pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się na przystąpienie do procesu wyboru partnera prywatnego dla tego przedsięwzięcia – napisała na blogu w serwisie wroclaw.pl Elżbieta Urbanek, dyrektor Departamentu Infrastruktury i Gospodarki Urzędu Miejskiego we Wrocławiu.
Jeszcze w tym kwartale miasto ma zamiar rozpocząć poszukiwanie partnera, korzystając z formuły dialogu konkurencyjnego. Warszawski Zarząd Transportu Miejskiego również przygotowuje się do podobnego projektu. W marcu „Gazeta Stołeczna” informowała, że wypożyczalnia dysponująca 500 pojazdami mogłaby ruszyć na początku 2016 r.

Jak może działać „auto na godziny”?
Wzorcem dla polskich miast może być system Autolib działający w Paryżu. Sieć uruchomiono w 2011 roku. W tej chwili korzysta z niego 150 tys. mieszkańców Paryża i okolic, a do dyspozycji użytkowników jest 2,5 tys. samochodów elektrycznych Bollore Bluecar.
ReklamaZobacz także
System wymaga rejestracji, której można dokonać w internecie lub w centrach obsługi klienta. Użytkownik musi przedstawić prawo jazdy, dowód tożsamości i kartę płatniczą, która będzie służyć do rozliczania należności za usługi. Następnie wybiera jeden z planów subskrypcyjnych – roczny (120 euro), miesięczny (25 euro), tygodniowy (10 euro) lub jednodniowy (0 euro). Klient Autolib otrzymuje specjalną zbliżeniową kartę.
Wypożyczenie samochodu jest proste – należy udać się do jednej ze stacji, zbliżyć kartę do czytnika i odblokować drzwi auta. Przed ruszeniem z miejsca trzeba jeszcze odpiąć przewód ładujący na postoju akumulator i można ruszać w drogę. Za każde 30 minut jazdy płaci się od 5,5 do 9 euro, w zależności od typu posiadanego abonamentu. W opłatach zawarto ubezpieczenie, ale francuski system przewiduje opłaty (wkład własny) za ewentualne kolizje – pierwszy wypadek to wydatek od 150 do 200 euro. Kolejny – 450 do 475 euro, a trzeci (po którym nie można już korzystać z systemu) – 750 euro.
Samochód należy zwrócić w jednym z wyznaczonych miejsc, podłączając auto do ładowania i „odmeldowując” się kartą zbliżeniową. Z punktów ładowania mogą także korzystać prywatni posiadacze samochodów i jednośladów na prąd. Roczny abonament kosztuje 15 euro, a godzina ładowania 1 euro.
Przywileje dla „elektryków”
Wypożyczane samochody mogą być szczególnie atrakcyjne dla osób, które chcą skorzystać z takiego środka transportu okazyjnie, na krótkich dystansach (np. wybierając się po większe regularne zakupy), ale nie są gotowe by ponosić normalne koszty związane z jednorazową inwestycją oraz posiadaniem i utrzymaniem auta.
Kluczowym czynnikiem decydującym o powodzeniu projektu jest nie tylko cena usługi, ale także dodatkowe przywileje – np. możliwość korzystania z buspasów czy łatwego zaparkowania pojazdu. Jeśli pomysł chwyci, miasto może zyskać na kilka sposobów. Najbardziej oczywistym jest zmniejszenie natężenia ruchu i poprawa jakości powietrza w centrum. Projekt może też, w odróżnieniu od subsydiowanych zazwyczaj wypożyczalni rowerów, przynosić finansowe korzyści lokalnemu samorządowi.
Krytycy pomysłu zwracają uwagę na to, że środki zaangażowane w elektryczne samochody można z powodzeniem spożytkować na poprawienie jakości transportu zbiorowego. W polskich miastach, raczej niedoinwestowanych pod tym względem, zapewne ten argument ma większą wagę niż w Paryżu, Berlinie czy Mediolanie.


























































