Mimo niemal dwudziestu lat prób uregulowania sytuacji przez miasto Kraków, kompleks wzniesiony bez pozwoleń przy ul. Centralnej nieprzerwanie funkcjonuje na rynku najmu. Z ustaleń "Gazety Wyborczej" wynika, że przeprowadzona w maju interwencja służb nie przyniosła przełomu, a termin przymusowego wyburzenia obiektów wciąż nie został wyznaczony. W obliczu nadchodzącego sezonu niskich temperatur najemcy lokali obawiają się problemów z dostawami energii.


Cztery budynki mieszkalne, choć wizualnie przypominają standardową zabudowę deweloperską, są całkowitą samowolą budowlaną, w której od lat prowadzony jest komercyjny najem lokali. Bezskuteczna walka krakowskich władz o wyegzekwowanie prawa trwa od blisko dwóch dekad, a postępowania są systematycznie blokowane przez właściciela za pomocą zażaleń, odwołań i skarg procesowych.
Nakładane na niego kary finansowe są regularnie opłacane, co nie przekłada się jednak na likwidację problemu. Do eskalacji doszło w maju, kiedy pod blok przy ul. Centralnej 73 skierowano wspólny patrol policji, straży miejskiej, pracowników socjalnych oraz inspektorów nadzoru budowlanego, którzy odcięli dopływ ciepła i zapowiedzieli lokatorom rychłą rozbiórkę. Mimo to właściciel obiektu przekonywał najemców, że wyburzenie im nie grozi – co po pięciu miesiącach braku dalszych działań egzekucyjnych okazuje się zgodne z rzeczywistością.
We wrześniu Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego zawarł wartą 149,5 tys. zł umowę na sporządzenie dokumentacji projektowo-kosztorysowej, która określi metodologię oraz harmonogram bezpiecznej rozbiórki obiektów.
Przedstawicielka Biura Prasowego Urzędu Miasta Krakowa, Katarzyna Misiewicz, wyjaśniła, że postępowanie mające wyłonić bezpośredniego wykonawcę prac budowlanych ruszy dopiero po dostarczeniu i odebraniu tych planów. Taki tryb oznacza konieczność przeprowadzenia kolejnych procedur formalnych, przez co konkretny termin rozpoczęcia prac wyburzeniowych wciąż pozostaje nieznany.

Płacą grosze, ale boją się zamarznąć?
Prowadzenie jakichkolwiek działań egzekucyjnych utrudnia fakt, że w lokalach nieprzerwanie mieszkają ludzie, w tym osoby ze statusem uchodźcy. Od 1 listopada do 31 marca obowiązuje ustawowy okres ochronny, który bezwzględnie zakazuje eksmisji bez zapewnienia dachu nad głową.
Prawdziwy strach przynosi jednak widmo nadchodzącego mrozu. Kiedy urzędnicy zakręcali kurki z ciepłem w maju, nikt nie bił na alarm, jednak dziś sytuacja staje się nieco bardziej dramatyczna.
Jak relacjonuje jeden z najemców, właściciel nieruchomości obiecuje rozwiązanie kwestii dostaw ciepła przed falą mrozów. Mężczyzna przyznaje równocześnie, że chętnie opuściłby budynek, jednak główną barierą pozostają wysokie stawki na lokalnym rynku mieszkaniowym i brak alternatywnych ofert w zbliżonym przedziale cenowym.
oprac. WM
































































