Rosyjskie koncerny tłumaczą, że podwyżka cen wynika z wysokich cen ropy na świecie. Tym wyjaśnieniom nie wierzy jednak ukraiński rząd uznając, że wzrost cen wynika ze wzrostu rosyjskich ceł na eksport ropy. Ukraina apelowała już do rosyjskich władz, aby te ograniczyła cła na eksport ropy. Apele te nie odniosły jednak skutku. Także zmiany prawa wprowadzone przez Ukrainę nie przyniosły rezultatów, według rządu dlatego, że nie są przestrzegane. Aby wyegzekwować przestrzeganie prawa we wtorek ukraińskie władze zdecydowały się na wprowadzenie codziennych kontroli na stacjach paliwowych oraz w rafineriach i nakładaniu wysokich grzywien za łamanie przepisów. Ukraina zdecydowała także o wprowadzeniu zakazu eksportu na ropę, benzynę i olej napędowy. Dodatkowo ukraiński urząd antymonopolowy rozpoczął dochodzeniem czy wzrost cen paliw nie jest efektem zmowy.
Wzrost cen paliw, który Rosja zafundowała Ukrainie może być dużym problemem dla nowego ukraińskiego rządu Julii Tymoszenko, który chce, by w tym roku inflacja spadła poniżej 10%. Cel ten może być bardzo trudny do osiągnięcia, ponieważ gospodarka przejęta po poprzednikach jest bardzo rozregulowana.
Tymczasem rosyjskie firmy uważają, że ograniczenia cen wprowadzone przez Ukrainę są niezgodne z prawem i skarżą się na spadek zysków. Aby zademenstrować swoje niezadowolenie, koncern TNK-BP na kilka dni wstrzymał sprzedaż paliw na swoich stacjach. Rosyjskie firmy zaapelowały także do rosyjskiego premiera o interwencję w obronie swoich interesów.
Eksperci cytowani przez „Gazetę Wyborcza” są zdania, że wzrost cen paliw na Ukrainie nie jest wynikiem politycznej zmowy. Dowodem ma być to, że jako pierwszy przeciwko posunięciom ukraińskich władz wystąpił koncern TNK-BP, który jest w tej chwili w konflikcie z rosyjskimi władzami domagającymi się od niego zapłacenia zaległych podatków.
M.D.

























































