Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego
RYNEK WALUTOWY
Ten tydzień należał już do normalnych. Jedynie jeszcze w poniedziałek rynek walutowy odczuł brak obecności graczy Londyńskich, którzy w tym dniu świętowali. Efekt - bardzo mały obrót poniedziałkowy. Ale już od wtorku wszystko odbywało się na poważnie. W środę pojawiły się w mediach wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej oraz ministra finansów, którzy wyrazili swoje zaniepokojenie ciągłym umacnianiem się kursu złotego. Tego samego dnia zawrzało na rynku i byliśmy świadkami spadku wartości złotego. W czwartek uczestnicy rynku doszli jednak do wniosku, iż powodów do niepokoju aż tak dużych nie ma i ponownie zaczęło się kupowanie złotówek. W konsekwencji tego kurs złotego znowu poszybował w górę. Ale w piątek ponownie zapanowała niepewność na rynku i złotówka straciła na wartości. Oczywiście nie ma żadnych powodów do ogłoszenia zmiany kierunku trendu. Takich wzrostów kursu dolara i euro było w ostatnich dniach wiele, lecz za każdym razem rynek wracał na utarte tory i co rusz notowaliśmy rekordowo niskie kursy walut. Bardzo ładnie wygląda to na wykresie kursu koszyka walut. Po dotarciu do podwójnego wsparcia (wynikającego z istotnych dołków sprzed wielu miesięcy) na poziomie 3,71-3,72 złotego, kurs koszyka odbił w górę. Jednak na jego drodze stoi teraz opadająca (niebieska) linia trendu. Dopiero jej przełamanie byłoby pierwszym sygnałem możliwej zmiany trendu. Do pełni szczęścia brakowałoby wtedy wybicia ponad poprzedni szczyt. Być może coś takiego stanie się w nadchodzącym tygodniu. Poczekajmy i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Spójrzmy teraz na wykres kursu dolara względem złotego. Tutaj namnożyło się poziomów oporu (niebieskie linie) co niemiara. Z pierwszym z nich (4,01 złotego) walczyć będzie dolar już w poniedziałek. Jednak sytuacja dolara jest i tak dużo lepsza niż euro. Tutaj mamy powiem do czynienia z silnym trendem spadkowym. A wszystko to za sprawą dodatkowo taniejącego euro względem dolara. Na rynku EUR/USD widać wyraźnie opadający kanał trendowy. Zaczynam powoli wątpić w możliwość zrealizowania się odwróconej formacji RGR, która mogłaby dać nam wzrost kursu waluty europejskiej do dolara. Może właśnie wtedy przyjdzie zwrot na rynku, gdy nawet tacy zwolennicy euro jak ja, zwątpią... No zobaczymy.
RYNEK PIENIĘŻNY
Bank Anglii oraz Europejskie Bank centralny obniżyły co prawda symbolicznie (o 25 punktów bazowych) ale jednak. Tym samym banki te pokazały, ze jednak troska o tempo wzrostu gospodarczego w kraju może czasami być ważniejsza niż obawa o wzrost inflacji. Ortodoksyjni ekonomiści byli oczywiście tym faktem oburzeni - szczególnie w odniesieniu do decyzji EBC. Po skorygowaniu informacji o inflacji w Niemczech, okazało się, że wskaźnik inflacji rocznej dla całego Eurolandu wzrósł do poziomu znacznie wyższego niż 2%. Mimo to stopy poszły w dół. Teraz musimy poczekać na podobną decyzję Komitetu Otwartego Rynku w USA. Spodziewałbym się jeszcze jednej, może dwóch obniżek stóp w tym kraju i to by był chyba koniec serii obniżek. Zobaczmy jak wyglądają oczekiwania uczestników poszczególnych rynków co do kształtowania się poziomu rynkowych stóp procentowych w przyszłości.
ReklamaZobacz także
Najbardziej optymistycznie patrzą w przyszłość uczestnicy naszego rynku. Według nich stopy powinny do października spaść o 300 punktów bazowych. Mniej optymistycznie widzą przyszłość uczestnicy rynku europejskiej waluty. Tutaj spodziewają się spadku stóp w ciągu roku tylko o 50 punktów bazowych. Uczestnicy rynku dolarowego coraz bardziej przestawiają się na inne tory, czyli na wzrost stóp procentowych.
Czy tak się stanie? Jest na to duża szansa według mnie.
Zobaczmy jak wygląda sytuacja na rynku obligacji amerykańskich. Od kilku tygodni wskazuję, że z rynku obligacji wychodzą silne ręce, czego dowodem jest wzrost rentowności obligacji 30 letnich (spadek ceny rynkowej). Tak jest i tym razem. Po wybiciu z opadającego kanału rentowności i po późniejszym powrocie do przebitej linii, nastąpiła kontynuacja wzrostu rentowności (spadku ceny). Klasyczny przykład metody 1-2-3 opisywanej przez Wiktora Sperandeo. Cos czuję, że część środków uwolnionych z rynku obligacji może popłynąć w kierunku rynku akcji w USA oraz w kierunku papierów skarbowych w Europie.
Na zakończenie zobaczmy na nasz rynek bonów skarbowych. Co prawda kolejne poniedziałkowe przetargi kończą się wzrostem ceny bonów skarbowych (spada rentowność - bony 13 tygodniowe; bony 52 tygodniowe), jednak popyt na nie jest dużo mniejszy niż parę tygodni temu. Podobnie rzecz wygląda w przypadku obligacji o stałej stopie procentowej. Jeden z moich znajomych określił to nawet mianem "strajk popytu". To chyba zbyt silne stwierdzenie. Ale faktem jest, że popyt ten wyraźnie przesunął się w kierunku bonów i obligacji o krótszym terminie przeszacowania stopy procentowej. Myślę tutaj o bonach 13 tygodniowych oraz o obligacjach 3 letnich o zmiennej stopie procentowej, której okres odsetkowy również wynosi około 13 tygodni (dokładnie 3 miesiące). W przypadku obligacji trzyletnich na początku tygodnia mieliśmy na giełdzie mieliśmy olbrzymi obrót przekraczający 100 milionów złotych. Na serii TZ0801 (wykup w sierpniu bieżącego roku) obrót przekraczał 25 milionów złotych i był porównywalny do obrotów na najbardziej płynnych akcjach.
16 maja odbędzie się kolejny przetarg na obligacje 10 letnie os stałej stopie procentowej. Wartość oferty ze strony MF wyniesie 700 milionów złotych. Tym razem jednak nie spodziewałbym się jakiegoś zwiększonego zainteresowania naszymi złotówkami na rynku walutowym z tego powodu. No ale lepiej zobaczmy, czy aby przypadkiem nie nastąpi jakaś fala spóźnialskich i czy znowu nie dojdzie do wzmożonego popytu na złotówki.
Jacek Maliszewski


























































