Przed wejściem na salę rozpraw Robert Frycz przyznał, że boi się wyroku, ale nie żałuje swojego postępowania. Podkreślał, że strona miała charakter satyryczny. Dziennikarzom powiedział, że jeśli zostanie skazany, będzie to oznaczać, że w Polsce nie można krytykować wpadek prezydenta. Przypomniał wpis Komorowskiego do księgi kondolencyjnej z błędem ortograficznym, czy jego wpadki podczas spotkań z głowami państw.
Na wniosek prokuratury sąd wyłączył jawność procesu. Sędzia tłumaczył, że jest to konieczne, ponieważ podczas rozprawy zostaną ujawnione zdjęcia naruszające godność głów państw, w tym prezydenta RP. Decyzja ta oburzyła zarówno oskarżonego, jak i jego obrońcę. Była ona również zaskoczeniem dla uczestniczącej w rozprawie Doroty Głowackiej z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jak mówi, przepis o wyłączeniu jawności jest wykorzystywany w postępowaniach cywilnych, a nie z urzędu. Sąd korzysta z tego prawa, gdy poszkodowany występuje w sądzie osobiście i wyłączenie jawności jest ważne dla ochrony jego wizerunku. W przypadku Roberta Frycza postępowanie prowadzone jest z urzędu przez prokuratora.
Przedstawicielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka otrzymała zgodę na uczestnictwo w rozprawie. Może w niej brać udział również matka oskarżonego.
IAR/Bojdo PR Łódź/jp/tk
Źródło:IAR

























































