Litewski gigant handlowy, Maxima Grupe, sfinalizował transakcję, która odbije się szerokim echem w polskim handlu detalicznym. Prawie 1000 sklepów sieci Stokrotka formalnie zmieniło właściciela. Choć transakcja ma charakter wewnątrzholdingowy, skala zmian i miliardowe przychody stawiają polską sieć w zupełnie nowym świetle.


Historia Stokrotki, która zaczęła się skromnie w 1994 roku w Lublinie, właśnie otworzyła nowy rozdział. Litewski holding Vilniaus prekyba, do którego należy marka, zdecydował się na „chirurgiczne cięcie” swojej struktury. W efekcie Maxima Grupe sprzedała udziały w Stokrotce oraz bułgarskiej sieci T Market na rzecz nowo powołanej spółki Paretas B.V.
Miliardy na stole i nowa strategia
Decyzja o sprzedaży nie jest przypadkowa. To element gigantycznej restrukturyzacji, która ma potrwać do połowy 2027 roku. Litwini zdecydowali się podzielić swoje imperium na dwie niezależne nogi:
-
Bałtycką: skupioną na Litwie, Łotwie i Estonii (zarządzaną przez Vilniaus prekyba),
-
Międzynarodową: obejmującą Polskę i Bułgarię (pod wodzą Paretas B.V.).
Gra toczy się o ogromne pieniądze. Tylko w 2024 roku polska Stokrotka wygenerowała przychody na poziomie 1,9 mld euro, co czyni ją jednym z kluczowych graczy na naszym rynku. Mimo imponujących obrotów, sieć mierzy się z wyzwaniami – rok 2024 przyniósł stratę w wysokości 136,6 mln zł, co zarząd tłumaczy m.in. brutalną wojną cenową między największymi dyskontami w Polsce.
Czy klienci odczują zmiany?
Dla przeciętnego Polaka robiącego zakupy „za rogiem” zmiany właścicielskie mają pozostać niewidoczne. Szyldy nie znikną, a sieć zapowiada dalszą modernizację placówek i otwarcia nowych sklepów w formacie convenience.
Jednak „pod maską” dzieje się dużo więcej. Nowy zarządca, Paretas B.V., będzie musiał zmierzyć się nie tylko z rosnącą konkurencją, ale także z postulatami związków zawodowych. Pracownicy domagają się podwyżek rzędu 800 zł oraz zwiększenia obsady w sklepach, grożąc nawet referendum strajkowym.
Co to oznacza dla rynku?
Przekazanie Stokrotki do nowej struktury holdingowej może sugerować, że Litwini przygotowują grunt pod większą elastyczność operacyjną na polskim rynku – a być może nawet pod przyszłe, jeszcze większe ruchy kapitałowe. W branży handlowej, gdzie walka o klienta toczy się o każdy grosz marży, takie „przewietrzenie” struktury rzadko bywa tylko formalnością.
oprac. KWS



























































