Ambasador USA przy ONZ za prezydentury Baracka Obamy, Ivo Daalder, odniósł się w poniedziałek krytycznie do zabiegów Donalda Trumpa o uzyskanie Pokojowej Nagrody Nobla. Polityk Demokratów ocenił w artykule na portalu Politico, że Trump nie kończy wojen „co miesiąc”, a miarą sukcesu jego dyplomacji są Ukraina i Strefa Gazy.


Daalder, pełniący też w przeszłości funkcję doradcy Obamy ds. zagranicznych, podkreślił, że w zasadzie żaden z konfliktów, których zażegnanie przypisuje sobie Trump, nie został, de facto, rozwiązany. Autor publikacji w Politico przywołał wypowiedź amerykańskiego prezydenta z ubiegłego miesiąca, w której Trump przekonywał, że „zakończył już sześć wojen”.
»Kończę jedną wojnę miesięcznie« to twierdzenie (prezydenta), które, gdyby było prawdziwe, rzeczywiście zasługiwałoby na Nagrodę Nobla - podkreślił Daalder.
Konflikty, których zażegnanie przypisuje sobie Trump, to:
- Spór między Indiami i Pakistanem z kwietnia i maja bieżącego roku,
- Czerwcowa wymiana ognia między Iranem i Izraelem,
- Zawarte pod koniec czerwca porozumienie między Demokratyczną Republiką Konga (DRK) i Rwandą,
- Lipcowe zawieszenie broni między Tajlandią i Kambodżą
- Umowa, która ma zakończyć spór między Armenią i Azerbejdżanem, zawarta na początku bieżącego miesiąca.
W odniesieniu do każdej z tych spraw - jak podkreślił Daalder - można co najwyżej mówić o zawieszeniu broni. „To nie to samo, co trwałe rozwiązanie konfliktu” - zaznaczył polityk Demokratów. „Choć aktywne walki mogły się na razie zakończyć, konflikt, który je ukształtował, nadal wywiera wpływ na relacje między oboma krajami” - napisał dyplomata w odniesieniu do relacji indyjsko-pakistańskich. Dodał, że podobnie rzecz się ma w stosunkach Tajlandii z Kambodżą.
Daalder zaznaczył też, że trudno uznać decyzję Trumpa o ataku na kluczowe elementy irańskiego programu nuklearnego za osiągnięcie trwałego pokoju.
W przypadku porozumień Armenii z Azerbejdżanem oraz między DRK i popieranym przez Rwandę rebelianckim Ruchem 23 Marca, amerykański dyplomata zastrzegł, że ich prawdziwą weryfikacją będzie dopiero wprowadzenie w życie wynegocjowanych zapisów.
Daalder podkreślił, że właściwą miarą dyplomatycznych zabiegów Trumpa są wojny na Ukrainie i w Strefie Gazy. „Daleko do zakończenia ich w ciągu 24 godzin, jak chwalił się (prezydent) podczas kampanii wyborczej, a sytuacja w obu (tych miejscach) pogorszyła się od powrotu Trumpa (do władzy)” - ocenił amerykański komentator.
Autor publikacji w Politico zaznaczył, że „osiągnięcie pokoju (...) wymaga czegoś więcej, niż rozmowy telefonicznej czy spotkania, niezależnie od tego, jak charyzmatyczny i przekonujący wydaje się być mediator”.
„Większość wysiłków kończy się fiaskiem nie dlatego, że mediator jest niekompetentny, ale po prostu dlatego, że kontynuowanie walki jest często łatwiejsze niż znalezienie rozwiązania, które obie strony zaakceptują” - napisał Daalder. Zaznaczył też, że pragnienie Trumpa, by zostać „»głównym mediatorem pokoju« na świecie opiera się na głębokim błędzie: że pokój oznacza jedynie zakończenie walk”. (PAP)
piu/ szm/

























































