Po nocnych i porannych perturbacjach główne pary walutowe powróciły w pobliże poziomów z piątkowego zamknięcia. Nieco gorzej prezentuje się złoty, który póki co nie odrobił strat względem euro, franka i dolara.


Do 10:55 kurs EUR/USD niemal domknął lukę z niedzielnego otwarcia, podnosząc się z 1,0953 do 1,1117 USD wobec 1,1169 USD na zamknięciu piątkowych notowań. Podobny ruch było widać na parze euro-frank, której kurs wzrósł z 1,0312 do 1,0417, w czym wydatnie pomógł Szwajcarski Bank narodowy interweniujący na rynku i skupujący franki.
W rezultacie na głównych parach walutowych praktycznie wróciliśmy do punktu wyjścia sprzed wprowadzenia w Grecji kontroli przepływu kapitału. Nieco inaczej wygląda sytuacja na polskim złotym, który pozostawał słabszy niż w piątek.
O 10:55 za euro płacono 4,1885 złotego, a więc o 1,5 grosza więcej niż przed weekendem. Dolar kosztował 3,7670 złotego, czyli o przeszło trzy grosze więcej niż w piątek, ale zarazem o ponad 5 groszy mniej niż o poranku. Frank szwajcarski był notowany po 4,0195 zł – o dwa grosze więcej niż w piątek i o 4 grosze mniej niż o ósmej rano.
Najciekawiej prezentowały się notowania funta, które na otwarciu handlu w Warszawie poszybowały w pobliże sześciu złotych (5,9918 zł), by później spaść do 5,9136 zł, powracając w okolice 8-letniego maksimum wyznaczonego w połowie marca (5,9050 zł).
Komentarz eksperta
Grecy płaczą, a frankowcy płacą
Jeżeli wierzyciele nie zgodzą się na radykalne umorzenie greckiego długu, to najprawdopodobniej ci ogłoszą bankructwo i zrezygnują z euro. Dla Greków oznacza to radykalne obniżenie siły nabywczej pieniądza (zubożenie), ale w dłuższym okresie większa konkurencyjność prawdopodobnie umożliwiłaby im powrót na ścieżkę rozwoju gospodarczego.
A co by się stało w Polsce? Wycofanie inwestorów zagranicznych z giełdy oraz silny wzrost kursu franka prawdopodobnie negatywnie odbiłyby się na rodzącej się w bólu dobrej koniunkturze gospodarczej. Innymi słowy, raty kredytów by wzrosły, a podwyżek pensji by nie było. Niestety, niezależnie od tego co zrobią Grecy, odbije się to na nas negatywnie.
Czytaj dalej...K.K.

























































