W środę po południu na rynku ropy doszło do silnych spadków: kurs ropy Brent obniżył się o 78$ do 75,7$ za baryłkę. Był to w znacznej mierze efekt pogorszenia nastrojów na Wall Street, który ograniczył apetyt na ryzyko wśród krótkoterminowych inwestorów.
Dzisiaj notowania „czarnego złota” nie były w stanie podnieść się po środowej obniżce. O godzinie 14:45 za baryłkę ropy Brent płacono 75,94$, czyli tylko o 0,2% więcej niż wczoraj. Surowcem z Teksasu handlowano po kursie 75,99$, a więc niższym o 0,2%.
Analitycy narzekają na dane o zapasach paliw w USA, które pokazały przyrost komercyjnych rezerw ropy aż o dwa miliony baryłek. Jednakże na wykresach nie widać poważniejszej reakcji na tą informację. Stało się tak, ponieważ pozostałe komponenty tego raportu były lekko optymistyczne. Zmniejszyły się bowiem zapasy benzyny i wzrosło zapotrzebowanie na produkty naftowe, które obecnie jest o 8,6% wyższe niż przed rokiem (ale wciąż o 5,5% niższe niż średnio w latach 2004-08).
Teraz uwagę handlujących naftowymi kontraktami coraz częściej absorbować będą prognozy pogody. Wchodzimy bowiem w sezon huraganowy w Zatoce Meksykańskiej. Zdaniem synoptyków z amerykańskiego National Hurricane Center tegoroczne lato może obfitować w tropikalne sztormy grożące wstrzymaniem wydobycia i przetwórstwa ropy na południowych wybrzeżach USA.
K.K.
























































