REKLAMA
TYLKO U NAS

Seria gorszych danych z USA. Szum czy pierwszy sygnał ostrzegawczy?

Krzysztof Kolany2024-05-06 14:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2024-05-06 14:00

Podczas gdy my w Polsce odpoczywaliśmy, to Amerykanie mieli pracowity tydzień makro. Szkopuł w tym, że kluczowe raport makroekonomiczne zza Wielkiej Wody okazały się zaskakująco słabe. Czy jest to pierwszy sygnał pogorszenia koniunktury w Stanach Zjednoczonych?

Seria gorszych danych z USA. Szum czy pierwszy sygnał ostrzegawczy?
Seria gorszych danych z USA. Szum czy pierwszy sygnał ostrzegawczy?
fot. Deacons docs / / Shutterstock

Tegoroczny układ kalendarza nadzwyczajnie sprzyjał majowemu grillowaniu. W całym zeszłym tygodniu w Polsce były tylko trzy dni robocze, z czego w czwartek kraj pracował na ćwierć gwizdka. Ale na Wall Street i wielu innych centrach finansowych świata był to zwykły tydzień pracy. Dodatkowo kalendarz makroekonomiczny był wypełniony po brzegi. Zwłaszcza za Atlantykiem.

Pierwsze pomruki gospodarczej burzy?

Zacznijmy od końca (przynajmniej chronologicznie), a więc od cotygodniowego raportu z amerykańskiego rynku pracy. Po kilku miesiącach bardzo pozytywnych zaskoczeń kwietniowe „payrollsy” srodze rozczarowały. Raport BLS pokazał tylko 175 tys. nowych etatów w sektorach pozarolniczych, co było rezultatem znacznie poniżej rynkowego konsensusu (245 tys.) oraz wyniku sprzed miesiąca (315 tys.). Jeszcze słabiej wypadło badanie aktywności zawodowej (BAEL), które wskazało na śladowy wręcz przyrost liczby pracujących (tylko o 25 tys. mdm), któremu towarzyszył przyrost 63 tys. bezrobotnych i 94 tys. biernych zawodowo. Poniżej oczekiwań wypadła także dynamika płac, które podniosły się tylko o 3,9% wobec oczekiwanych 4,0% oraz 4,1% w marcu.

Reakcja Wall Street na ten raport była jednak bardzo pozytywna. S&P500 podczas piątkowej sesji zyskał ponad 1% w myśl zasady „im gorzej, tym lepiej”. Spekulowano, że słabszy rynek pracy może złagodzić postawę decydentów Rezerwy Federalnej, którzy w majowym komunikacie otwarcie przyznali, że „w ostatnich miesiącach nie było dalszego postępu w kierunku 2-procentowego celu Komitetu”.

A propos samego Fedu to zgodnie z powszechnymi oczekiwaniami 1 maja pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale od czerwca rozpocznie „taperowanie” programu ilościowego zacieśnienia polityki monetarnej (QT). Złośliwi dodaliby, że zgodnie ze styczniowymi oczekiwaniami rynku bylibyśmy właśnie po drugiej obniżce stopy funduszy federalnych. Na te jednak Powell i jego ekipa nie mogą sobie pozwolić, ponieważ inflacja CPI od początku roku rośnie zamiast maleć. Kolejne odczyty tego wskaźnika zaskakują ekonomistów, którzy jeszcze pół roku temu gremialnie obstawiali kontynuację procesów dezinflacyjnych. Te jednak utknęły na odległych przedpolach 2-procenbtowego celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej i utrzymują się w przedziale 3-4%.  

Paskudne rozczarowanie z sektora usług

Główny problem inflacyjny w USA drzemie teraz w sektorze usług, gdzie presja inflacyjna pozostaje uporczywie silna. W marcu ceny w tej kategorii (po wyłączeniu usług dostaw energii) poszły w górę aż o 0,5% mdm i 5,4% rdr. W tym kontekście fatalnie wypadł kwietniowy raport ISM dla sektora usługowego, który pokazał bardzo silne przyspieszenie wzrostu cen. Subindeks cenowy wzrósł z 53,4 pkt. do 59, pkt.

Po pierwsze jest to wzrost bardzo duży. Po drugie do bardzo wysokiego poziomu. Jest to więc dobitny sygnał, że procesy inflacyjne w amerykańskim sektorze usług mają się lepiej niż dobrze. A to niedobrze. Zwłaszcza dla inwestorów, którzy w wycenach spółek z indeksu S&P500 ujęli już wyraźnie niższe od obecnych stopy procentowe w Fedzie. Te jednak nie za bardzo mogą zostać obniżone, ponieważ inflacja jest uporczywa i zbyt wysoka. Powell i spółka mają więc związane ręce i nie za bardzo mogą zrealizować życzenia Wall Street.  

- Kwietniowy ISM dla amerykańskiego przemysłu był z gatunku tych ohydnych. Dlaczego? Do tej pory narracja na rynku była taka -> gospodarka radzi sobie świetnie pomimo wysokich stóp, inflacja spada, Fed je obniży i będzie jeszcze lepiej. Stąd takie poziomy wycen, dla wielu spółek forward PE > 30. Teraz może ona przesuwać się do tej z 2022, wysokie stopy zaczynają szkodzić, a Fed nie ma pola, aby je obniżyć – skomentował na swoim blogu dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XtB.

To jednak nie wszystko, ponieważ „usługowy” ISM obok nasilenia presji cenowej pokazał też wyraźne pogorszenie koniunktury w tym kluczowym sektorze największej gospodarki świata. Wskaźnik ten w kwietniu obniżył się z 51,4 pkt. do 49,4 pkt. Odczyty poniżej 50 punktów sygnalizują spadek aktywności ekonomicznej w badanym sektorze. A tu dodatkowo mieliśmy gwałtowny regres zarówno w subindeksie mierzącym bieżącą aktywność, jak i napływ nowych zamówień oraz zatrudnienia. Czyli wstępne ostrzeżenie przed pogorszeniem koniunktury w całej gospodarce.

W ten trend wpisały się też inne raporty makro. Nieoczekiwanemu pogorszeniu uległy nastroje konsumentów mierzone przez Conference Board. W kwietniu wskaźnik ten spadł do 97 punktów względem 103,1 pkt. odnotowanych w marcu. Był to najniższy odczyt od lipca 2022 roku oraz trzeci najniższy wynik od czasów covidowych lockdownów, które w wielu amerykańskich stanach obowiązywały jeszcze wiosną ‘21. Amerykański konsument wciąż obarczony jest galopującym wzrostem kosztów życia (paliw, czynszów, usług etc.), czemu towarzyszy rachityczny wzrost wynagrodzeń oraz wysokie oprocentowanie kredytów (zwłaszcza tych zaciąganych na konsumpcję).

Koniunktura w USA zaczęła się sypać?

Na tym nie koniec nie najlepszych wiadomości z największej gospodarki świata. Rozczarował bowiem odczyt indeksu ISM dla sektora wytwórczego, gdzie w kwietniu odnotowano spadek do 49,2 pkt. z 50,3 pkt. w marcu. Czyli także w przemyśle mamy spadek poniżej granicy 50 punktów. Także tu dała o sobie znać silna presja cenowa, obrazowana skokowym wzrostem subndeksu cen płaconych (z 55,8 pkt. do 60,9 pkt.).

Poniżej oczekiwań zaprezentowała się też ankieta JOLTS mierząca liczbę nieobsadzonych wakatów. Wynik za marzec to 8,488 mln wobec 8,813 mln w lutym. Ekonomiści spodziewali się odczytu na poziomie 8,686 mln. Marcowy wynik był zatem aż o 200 tys. etatów niższy od rynkowego konsensusu. To sygnał, że amerykański rynek pracy zaczyna słabnąć. Prawdopodobnie pod presją relatywnie wysokich stóp procentowych oraz wygasania efektów postcovidowego boomu w sektorze usług, w ramach którego Amerykanie przez poprzednie dwa lata realizowali odroczony popyt na szeroko pojętą rozrywkę.

Ekonomiści lubią powtarzać, że jedne słabsze dane (w tym momencie za kwiecień) nie muszą oznaczać zmiany dotychczasowych tendencji. A te są (były?) takie, że po gospodarczym boomie z lat 2020-22 amerykańska gospodarka nie zaliczy „twardego lądowania”. Co więcej, od zeszłorocznej jesieni w modzie jest teoria „no landing” – czyli braku jakiegokolwiek spowolnienia gospodarczego wywołanego restrykcyjną polityką monetarną Fedu. Byłby to pierwszy taki przypadek od 30 lat i dopiero druga taka sytuacja w ostatnim półwieczu.

W dalszym ciągu jest zbyt wcześnie, aby obwieszczać początek recesji w największej gospodarce świata. Tym bardziej że w ostatnich latach już nie raz i nie dwa doświadczaliśmy lokalnych „obsunięć” w amerykańskich danych makro, które finalnie okazywały się tylko informacyjnym szumem. Na razie nadal czekamy, aż względnie wysokie stopy procentowe „złamią” coś albo w sektorze finansowym, albo w realnej gospodarce. Póki co ten moment jeszcze nie nadszedł.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (16)

dodaj komentarz
kimdzongtusk
W USA jest stagflacja ale to nic, najważniejsze że tzw. rynki są zadowolone :-)
W Europie jest recesja ale te tzw. rynki tez sa zadowolone.
bha
No jak to przecież na giełdzie tym tzw. wyznaczniku kondycji wewnętrznej gospodarki danego kraju od wielu lat panują tam ogromne wzrosty i hossa wielo % w notowaniach firm!!!.Więc co jest grane?.
lipsk
FED gwarantem wiecznej hossy jest , jak na razie się udaje ale do kiedy ? Jaki czarny łabędź to zepsuje ? Obstawiajcie . Wszystkie kłopoty od 2008 sa zadrukowane pusta kasa ciekawie bedzie jak wierzyciele długu sie obrażą na USD. Zresztą chiny już sie pozbywaja tego papieru w mld dolarów i wolą złoto u siebie w magazynie. Ciekawe FED gwarantem wiecznej hossy jest , jak na razie się udaje ale do kiedy ? Jaki czarny łabędź to zepsuje ? Obstawiajcie . Wszystkie kłopoty od 2008 sa zadrukowane pusta kasa ciekawie bedzie jak wierzyciele długu sie obrażą na USD. Zresztą chiny już sie pozbywaja tego papieru w mld dolarów i wolą złoto u siebie w magazynie. Ciekawe co zrobi FED jak nie znajdzie kupców na swe zielone listki. Bedzie ciekawie jak fed zacznie stopy obniżać i oprocentowanie obligacji będzie mało zyskowne dla inwestorów .
zoomek
Łojtam, łojtam - dodrukujooo...
Śpijcie spokojnie, pracujcie spokojnie - Żyd czuwa w FEDzie.
simonsoft8
tędy drogo na żydzio. glapińska
od_redakcji
Dolar po prostu czyje oddech BRICS, który jak komornik puka do jego drzwi!
simonsoft8
namiana wibor na wiron. chybo na USA
talmudd
p.s. cos na deser.....dla myślących....

https://www.youtube.com/watch?v=xEDGZlG_41k
prawdziwynierobot
ja bym serio zakazał toktika w PL.
Podobnie książko-twarz

Powiązane: Stany Zjednoczone/USA

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki