W zorganizowanym w sobotę w stolicy Serbii, Belgradzie, antyrządowym proteście uczestniczy co najmniej 100 tys. osób. W tłum rzucono petardy, a grupa ludzi podjęła próbę zniszczenia barier otaczających budynek parlamentu.


Serbska policja oceniła, że w sobotniej demonstracji uczestniczy 107 tys. osób; niezależne media szacują jednak liczbę uczestników na znacznie wyższą, określając zgromadzenie najliczniejszym w historii Serbii.
Podczas protestu odnotowano kilka incydentów. W grupę demonstrantów wjechał kierowca, raniąc trzy osoby, kolejny mężczyzna groził organizatorom podłożeniem materiałów wybuchowych. Wieczorem w tłum rzucono petardami, doprowadzając do interwencji policji. Niewielka grupa podjęła także próbę zniszczenia barierek otaczających budynek parlamentu Serbii.
Demonstranci zgromadzili się wieczorem na centralnym Placu Slavija, do którego napłynęli z innych punktów Belgradu, między innymi sprzed siedziby parlamentu. Na Slavii odbywa się główna część manifestacji, na którą składają się przemówienia oraz koncerty.
Zorganizowany przez studentów protest jest kolejnym z serii demonstracji będących odpowiedzią na tragedię na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie, w wyniku której w listopadzie 2024 roku zginęło 15 osób. Sobotni protest „15. dla 15” odnosi się do dnia jego organizacji oraz liczby ofiar listopadowego wypadku. Demonstranci zarzucają władzy korupcje i zaniedbania, które – ich zdaniem – doprowadziły do zawalenia się części dachu dworca.
Podczas manifestacji tradycyjnie uczczono ofiary 15 minutami ciszy, po których ulice Belgradu wypełniły gwizdy, dźwięki wuwuzeli, wykrzykiwane antyrządowe hasła i klaksony.
"Będziemy musieli się zmienić i jeszcze wiele się nauczyć"
"Mam nadzieję, że zrozumiano też przesłanie większości Serbii - że obywatele nie chcą kolorowych rewolucji, nie chcą przemocy, a rząd chcą zmieniać podczas wyborów" - dodał prezydent, który od miesięcy określa trwające w kraju protesty mianem "kolorowej rewolucji" organizowanej przy wsparciu "agentów zagranicznych".
Sobotni protest został przerwany przed czasem po kilku incydentach, po których organizatorzy ogłosili, że "nie jest już to protest studencki" i wezwali zgromadzonych do powrotów do domów. Studenci rozpoczęli sprzątanie głównego miejsca zgromadzenia, a w kilku punktach miasta ruch wrócił do normy.
"Jestem dumny z faktu, że 99 proc. protestujących studentów nie chciało incydentów" - powiedział prezydent Vuczić. Protest charakteryzował się jego zdaniem "ogromną negatywną energią i wściekłością wobec władz". Serbski przywódca wyraził jednocześnie zadowolenie z faktu, że podczas demonstracji nie odnotowano "żadnych zgonów ani ciężkich obrażeń".
Prezydent dodał, że rannych zostało w sobotę 56 osób, ale nikt nie znajduje się w stanie zagrażającym życiu. "Zatrzymano 22 osoby podejrzewane o wandalizm, ataki na policję i inne osoby" - zaznaczył.
Archiwum Zgromadzeń Publicznych, organizacja zajmująca się w Serbii badaniem masowych zgromadzeń, oszacowało w sobotę w nocy, że w proteście uczestniczyło od 275 do 325 tys. osób, co czyni go najliczniejszym w historii Serbii. Według policji w manifestacji uczestniczyło ponad 107 tys. osób.
jbw/ kar/

























































