Znakomita większość kredytów hipotecznych opartych na franku szwajcarskim ma konstrukcję kredytu denominowanego lub indeksowanego do helweckiej waluty. Zdarzają się jednak „białe kruki” – zobowiązania w pełni zasługujące na miano kredytu frankowego. Jak pokazuje przykład orzeczenia warszawskiego sądu, również one mogą zawierać klauzule niedozwolone.
Na łamach Bankier.pl regularnie prezentujemy sądowe rozstrzygnięcia w sporach na linii kredytobiorca-bank. Powtarzają się w nich pewne wspólne elementy. Zwykle pozywający to klienci, którzy w szczytowym okresie popularności kredytów hipotecznych zaciągnęli zobowiązanie denominowane lub indeksowane do franka szwajcarskiego. Osią sporu zazwyczaj są klauzule waloryzacyjne, określające sposób przeliczenia kwot w helweckiej walucie na złote. Decyzje sądów są niezwykle zróżnicowane – od unieważnienia całej umowy do narzucenia własnego rozwiązania w miejsce zakwestionowanego fragmentu kontraktu.
Na polskim rynku zdarzały się jednak umowy mające inną konstrukcję, zasługującą na nazwę „kredyt walutowy”. Przewidywano w nich wypłatę i spłatę w obcej walucie. Taki przypadek trafił na wokandę Sądu Okręgowego w Warszawie. Orzeczenie wydano 17 maja 2018 r. (sygn. akt XXV C 1811/16).
Bank mógł wypłacić franki
Pozywająca bank klientka zaciągnęła wspólnie z małżonkiem w 2006 r. kredyt hipoteczny przeznaczony na budowę domu. Mąż-współkredytobiorca był w tym czasie zatrudniony jako prawnik w banku, który udzielił finansowania.
Kwota kredytu ustalona była we franku szwajcarskim i miała zostać wypłacona w tej walucie. Jednocześnie kredytobiorcy otworzyli w banku rachunek CHF, który miał być przeznaczony na spłatę rat kredytowych. Umowa przewidywała jednak dodatkową opcję – przewalutowanie wypłacanych i spłacanych kwot. Klienci mieli zatem od początku wybór, czy zechcą korzystać z franka szwajcarskiego czy scedować na bank wymianę.
Inwestor zastępczy realizujący budowę oczekiwał płatności w transzach. „Powódka i jej mąż jako kupujący nie zwrócili się do inwestora zastępczego o wskazanie im rachunku w CHF do wpłaty uruchomionych z kredytu rat ceny. Jako rachunek do wypłaty kwot udzielonego kredytu powódka i jej mąż jako kupujący wskazali konto bankowe inwestora zastępczego prowadzone w złotych polskich” – czytamy w orzeczeniu.
Klienci zdecydowali się zatem na wykorzystanie opcji przewidzianej w umowie – transze kredytu wypłacono na rachunek złotowy. Kredytobiorcy, jak wskazali podczas rozpraw, spodziewali się, że bank wykorzysta w tej operacji kurs średni NBP, jednak zgodnie z zapisami kontraktu zastosowano wewnętrzną tabelę kursów kredytodawcy. W efekcie klienci musieli z własnych środków dopłacić część ostatniej transzy dla dewelopera.
Wątpliwa klauzula przeliczeniowa
W trakcie trwania umowy klienci zaczęli mieć wątpliwości co do jej konstrukcji. Zgłosili m.in. reklamację dotyczącą wysokości kapitału pozostałego do spłaty (w przeliczeniu na złote). Bank odrzucał jednak zgłoszenia, nie uznając kredytu za zobowiązanie w złotych. W 2016 r. złożyli pozew, w którym domagali się ustalenia nieważności kontraktu z uwagi na niejasne określenie kwoty zobowiązania oraz brak wskazania kosztów pozaodsetkowych związanych z wymianą walut. Drugim ewentualnym żądaniem było uznanie za niedozwolone postanowień określających warunki przeliczania walut.
Sąd uznał, że na uwzględnienie zasługuje wyłącznie drugie żądanie zawarte w pozwie klientów. W pierwszym przypadku wskazał, że małżonek klientki nie przystąpił do sprawy jako powód. Jednak nawet gdyby nie istniał ten problem formalny, nie byłoby podstaw, by uznać umowę za nieważną. Sąd wskazał, że umowa bankowego kredytu walutowego jest dopuszczalna na gruncie polskiego prawa. Inaczej jednak spojrzał na fragment kontraktu dotyczący zasad przeliczania kwoty wypłacanego kredytu.
„Sąd uznał, że w niniejszej sprawie spełniony został wymóg rażącego naruszenia interesów powódki oraz sprzeczności z dobrymi obyczajami kwestionowanego postanowienia, w zakresie dotyczącym wypłaty transz kredytu” – czytamy w orzeczeniu. Bank przyznał sobie jednostronnie uprawnienie do określenia zasad przeliczania walut, jeśli klient skorzysta z tej opcji. Regulamin informował, że obowiązujący w tym przypadku będzie kurs kupna/sprzedaży z tabeli instytucji.
„Klauzula ta te nie odwoływała się do ustalanego w sposób obiektywny kursu CHF, do obiektywnych wskaźników, na które żadna ze stron nie miała wpływu, lecz pozwalała w rzeczywistości pozwanemu kształtować ten kurs w sposób dowolny, wedle swej woli. Na mocy spornego postanowienia to pozwany bank mógł jednostronnie i arbitralnie wpływać na wysokość wypłacanego powódce i jej mężowi świadczenia w złotych polskich. W złożonym do akt sprawy oświadczeniu podpisanym przez powódkę i jej męża przy podpisywaniu umowy brak jest mowy o tym, aby w tym przedmiocie otrzymali oni jasne i czytelne pouczenie, tak jak w zakresie kwestii wahań kursowych. Potwierdzili to także – powódka i jej mąż – w toku swojego przesłuchania, wskazując iż byli przeświadczeni, iż będą to kursy NBP, a z tego błędu nie zostali wyprowadzeni przez pracowników banku” – podkreślono w orzeczeniu.
Sąd porównał średnie kursy NBP z dni uruchamiania kolejnych transz z kursami zastosowanymi przez bank. Wskazał, że kredytodawca uzyskał nieuzasadnioną korzyść w kwocie ponad 12,5 tys. zł i zasądził ją na rzecz pozywającej bank. Jednocześnie jednak, ze względu na uznanie za bezzasadne powództwo o ustalenie nieważności umowy, obciążył powódkę kosztami zastępstwa procesowego strony pozwanej. Koszty te wyniosły łącznie 10,8 tys. zł.
Wyrok nie jest prawomocny. Pełna treść orzeczenia.

























































