Na granicy polsko-rosyjskiej zaobserwowano niepokojący ruch, udało się zapobiec prowokacji - poinformował premier Donald Tusk.


"Jak już informowaliśmy, w Komendzie Głównej Policji powstał Sztab Operacji Specjalnej, który jest prowadzony w województwie warmińsko-mazurskim i na Podlasiu we współpracy ze Strażą Graniczną, służbami specjalnymi. Otrzymywaliśmy od dłuższego czasu informacje od naszych służb, a także służb sojuszniczych, że właśnie w tych dniach, w pierwszej połowie listopada, może dojść do aktów dywersji albo poważniejszych prowokacji na granicy z Federacją Rosyjską lub do aktów sabotażu przygotowanych przez wrogie służby" - powiedział Tusk przed posiedzeniem rządu.
"Te informacje miały także potwierdzenie w ostrzeżeniach, jakie otrzymałem od głównodowodzącego Wojsk NATO i Sił Amerykańskich w Europie, generała Grynkewicha w czasie jego popytu w Polsce. On także uprzedzał o możliwym scenariuszu eskalacji zdarzeń jeszcze jesienią tego roku. Po otrzymaniu informacji bardziej precyzyjnej, że właśnie w pierwszej połowie listopada może dojść do zdarzeń, w tym do wtargnięcia na teren Rzeczpospolitej uzbrojonych ludzi, zdecydowaliśmy o skierowaniu takich poważnych sił policyjnych, wzmocnienie Straży Granicznej, kontrterrorystów. (...) Tuż po północy otrzymałem informację od Straży Granicznej, że zaobserwowano niepokojący ruch na granicy polsko-rosyjskiej, tam na północy. Bardzo szybko zmobilizowaliśmy tam odpowiednie siły i środki i udało się zapobiec próbom prowokacji, jeśli takie były zamiary" - dodał.
Jak wskazał Tusk, w ocenie Straży Granicznej sytuacja wymagała pełnej mobilizacji.
"To napięcie, eskalacja ze strony Rosji, ono może potrwać. To nie jest tak, że uniknęliśmy dzisiaj w nocy jakichś dramatycznych zdarzeń, ale my musimy być dalej bardzo skoncentrowani, zmobilizowani, żeby zapobiec ewentualnym dywersjom czy prowokacjom nie tylko na granicy, ale także wewnątrz kraju" - powiedział premier. (PAP Biznes)
pat/ jz/ asa/

































































